Przybywam z kolejnymi opowiadaniem :)
***
-Ola, ty masz swoje problemy teraz, nie będę Cię jeszcze obarczał dodatkowo swoimi.
-Dobra, nie będę na ciebie naciskać, ale widzę, że mimo wszystko chcesz się wygadać- Olka wstała z ławki. Nowak złapał ją za rękę.
-Dobra, opowiem Ci, ale nie tutaj. Masz ochotę się przejść nad Odrę?- zaproponował. Wysocka przystała na jego propozycję. Zapaliła tylko znicze swoim rodzicom i Michałowi i udali się nad rzekę. Jacek miał jedno miejsce, do którego miał sentyment i tak jak Ola chodziła na cmentarz do rodziców ze swoimi problemami, tak on, gdy nie mógł sobie z czymś poradzić, szedł właśnie tam.
-Czemu akurat tutaj?- zapytała Aleksandra, siadając na kamieniu.
-Jak byłem młodszy, często przyjeżdżaliśmy tutaj z tatą i bratem na motocyklach. Pamiętam nasz ostatni wyjazd. Oprócz nas, był jeszcze kolega mojego brata, który chodził z nim do klasy. Byli w klasie maturalnej. Po maturze Wiktor planował iść na studia prawnicze. Był oczkiem w głowie rodziców, ale mimo to nie traktował mnie z góry. Był moim przyjacielem, zawsze wiedział, jak mi pomóc, gdy miałem problem. Nawet, gdy rodzice się na mnie wściekali, on był zawsze po mojej stronie. Nasz ostatni wyjazd był taki jak zwykle. Wyjechaliśmy o tej samej godzinie co zawsze, dotarliśmy o tej samej godzinie. Zjedliśmy kiełbaski z ogniska, pośpiewaliśmy, powygłupialiśmy się i o tej co zawsze wyruszyliśmy w drogę powrotną. Wpadłem na pomysł, żeby jechać dłuższą trasą. Dzień był wtedy długi. Było jeszcze widno, jak wracaliśmy. Jechaliśmy zgodnie z przepisami, bez żadnej brawury. Wtedy z naprzeciwka nadjechało auto z dużą prędkością. Ja i Kamil, ten kolega Wiktora zdążyliśmy zjechać. Mój tata i Wiktor już nie. Auto uderzyło w nich z dużą prędkością. Ojciec zginął na miejscu. Wiktor przeżył, ale jest w śpiączce od tamtego czasu. Przebywa w hospicjum. Często go odwiedzam, ale obwiniam siebie za ten wypadek. Gdyby nie mój pomysł, żeby jechać inną trasą, mój tata by żył, a Wiktor nie leżałby w śpiączce.
-No tak, ale ciebie nie porywają, nikt ci nie grozi, a mi? Non stop. Ja już nawet nie wiem, co mam robić. Jeszcze muszę się z pogrzebem Borysa uporać. Ja nie wiem, czy dam radę.
-Ola, spokojnie. Pomogę ci jakoś przez to przejść. Nie zostawię cię samej. Przyjaciół się nie zostawia na lodzie przecież. Jeśli tylko będziesz czegoś potrzebowała, wal śmiało. Dzwoń o każdej porze dnia. Możesz mnie nawet obudzić o trzeciej w nocy, a ja ci pomogę, jeśli będzie taka potrzeba- odparł Jacek.
-Dziękuję- wyszeptała Ola- Możemy wracać? Chłodno się robi.
-No pewnie- Jacek posłał jej uśmiech. Podał Oli swoją kurtkę, bo widział, jak się trzęsie z zimna i wrócili do domu mamy Jacka.
-Gdzie się podziewaliście? Martwiłam się, że się coś wam stało- zaczęła nawijać pani Nowak.
-Spokojnie mamo, Ola potrzebowała trochę odetchnąć. Nic nam nie jest- Jacek ucałował swoją mamę w czoło. Nagle telefon Jacka zawibrował. Policjant sięgnął po niego do kieszeni.
-Szymon napisał- odparł, odblokowując telefon i zaczął czytał treść -Aśka jest po operacji, lekarze mówią, że najbliższe godziny będą decydujące. Jej stan jest poważny.
-Masakra. Zapytaj się Szymona, jak on się trzyma.
-Ok.
Jacek napisał wiadomość i czekali na odpowiedź od kolegi. Odpisanie Szymonowi nie zajęło dużo czasu "Jakoś się trzymam. Gorzej z ojcem i bratem Aśki"
-Ja jestem zmęczona. Idę spać- odparła Wysocka i udała się do pokoju, gdzie spał Marek. Położyła się obok syna i szybko zasnęła.
-Ja też się mamo będę zbierał- powiedział Jacek.
-Zostań na noc. Na pewno jesteś zmęczony. Nie powinieneś prowadzić auta w takim stanie. Przygotuje ci sofę w salonie, bo w twoim pokoju śpi Ola i Marek.
-Kocham cię mamo- Jacek posłał uśmiech kobiecie. Dziesięć minut później leżał już na sofie, którą pościeliła mu jego mama.
Ola mimo tego, że szybko zasnęła, budziła się co chwilę. Miała koszmary związane z porwaniem jej i Marka. Musiała sprawdzać, czy aby na pewno obok niej śpi Marek i czy są w mieszkaniu mamy Nowaka. Noc była dla niej ciężka. Wstała pierwsza ze wszystkich. Postanowiła uszykować śniadanie. W ten sposób chciała się odwdzięczyć za przenocowanie. Poza tym musiała załatwić jedną rzecz tego dnia. Zorganizować pogrzeb Borysa. Wiedziała, że będzie to dla niej trudne, ale w końcu musiało to nastąpić.
-No wiesz co?- w kuchni stanęła mama Jacka i skrzyżowała ręce -Pytałaś się w ogóle o pozwolenie?- zażartowała pani Nowak.
-Ja przepraszam- Ola nie odebrała tego, jako żartu. Nie miała ochoty na dowcipkowanie.
-Spokojnie, spokojnie, nie mam ci nic za złe.
Po śniadaniu Ola zostawiła Marka z mamą Jacka i pojechała załatwiać sprawy związane z pogrzebem Borysa. Było to dla niej ciężkie. Przy wszystkim wspierał ją Jacek. Była mu bardzo za to wdzięczna.
-Gdyby nie Twoja pomoc, nie wiem jakbym to sama ogarnęła- odparła, gdy jechali do szpitala do swojej koleżanki, która trafiła tam po wybuchu na komendzie.
-Przecież od tego są przyjaciele. Nie zostawiłbym Cię samej w takiej sytuacji.
-Naprawdę dziękuję. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy. Przecież ja nawet bym nie była w stanie prowadzić auta. Tylko czuję się trochę podle- odparła.
-Czemu?- zdziwił się Nowak.
-No bo ja powinnam być teraz z Markiem, a nie to wszystko załatwiać.
-Marek to duży chłopak, na pewno wszystko zrozumie.
-Mam nadzieję, bo naprawdę mam wyrzuty sumienia z tego powodu. W ogóle chyba będę musiała z nim iść do psychologa.
Na tym rozmowa się skończyła, bo Ola i Jacek dojechali do szpitala, gdzie leżała Asia. Posiedzieli trochę z Szymonem, a następnie pojechali po Marka i udali się do mieszkania Oli. Wysocka się zastanawiała, czy jej mieszkanie stoi nienaruszone. Na szczęście było w takim stanie, w jakim je zostawiła. Ola pierwsze co zrobiła, to podeszła do komody, na której stała ramka ze zdjęciem jej i Borysa. Wzięła ją do ręki. Marek i Jacek obserwowali Wysocką. Z jej oczu zaczęły kapać łzy.
-Nie wierzę, że nie ma już ciebie z nami.
-Mamo, wszystko w porządku?- zapytał nastolatek i podszedł do kobiety.
-Nie, nic nie jest w porządku!- krzyknęła. Oparła się o ścianę i zjechała po niej. Dopiero teraz tak naprawdę do niej dotarło, co tak naprawdę się stało. Wcześniej nie myślała tak o tym, ale gdy zobaczyła Borysa na zdjęciu, uświadomiła sobie, że już nigdy nie przytuli się do niego, że nie zaśnie obok niego, że się nie obudzi u jego boku, że nie porozmawiają ze sobą, nie pośmieją się.
" w naszych marzeniach byliśmy tak szczęśliwi
a teraz nie wiem dokąd mam iść
chcę cofnąć czas; do siebie wrócimy
przecież na zawsze mieliśmy razem być"- w głowie Oli chodziły słowa piosenki Verby. Tak bardzo chciała mieć Borysa znowu przy sobie.
-Ola, powinnaś się położyć spać- oznajmił Jacek i podał jej dłoń, żeby się podniosła.
-Nie, zostaw mnie!- znowu podniosła głos.
-Mamo, Jacek ma rację. Powinnaś iść spać.
Ola w końcu dała się namówić i położyła się w swojej sypialni. Marek z Jackiem włączyli telewizor. Leciał jakiś program l motocyklach. Postanowili go obejrzeć. Po pół godzinie obaj spali na sofie.
wtorek, 3 lipca 2018
IV.03
sobota, 30 czerwca 2018
IV.02
Hej, witam wszystkich. Mam nadzieję, że to nie są ostatnie dni mojego bloga i opowiadań. Chyba, każdy słyszał o ACTA2. Jak dla mnie jest to bezsensu i mam nadzieję, że ta ustawa nie wejdzie w życie. #stopacta2
Teraz zapraszam na, mam nadzieję, że nie ostatnie opowiadanie.
***
Pistolet nie wystrzelił. Wtedy Białach obezwładnił przestępcę i oddał w ręce bandytów. Następnie podszedł do Oli i Marka.
-Wszystko dobrze?- zapytał Mikołaj.
-Nic nie jest dobrze- Olka się rozpłakała i wtuliła w kolegę razem ze swoim synem.
-Słuchajcie, nie chcę wam przeszkadzać, ale chyba mamy większy problem niż Ci bandyci- wtrącił się Jacek.
-Niby co może być większym problemem?- zirytował się Białach.
-Nasza komenda- zawiesił się Nowak- Nasza komenda wybuchła.
-Że co?- Ola otarła łzy.
- No tak, zdążyliśmy z Kobielakiem odjechać spod komendy i nagle usłyszeliśmy huk- wyjaśnił mężczyzna.
-Czy Karolina była jeszcze na komendzie?- Mikołaj zapytał łamiącym się głosem.
-No jej auta stało na parkingu.
-O ku**a- Mikołaj oparł się o budynek i osunął się po ścianie.
-Kto jeszcze był na komendzie?- spytała Olka, zapominając o całej tej sytuacji, która miała miejsce przed chwilą.
-Emilka i komendantka.
-No to musimy tam jechać- odparła kobieta. Wiedziała, że jak się czymś zajmie, to nie będzie myślała o tych wszystkich wydarzeniach.
-Jedyne Ola, co ty teraz musisz, to jechać w bezpieczne miejsce i zostać z Markiem- odparł Jacek- Zawiozę Ciebie i Marka do mojej mamy. Już z nią rozmawiałsm. Chodź- odparł policjant.
-Dzięki Jacek- rzucił jeszcze Mikołaj. Był mu wdzięczny życie. Nagle pojawili się Juliusz z Kobielakiem. Ola z Mikołajem jeszcze nie wiedzieli, że to oni stoją za zniknięciem pieniędzy z torby.
-Ola, Mikołaj- zaczął Poniatowski.
-Ola jedzie ze mną, a wy jedźcie na komendę, zobaczyć jak sytuacja wygląda. Mikołaj, pojedziesz też?
-No wiadomo, muszę wiedzieć, co z Karoliną.
-No dobra, to Ola, Marek, idziemy do mojego auta- zarządził Nowak.
-Jacek, uratowałeś nam życie- odparła Wysocka, gdy siedzieli już Mercedesie policjanta.
-Spoko, przecież dlatego zostałem policjantem.
-Skąd w ogóle wiedziałeś, gdzie jesteśmy?
-To długa historia, ale opowiem Ci- Jacek wziął głęboki oddech- Juliusz znalazł torbę z pieniędzmi, którą jak sądzę schowaliście z Mikołajem w archiwum. No i podmienili z Kobielakiem pieniądze na gazety. Juliusz postanowił obserwować Mikołaja i pojechał za nim. Jak się zorientował, co zrobił to zadzwonił do Adama, a Adam nie chcąc mówić Zuzie, przyszedł do mnie. No a resztę już znasz.
-Jak my się tobie odwdzięczymy?
-Ola, przestań już. Ważne, że jesteście już bezpieczni i że nic się wam nie stało- Jacek położył swoją dłoń na kolanie kobiety, jednak szybko ją zabrał. Jacek jak i Ola po tej sytuacji się nie odzywali do siebie przez całą drogę.
-No to jesteśmy na miejscu. Ja teraz pojadę na komendę. Potem pojedziemy do Ciebie po twoje rzeczy, a potem do mnie, nie możesz być teraz sama.
-Jacek, ale ja jestem już dorosła. Nie potrzebuję niańki- odparła Wysocka, której niezbyt podobał się pomysł nocowania u kolegi, z którym kiedyś była w związku.
-Ja wszystko rozumiem, ale to, że tamtych złapaliśmy, to nie znaczy, że ktoś tego nie obserwował.
-To równie dobrze, mógł teraz jechać za nami i życie twojej mamy też może być zagrożone- odparła Wysocka i się rozpłakała. To wszystko zaczęło ją już przerastać. Sama nie wiedziała co ma robić. Jej życie to było pasmo samych niepowodzeń. Najpierw śmierć matki, potem grozili jej dilerzy narkotyków, potem porwała ją Gruda, następnie zmarł jej ojciec, potem Michał, z którym była w związku, teraz gdy zakochała się w Borysie, on też zginął. Ciągle same jakieś tragedie. Jeszcze Karolina, która myśli, że Aleksandra chce jej wskoczyć do łóżka. No i teraz to porwanie jej i Marka. Tego było za dużo jak na jedną osobę.
-Olu, nie płacz już- powiedział Jacek i przytulił koleżankę. Ona nawet nie protestowała. Potrzebowała tego w tej chwili. Potrzebowała kogoś, kto ją przytuli i nie będzie mówił "Wszystko będzie dobrze", bo nic nie było dobrze i zapowiadało się, że to jeszcze nie koniec. Miała świadomość tego, że przeszłość Borysa jeszcze ją dopadnie.
-Idziemy?- spytał Jacek, gdy jego koleżanka się uspokoiła. Ona kiwnęła głową. Nowak zaprowadził kobietę i jej syna do swojej mamy, a potem wrócił do auta i udał się na miejsce, gdzie jeszcze kilka godzin temu stała komenda. Na miejscu trwała akcja gaszenia budynku.
Starszy aspirant wśród gapiów dostrzegł swoich znajomych z komendy. Podszedł do nich.
-Jak sytuacja?- zwrócił się do Krzyśka, który stał najbardziej z brzegu.
-Emilka i Karolina pojechały na badania do szpitala, ale nic im poważnego się nie stało, bo akurat z komendy wychodziły. Szukają jednak pozostałych. Wciąż niewiadomo, co z Kowal i z Zatońską. Nie wiem też jak z innymi wydziałami, bo i narkotykowi przecież, kryminalnych też trochę było jeszcze na komendzie. Powiedz lepiej, co z Olą?
-Jest z Markiem u mojej mamy, ale jest cała roztrzęsiona.
-Jak ja jej współczuję. Ona to ma w życiu przerąbane. W ogóle ciekawe, kto podłożył bombę na komendzie- odparł Zapała.
-Ja chyba wiem kto- powiedział Jacek.
-Kto?
-Dowiesz się w swoim czasie. Patrz, wynoszą kogoś- Nowak szybko zmienił temat i przeszedł przez taśmę.
-Halo, co pan robi, tu nie wolno wchodzić- krzyknął strażak.
Wtedy Nowak wyciągnął odznakę i strażak bez gadania go wpuścił. Podbiegł do ratowników medycznych, którzy wkładali poszkodowaną osobę do karetki.
-Mogę zobaczyć, kto to?- zapytał jednego z ratowników.
-Tylko szybko, bo musimy z nią jechać do szpitala.
-Gdzie?
-Do miejskiego.
Jacek zerknął i już wiedział kto to. Zaczął wzrokiem szukać Szymona Zielińskiego. Domyślał się, że młodszy aspirant martwi się o swoją partnerkę. Gdy go dostrzegł, od razu do nie podszedł.
-To była Aśka. Nie wyglądała najlepiej. Zabrali ją do miejskiego.
-Ok, to ja tam jadę dowiedzieć się czegoś więcej. Jej ojciec i brat pewnie się zamartwiają. A ty to chyba powinieneś jechać do Olki, a nie tutaj siedzieć. I tak nic nie zrobimy. Akcja będzie trwała jeszcze kilka godzin.
-W sumie bez sensu tu przyjeżdżałem. Dobra, jadę po Olę. Jak coś będziesz wiedział, to daj znać- Jacek pożegnał się z kolegą i udał się do swojego auta. Wsiadł do niego i odjechał. Po dwudziestu minutach był na miejscu. Wszedł do klatki, gdzie mieszkała jego mama i po chwili znalazł się pod jej mieszkaniem. Zadzwonił, a drzwi otworzyła mu jego rodzicielka, z palcem na ustach.
-Tylko cicho, Marek śpi- powiedziała szeptem.
-A Ola?
-Ola wyszła.
-Jak to wyszła?- Nowak słysząc to, cały się zagotował- Czemu jej na to pozwoliłaś?
-Ona jest dorosłą kobietą, nie mogę jej zabronić- pani Dorota zaczęła się tłumaczyć.
-Powiedziała chociaż, gdzie idzie?
-Nie.
-Mamo, ona teraz nigdzie nie może sama chodzić. W każdej chwili może ją ktoś porwać- Jacek był wkurzony na swoją mamę, że pozwoliła wyjść z domu jego koleżance. Jednak szybko wpadł na pomysł, gdzie może być. Tym bardziej, że to miejsce było oddalone tylko o dziesięć minut drogi od osiedla, na którym mieszkała pani Nowak. Natychmiast wybiegł z mieszkania i udał się w kierunku cmentarza. Miał świadomość, że to tam są pochowani jej rodzice oraz Michał, ojciec Marka. Znał też Olę na tyle, że wiedział, że właśnie tam idzie, gdy w jej życiu dzieje się coś złego. Biegł ile sił w nogach. Martwił się o Wysocką. Musiał też rozładować emocje, które kumulowały się w nim, a bieganie od zawsze go uspokajało. Po pięciu minutach stał już przed bramą cmentarza. Musiał sobie przypomnieć, gdzie są pochowani rodzice Oli. Ostatni raz na ich grobie był na wszystkich świętych, gdy chciał zapalić lampkę Wysockiemu. Przy okazji złapał oddech. Gdy sobie przypomniał, szybkim krokiem, ruszył w stronę alejki. Już z oddali dostrzegł sylwetkę swojej koleżanki z pracy. Nie było trudno. Szczupła, krótkościęta kobieta. To musiała być Ola. Teraz już szedł wolniej, bo był spokojniejszy. Starał się też być w miarę cicho, żeby jej nie przestraszyć. Był co raz bliżej. Chwilę później stał już za Olą. Ona nawet się nie odwróciła, mimo tego, że na pewno słyszała jego kroki.
-Skąd wiedziałeś, gdzie jestem?- zapytała.
-Skąd wiedziałaś, że to ja?- odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Nie odpowiedziałeś mi.
-Znam cię na tyle dobrze, że się domyśliłem. Teraz czekam na twoją odpowiedź.
-Po zapachu wody toaletowej- odparła, robiąc miejsce Jackowi na ławce.
-Długo już tu siedzisz?
-Z godzinę może. Nie wiem sama. Nawet nie mam zegarka ani telefonu, bo przecież tamci porywacze mi zabrali.
-Odzyskam go jakoś.
-Jacek, powiedz mi, co ja takiego zrobiłam, że los wymierza mi cały czas takie ciosy? Chciałabym sobie ułożyć wreszcie życie, ale cały czas rzucane są mi kłody pod nogi. Mogę się założyć, że nie ma na świecie drugiej takiej osoby, co by jej się wszystko po kolei waliło, tak jak mi. Gdy tylko idzie po mojej myśli, to pojawia się coś, co burzy ten mój domek z kart, który już zbudowałam i muszę zaczynać od nowa. A mnie to już męczyć zaczyna. Powiedz, czemu to zawsze muszę być ja?- Aleksandra spojrzała Jackowi prosto w oczy. Jacek nie miał pomysłu, co odpowiedzieć. Nie chciał się powtarzać, że wszystko będzie dobrze. Poza tym na Olę czekał jeszcze pogrzeb Borysa. Miał świadomość, że to będzie kolejny cios dla niej.
-Ja to cię Ola podziwiam- odparł tylko.
-Mnie? Za co? Przecież ja sobie życia nie umiem ułożyć, także nie rozumiem.
-Już tyle wycierpiałaś. Ja to bym się już dawno poddał, a ty mimo wszystko jakoś sobie radzisz- Jacek spochmurniał przypominając sobie ten jeden dzień, który zmienił jego życie o sto osiemdziesiąt stopni.
-Chcesz mi o czymś powiedzieć, ale nie masz odwagi. Coś, o czym mi nie powiedziałeś jeszcze, jak byliśmy razem- stwierdziła Ola, patrząc Jackowi prosto w oczy. Jacek obrócił głowę i spojrzał w zupełnie innym kierunku. Chciał uciec wzrokiem od Wysockiej. Miał świadomość, że jednak go nie ominie opowiedzenie Oli, co się stało.
***
No, to na tyle moi Czytelnicy. Nie będę robić spojlerów, co w następnym opowiadaniu. Dowiecie się sami, zaglądając tutaj
piątek, 29 czerwca 2018
IV. 01
No to zaczynamy 😀😀😀 Jeśli ktoś nie oglądał co najmniej trzech ostatnich odcinków 8 serii serialu, to musi nadrobić, żeby wiedzieć o co mniej więcej chodzi.
***
Mikołaj po otrzymaniu telefonu od Oli udał się do archiwum po torbę z pieniędzmi, które trzymał zamknięte w szafie. Gdy ją zabrał, pobiegł do swojej czarnej Audi A8, która stała na parkingu przed komendą. Nie wiedział, że ktoś go obserwuje. Z piskiem opon odjechał i pokierował się w miejsce, które wskazała mu Wysocka. Jechał dosyć szybko. Nie patrzył na fotoradary. Nie zwrócił nawet uwagi na to, że ktoś go śledzi. Chciał jak najszybciej znaleźć się na miejscu. Bał się o swoją partnerkę z patrolu, z którą tak dużo przeżył.
-Olka, czy ty zawsze się musisz pakować w jakieś kłopoty?- szepnął sam do siebie. Już po raz kolejny musiał ją ratować. Po piętnastu minutach dotarł na miejsce.
-Masz pieniądze?- zapytał jeden z porywczy.
-Najpierw Ola i Marek.
-To my tu dyktujemy warunki. Forsa- odezwał się drugi mężczyzna i przyłożył Oli pistolet do głowy. W tym czasie na miejscu zjawił się Juliusz Poniatowski, który postanowił, że będzie wszystko obserwować z ukrycia. Mikołaj nie chciał ryzykować życia Oli i jej syna. Wyjął torbę z bagażnika i rzucił ją porywaczą kobiety i jej dziecka. Wolny porywacz wziął torbę i ją otworzył.
-Co ty ku**a? W kulki sobie lecisz.
-Ale o co chodzi?- zapytał zdezorientowany Białach, który był pewny, że w torbie są pieniądze. Wtedy porywacz wysypał z niej kawałki pociętej gazety. Juliusz widząc wszystko, załamał się, bo wiedział, że jeśli Ola i Marek zginą, to przez niego. Postanowił zadzwonić do Adama Kobielaka. To właśnie z nim wyjęli pieniądze z torby i podrzucili gazety.
-Adam, te pieniądze były Białacha. On miał je przekazać jako okup za Olkę. Teraz chcą zabić ją i Marka- wyszeptał. Adam słysząc to pobladł.
-Gdzie jesteście?
-Na wyjeździe w stronę Kątów Wrocławskich są takie pustostany.
-No dobra, idę do Jacka i coś razem wymyślimy, a ty ośle się im nie pokazuj, bo pogorszysz sytuację. Najlepiej odjedź stamtąd- odparł wściekły Kobielak. Wiedział, że z ich pomysłu będą kłopoty, ale nie myślał, że aż takie. Udał się do dyżurnego.
-Jacek, błagam, musisz mi pomóc- odparł Adam.
-Co się stało?- spytał Jacek. Młodszy aspirant spojrzał, czy po korytarzu nie kręci się nowa komendant Zuza Kowal. Zamknął drzwi.
-No bo Juliusz znalazł w archiwum torbę z pieniędzmi. Zabraliśmy pieniądze i podłożyliśmy pocięte gazety. Okazało się, że to miał być okup za Olkę. Teraz chcą ją zabić.
-Adam, czy wy zawsze musicie coś odwalić? Gdzie macie te pieniądze?
-U mnie w gabinecie- odpowiedział.
-Dorba, idź po nie i za dziesięć minut przy moim samochodzie.
W tym samym czasie niedaleko drogi prowadzącej do Kątów Wrocławskich.
-Spokojnie, dajcie mi jeszcze trochę czasu- odparł Mikołaj.
-Czasu na co? Żebyś poinformował czarnych, gdzie jesteśmy?
-Przecież, gdybym chciał, to już dawno bym ich poinformował, a oni dawno by tu byli- odparł spokojnym tonem Mikołaj, chociaż wiedział, że nad jego głową zbierają się ciemne chmury i jeśli zaraz czegoś nie wymyśli, to będzie za późno.
-Masz ten hajs?- zapytał Nowak.
-Tak.
-Dobra, czarni są poinformowani, jedziemy tam- wsiedli do auta Jacka. Jacek tak samo jak Białach odjechał z piskiem opon. Nagle razem z Kobielakiem usłyszeli huk.
-O ku**a- powiedzieli jednocześnie i zobaczyli jak komenda już płonie. Nie mieli jednak czasu na to, żeby wracać się. Kobielak powiadomił jedynie odpowiednie służby. Wiedzieli, że ludziom w środku i tak niewiele pomogą, ale mogli za to uratować Olę, Marka i Mikołaja. No i sumienie Juliusza.
-Kto był jeszcze na komendzie?- spytał Adam.
-Od nas na pewno Kowal i Rachwał. Nie wiem jak reszta. I jeszcze chyba Emilka, ale Emilka była na samym dole. Więc jak bomba była gdzieś wyżej, to może i zdążyła uciec.
-Kto mógł być takim idiotą, żeby podłożyć bombę?
-Ja chyba wiem, kto, ale teraz nie ma się czasu zastanawiać nad tym. Ciekawe, jak tam sytuacja wygląda u Białacha i Olki.
-Nie wiem, Juliuszowi kazałem się na oczy nie pokazywać- odparł Adam.
-Jasne, bo już uwierzę, że Juliusz się posłucha. Wgl po jaką cholerę braliście te pieniądze?
-Nie chcieliśmy, żeby Kowal się dowiedziała.
-A mi nie ufacie? A poza tym, gdyby to był dowód w jakiejś sprawie? Tak naprawdę wtedy pomoglibyście przestępcą.
-Dobra, nie pomyśleliśmy- przyznał ze skruchą Adam.
-Módl się, żeby im się nic nie stało. Niech im chociaż włos z głowy spadnie, to nie ręczę za siebie.
-No Białachowi to już raczej nie grozi- zażartował Kobielak. Jednak Jackowi wcale nie było do śmiechu -Chciałem tylko atmosferę rozluźnić.
-Następnym razem przemyś dziesięć razy coś i najlepiej skonsultuj to z kimś, za nim coś zrobisz. Ok?
-Ok- powiedział przygaszony Kobielak.
-Dobra, jesteśmy na miejscu- rzekł Jacek, parkując w bezpiecznej odległości -Atecy widzę, że też już są ustawieni. Ty zostajesz w aucie.
-Dobra, nie ma problemu.
-Ja myślę- odparł Nowak i wysiadł z auta. Wziął, torbę, którą miał w bagażniku i poszedł tam, gdzie mu pokazał dowódca jednostki AT.
-A ten tu czego? Mówiłeś, że nikogo nie informowałeś?- zwrócił się jeden z porywaczy Wysockiej i Marka do Mikołaja i przystawił mu pistolet do skroni.
-Spokojnie, ja mam pieniądze i to prawdziwe- Nowak położył torbę i się od niej odsunął- Spokojnie, nikt nic nie wie.
Kiedy mężczyzna, który mierzył do Wysockiej odszedł od niej po torbę, Jacek dał znać i do akcji wkroczyli czarni. Jednego z oprawców Wysockiej udało się obezwładnić. Jednak z drugim nie było tak łatwo. Cały czas mierzył on do Mikołaja. Antyterroryści nie chcieli ryzykować życia swojego kolegi. Wtedy mężczyzna pociągnął za spust i...
Wieści
Tak, to ja!!! Powracam!!! Mam nadzieję, że się ucieszycie. Niestety, rok mnie tu nie było. Miałam tyle na głowie i brałam sobie jeszcze więcej obowiązków, że w ogóle nie miałam czasu na pisanie bloga. Przez wakacje postaram się to nadrobić. Tylko jest jedna sprawa. Zgubiłam wątek w swoim opowiadaniu i musiałabym je czytać od początku. Trochę to by czasu zajęło, jeśli chodzi o tą serię. Dlatego postanowię zacząć nową serię, z bardziej aktualnymi wątkami jeśli chodzi o sam serial, bo dużo się pozmieniało. Spokojnie, nazwa blogu nie straci sensu. Ja tu już taką historię wymyślę, że scenarzyści by nawet na to nie wpadli.
Do następnego wpisu
niedziela, 25 lutego 2018
Na konkurs Małej Mi
Jacek siedział w swoim gabinecie i przeglądał stronę z repertuarem kinowym. Miał ochotę wybrać się na jakiś film. Wtedy do jego pokoju weszła Alicja.
-Co ty tu robisz?- spytał zaskoczony.
-Właśnie byłam u Jaskowskiej, żeby dostarczyć jej papiery, że mogę pracować w policji- odpowiedziała z uśmiechem.
-Wracasz do nas? To super- Jacek wstał z miejsca i przytulił koleżankę.
-No tak, jeszcze muszę co prawda szkolenie przejść, ale wszystko jest na dobrej drodze.
-Słuchaj, a może pójdziemy do kina- zaproponował.
-Ale to ma być randka?- spytała Alicja.
-A chciałabyś?- Jacek podszedł do niej i ją pocałował. W tym samym momencie do pokoju weszła Ola. Widząc jednak, że jej były całuje się z inną kobietą, szybko go opuściła. Alicja i Jacek nawet nie zauważyli Wysockiej. Wysocka opuściła komendę smutna. Pojechała do swojego mieszkania, gdzie czekał już na nią Marek. Kobieta się nawet nie przywitała ze swoim synem. Udała się od razu do sypialni, gdzie się zamknęła i zaczęła płakać. Niby nie była już z Jackiem, ale wciąż jej na nim zależało. Marek nie wiedział, co się dzieje. Postanowił więc wyciągnąć Olę na spacer. Wszedł delikatnie do pokoju.
-Pójdzidziemy na spacer? Dawno nie byliśmy.
-Marek, przepraszam cię, ale nie mam ochoty- powiedziała i usiadła na łóżku.
-Stało się coś, że płakałaś?- zapytał, tuląc się do niej.
-Nie, nic- otarła łzy- Co powiesz na pizzę?- kobieta zmieniła temat.
-Ale sami robimy- odparł Marek i poleciał do kuchni szykować składniki. Ola podniosła się z łóżka i poszła do kuchni za synem.
-Ten film był niesamowity- powiedziała Ala, wtulając się w Jacka.
-Też tak uważam. Słuchaj, a może pójdziemy do mnie?- zaproponował mężczyzna.
-A ja mam ochotę się przejść nad Odrę- odparła Ala, patrząc Jackowi prosto w oczy. Jacek musnął jej usta.
-To idziemy nad Odrę.
Mężczyzna i kobieta udali się w ulubione miejsce Alicji we Wrocławiu. Był stamtąd piękny widok na miasto. Jackowi od razu się spodobało.
-A w ogóle to chciałam z Tobą porozmawiać.
-Stało się coś?
-Nie, spokojnie. Bo ja słyszałam, że ty byłeś dawcą szpiku dla kogoś i swoimi nieoficjalnymi kanałami dowiedziałam się, że to było tego samego dnia, kiedy dowiedziałam się, że będę miała przeszczep. Nie uważasz, że to przypadek?- zapytała.
-No powiem Ci, że też mnie to zastanawia, ale lekarze nie chcieli mi nic powiedzieć.
-To byłoby- zaczęli równo.
-Niesamowite- dokończyła Alicja i pocałowała Jacka.
-Nie sądziłem, że to się tak szybko potoczy- uśmiechnął się.
-Ja też nie- kobieta odwzajemniła uśmiech. Następnie udali się do Jacka, gdzie spędzili romantyczną noc.
Miesiąc później
-Jacek, wezwij mi karetkę na adres interwencji- zwrócił się Krzysiek do dyżurnego.
-Krzysiek, co tam się dzieje?- zapytał zaniepokojony policjant.
-Nie zadawaj zbędnych pytań, tylko wzywaj- Zapała prawie się wydarł i przystąpił do reanimacji przyjaciółki.
-Alicja, dawaj. Ty musisz żyć. Musisz żyć dla Jacka, Ala, dajesz. Nie poddawaj się. A kto będzie opiekował się Gają? To twoja chrześnica przecież. Dajesz- Krzysiek ratował koleżankę do przyjazdu karetki, a następnie przejęli ją ratownicy. Krzysiek wsiadł do radiowozu i udał się na komendę, żeby przekazać Jackowi, co stało się z jego ukochaną. Nie chciał rozmawiać o tym ani przez telefon, ani przez radio. Chciał mu przekazać to osobiście. Na komendę dotarł po dziesięciu minutach. Wpadł do pokoju dyżurnego.
-Krzysiek, możesz mi wreszcie powiedzieć o co chodzi? Gdzie Alicja?
-Pogotowie ją zabrało. Straciła przytomność i przestała oddychać.
-Gdzie ją zabrali?- Jacek się zerwał z krzesełka i chwycił za swoją bluzę- No co stoisz jak kołek? Zawieź mnie do niej.
-Jacek, zaczekaj. Dzwonił do mnie lekarz, jak jechałem tutaj. Powiedział, że nie dało się jej uratować.
-Ale jak to?- Jacek oparł się o ścianę i zjechał po niej. W jego oczach pojawiły się łzy. Nie docierało już wtedy do niego nic. Myślał tylko o Ali, którą stracił. Zastanawiał się, jak mogło do tego dojść. Przecież badania lekarskie miała w porządku i przeszła wszystkie testy. Dlaczego jego każde zakochanie kończyło się porażką? Myślał, że ta miłość będzie trwać wiecznie. Dobrze czuł się przy Ali, planowali wspólnie zamieszkać, chciał się jej zaręczyć, planowali dziecko, a tu odeszła jego ukochana, z którą wiązał całą swoją przyszłość.
Do pokoju weszła Ola z jakimiś papierami, które miała dać Jackowi do podpisu.
-Co się stało?- zapytała, widząc płaczącego Jacka.
-Ala zmarła- odpowiedział Krzysiek smutno.
-Tak mi przykro- odparła i położyła dokumenty na biurku. Wyszła bez słowa.
-Jacek, wstań, pójdziemy do komendant i poprosimy o wolne na resztę dnia. Zawiozę Cię do domu i posiedzę z Tobą- zaproponował. Tak też zrobili. Pół godziny później byli u Nowaka w mieszkaniu. Mężczyzna wszedł do salonu i pierwsze co zrobił, to chwycił za zdjęcie, które było zrobione raptem dwa tygodnie wcześniej. Pojechał wtedy z Alicją na weekend do Sopotu. Byli tacy szczęśliwi na tym zdjęciu. Nic wtedy nie zapowiadało, że dojdzie do tragedii. O dwudziestej na prośbę Krzyśka przyjechała do Jacka Ola, aby posiedzieć z mężczyzną. Krzysiek poprosił akurat ją, bo jakiś czas temu straciła swojego partnera i najlepiej rozumiała Jacka.
Rok później
Ola siedziała zapłakana przy grobie Michała. Marek sprawiał jej co raz większe kłopoty i nie miała sobie poradzić. Na cmentarzu był też wtedy Jacek, który był na grobie Alicji. Szedł akurat do auta, kiedy zobaczył swoją koleżankę z pracy. Postanowił do niej podejść.
-Ola, co się dzieje?- zapytał, kładąc swoją dłoń na ramię Wysockiej.
-Jacek?
-No tak, byłem u Alicji. Dzisiaj była pierwsza rocznica jej śmierci.
-Zapomniałam o tym. A ja już sobie nie daje rady z Markiem.
-Wiesz co? Mam pomysł. Może pojedziemy do ciebie, ja z nim pogadam- zaproponował.
-Mógłbyś?
-No pewnie- uśmiechnął się do niej. Tak jak zapowiedział Jacek, tak też zrobili. Pojechali do Wysockiej. Jacek pogadała z Markiem. Ta rozmowa dużo dała. Marek przeprosił Olę za swoje ostatnie zachowanie.
Rok później
Aleksandra wróciła do domu po ciężkim dniu w pracy. Jacek i Marek czekali już na nią z kolacją. W salonie były rozsypane płatki róż, a chłopaki byli ubrani w garnitur.
-Co tu się wyprawia?- zapytała kobieta, stojąc wryta.
-Idź do sypialni i załóż sukienkę, która leży na łóżku- odparł Jacek.
-Okej- odparła i poszła do sypialni. Marek w tym czasie przygotował kamerę. Po 10 minutach Ola weszła w ślicznej chabrowej sukience. Jacek podszedł do niej i wyjął z kieszeni pudełko. Uklęknął przed nią, otworzył pudełeczko.
-Aleksandro, czy wyjdziesz za mnie?
W oczach Oli pojawiły się łzy. Łzy szczęścia.
-No pewnie- rzuciła się na Jacka szczęśliwa. Mężczyzna założył na jej palec śliczny złoty pierścionek ze ślicznym diamentem w kształcie serca. Marek również się popłakał ze szczęścia. Cała trójka miło spędziła wieczór.
Pół roku później
Ola stała obok Jacka w białej sukni, w stylu księżniczki. Jacek ubrany w garnitur. Przed nimi stał Marek, który trzymał obrączki. W kościele rozbrzmiały organy i siostra Jacka zaczęła śpiewać "Ave Maria". Ruszyli do ołtarza. Ola i Jacek byli szczęśliwi. W końcu nadszedł najbardziej wyczekiwany moment.
-Ja Jacek biorę Ciebie Aleksandro za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
-Ja Aleksandra biorę Ciebie Jacku za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Następnie nastąpiła wymiana obrączek. Gdy msza dobiegła końca, rozebrzmiał marsz Mendelshona. Ola z Jackiem zmierzali do drzwi. Na zewnątrz byli już ustawieni policjanci i goście. Zaczęli rzucać ryżem i pieniędzmi. Ola z Jackiem zaczęli zbierać pieniądze. Gdy wszyscy goście złożyli życzenia, małżeństwo ze wszystkimi zaproszonymi udało się na salę, gdzie odbyła się zabawa do białego rana.
I tak o to kończy się ta historia. Jacek w końcu odnalazł swoją miłość. Ola doszła do wniosku, że zrywając z Jackiem, zrobiła źle, ale ich drogi znowu się zeszły. Marek bardzo polubił Jacka i lubi z nim spędzać czas. Cała rodzina żyła długo i szczęśliwie.
A, zapomniałam dodać, Ola i Jacek spodziewają się dziecka, ale to może w następnej miniaturce jak się zdecyduje napisać.
poniedziałek, 31 lipca 2017
III.18
*3 miesiące później*
Agata razem ze swoim wspólnikiem została skazana na 25 lat pozbawienia wolności. Jacek bez problemu dostał rozwód i zamieszkał razem z Olą. Córka kuzynki Oli pogodziła się z matką i wróciła do domu.
Ola, Jacek i Dawid siedzieli właśnie przy śniadaniu, kiedy chłopiec postanowił zaskoczyć kobietę.
-A ja mam do ciebie pytanie- spojrzał na brunetkę. Ola spojrzała na niego.
-Stało się coś?- Ola się zaniepokoiła, bo ton głosu Dawida był bardzo poważny.
-Nie, chcę wiedzieć, czy mogę do ciebie mówić mama?- zapytał, a Ola nie wiedziała, co zrobić. Przecież nie wiedziała, czy Jacek to ten, z którym będzie teraz na dobre i na złe. Spojrzała na Jacka. On był cały czerwony jakby zawstydził się pytaniem syna. Bał się też reakcji Oli. Przecież ona straciła córkę i nie wiedział, czy będzie chciała, aby ktoś inny mówił do niej "mama". Kobieta wstała z krzesła i podeszła do malca. Uklęknęła przed nim.
-Zaskoczyłeś mnie i to bardzo, ale tak, jeśli chcesz, możesz mówić do mnie mama- Ola przytuliła Dawida do siebie.
-Kocham cię- powiedział, a po jej policzku spłynęła łza.
-Ja ciebie też- odparła- A teraz jedz śniadanie, bo spóźnisz się do przedszkola.
-Ok- chłopiec wrócił do jedzenia. Ola siadła na swoim miejscu i również wzięła się za jedzenie.
Po siódmej wszyscy wyszli z domu. Para odwiozła Dawida do przedszkola i udała się na komendę. Gdy tylko weszli, wyczuli jakąś nerwową atmosferę. Nie wnikali jednak, bo w myśleli, że to może mieć związek z nowym policjantem który miał pracować Olą. Poszli się przebrać i udali się na odprawę.
-Stało się coś, że tak nerwowo?- zapytała w końcu Ola, widząc nastrój kolegów.
-To Wy nic nie wiecie?- odezwała się Karolina.
-A co mamy wiedzieć? Wydarzyło się coś w przeciągu ostatniego tygodnia, jak byliśmy na urlopie?
-Morawska ma raka- powiedział Krzysiek ze smutkiem. Widać było po nim, że to on jest najbardziej tym przejęty. W końcu jeździł z nią w patrolu.
-Ale jak to?- Wysocka nie wierzyła w to, co słyszy- Mieszko nic mi nie mówił, a gadałam z nim codziennie.
-Może nie chciał was denerwować jak byliście na wyjedzie. Mniejsza o to, szukają dawcy szpiku. Chcą działać, póki nie jest za późno. Jutro po pracy wszyscy idziemy się przebadać, bo może któreś z nas może być dawcą. Jej mama nie może i brat to samo. Może ktoś z nas jej pomoże.
-No tak. Dobrze wiedzieć. Na pewno będziemy z Jackiem. Po chwili zjawiła się Jaskowska z Szymonem Zielińskim, nowym partnerem Wysockiej. Przedstawiła go wszystkim. Omówiła sprawy bieżące, przypomniała o tym, że każdy ma iść się przebadać, przydzieliła rewiry i kazała się wszystkim rozejść.
-To co? Do zobaczenia potem- odparła Ola i dała Jackowi całusa w policzek. Udała się do swojego biura, gdzie czekał już na nią Szymon.
-Jak tam? Gotowy?- spytała policjantka.
-No pewnie. A kto prowadzi radiowóz?
-A jak dobrze znasz Wrocław?
-Dawno tu nie byłem. Pewnie wiele się pozmieniało. Może lepiej będzie jak przez pierwsze dwa tygodnie ty będziesz prowadziła- zaproponował młodszy aspirant. Wysocka przystała na jego propozycję i udali się na patrol.
-Dużo miałaś partnerów?- rozmowę w radiowozie rozpoczął mężczyzna.
-Słucham?
-W sensie partnerów z patrolu.
-Aaa. Jeśli chodzi tak, że na dłuższy okres czasu, to jesteś moim trzecim. A tak to jeździłam jeszcze z kilkoma osobami.
-Sorki, że tak zapytam, ale dzisiaj jak przechodziłem obok zdjęć komendantów, to widziałem Wojciecha Wysockiego.
-To mój tata, ale nie chcę o tym rozmawiać- Ola urwała temat swojego ojca. Z jednej strony była pogodzona z tym, że nie żyje, ale z drugiej nie lubiła o tym mówić.
-Spoko. A mam jeszcze jedno pytanie. Bo widziałem na korytarzu jak ca...- Szymek nie skończył, bo Ola mu przerwała.
-Tak, jesteśmy z Jackiem razem od jakiegoś czasu. Co jeszcze chcesz wiedzieć. Jaki rozmiar buta noszę, czy może jaki rozmiar biustonosza kupuje?- zapytała trochę chamsko, ale te pytania ją już odrobinę irytowały.
-Dobra, nie denerwuj się tak, tylko lepiej skup się na drodze- odparł i przestał zadawać pytania.
Całą służbę Ola nie najlepiej się czuła. Mdliło ją cały czas. Wszystko ją denerwowało. Nie chciała jednak nikomu nic mówić, bo wolała pracować niż siedzieć w domu.
-Ola, ty się dobrze czujesz?- zapytał Jacek, gdy siedzieli razem na obiedzie.
-Tak, a czemu pytasz?
-Bo jakaś taka blada jesteś.
-Też to zauważyłem- wtrącił Szymon.
-Mówiłam ci już Zieliński, żebyś nie wtykał nosa w nie swoje sprawy?- odparła, posyłając mu mordercze spojrzenie.
-Olka, uspokój się. Przecież on nic takiego nie powiedział- Nowak wstawił się za nowym kolegą.
-A dajcie wy mi wszyscy święty spokój!- wrzasnęła Wysocka i opuściła stołówkę, zostawiając pół obiadu na talerzu.
-Przepraszam za nią- powiedział Jacek, trochę zawstydzony zachowaniem partnerki.
-Luz, nic się nie stało. Na moje oko, to ona w ciąży jest.
-Też mi się tak wydaje, bo ostatnio jakaś taka dziwna chodzi. W ogóle mam pomysł Szymon. Co powiesz na piwo? Odwiozę złośnicę do domu i w jakimś klubie się spotkamy. Oczywiście tylko jedno dwa, bo jutro służba- zaproponował Jacek.
-Ja mam lepszy pomysł. W sobotę zapraszam ciebie i Olę do siebie. Co ty na to?
-Nie chcemy ci się narzucać.
-Nie przyjmuje do wiadomości odpowiedzi, że nie przyjdziecie- uprzedził policjant.
-No dobra, jakoś ją wyciągnę.
-Ok. To ja lecę po nią i na patrol lecimy.
-Miej na nią oko- dodał jeszcze Jacek i Szymona nie było. Gdy dotarł do biura, Ola siedziała przy biurku ze zdjęciem w ręku. Szybko je schowała, widząc swojego partnera z patrolu.
-I co? Możemy jechać?
-No pewnie. W ogóle, to sorki, że taka niemiła byłam, ale mam gorszy dzień po prostu- odparła.
-Nic się nie stało. Każdy ma prawo.
-Wiem, ale to nie znaczy, że każdy po kolei musi przez to obrywać.
-Nic się nie stało- powiedział i już się mieli zbierać, kiedy do biura wpadł Mieszko.
-Siema bratowa.
-Cześć Mieszko, co chciałeś?
-Mam nadzieję, że przyjedziecie dzisiaj z Jackiem do mamy?
-O kurde, zapomniałam. Dzisiaj jej urodziny są. Oczywiście, że będziemy. Dzięki, że mi przypomniałeś o tym w ogóle.
-Spoko, to do zobaczenia- Mieszko opuścił biuro Wysockiej i Zielińskiego, a oni udali się na patrol. Pracę udało im się skończyć w miarę wcześnie. Jackowi również. Para pojechała po syna Nowaka do jego mamy, a następnie udali się na urodziny mamy Mieszka.
-Dzień dobry kochani- kobieta ich przywitała z uśmiechem.
-Dzień dobry mamo. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin- powiedziała Ola i wręczyła prezent kobiecie. Jacek z Dawidem również złożyli życzenia i wszyscy udali się do salonu. Zaczęło się świętowanie urodzin pani Pawlak. Ola i Jacek do domu wrócili około dwudziestej drugiej. Dawid zasnął w aucie. Para od razu poszła spać, bo na drugi dzień mieli służbę.
Dzień rozpoczął się jak zwykle. Oli i Jackowi służba minęła w spokoju. Po pracy wszyscy policjanci udali się do szpitala, gdzie była ich koleżanka. Przygotowali nawet dla niej prezent- misia, który był ubrany w koszulkę z imieniem każdego. Każdy poszedł oddać krew i czekali na wyniki. Siedzieli razem z Alą. Po jakiejś godzinie przyszedł lekarz. Poprosił do siebie dwie osoby. Karolinę i Olę. Karolinie oznajmił, że to ona może być dawcą szpiku, a dla Oli miał inne wieści.
-Pani Olu, czy pani ma świadomość tego, że....
***
No hejka. Przybywam z kolejnym opowiadaniem. Mam nadzieję, że się spodoba ;)
niedziela, 9 lipca 2017
III.17
...i ujrzał Jacka z kwiatami.
-Mieszko?- spytał zmieszany.
-Wejdź- Mieszko się przesunął, żeby mężczyzna mógł wejść.
-Jacek?- w przedpokoju zjawiła się Ola. Jacek bez słowa odszedł. Ola spojrzała na Mieszka, a po chwili założyła buty i postanowiła pobiec za Jackiem. Dogoniła go, kiedy otwierał już drzwi od samochodu.
-Jacek, co jest?- zapytała, widząc smutek w oczach swojego kolegi.
-A co ma być?
-No przecież widzę- odparła.
-Wracaj do Mieszka.
Ola się roześmiała.
-Ty serio myślałeś, że ja, że on, że my razem jesteśmy? Nie no, dobry żart. Z resztą ja kocham kogoś innego.
-No tak, czego mogłem się spodziewać. W końcu mam żonę i dziecko- spuścił wzrok. Ola się uśmiechnęła.
-Jacy mężczyźni są mało domyślni- westchnęła. Miała powiedzieć, że go kocha, ale postanowiła go pocałować. Blondyn był na początku zmieszany, a potem zaczął odwzajemniać. Gdy już skończyli, spojrzeli sobie prosto w oczy.
-Ciebie kocham głuptasie- wyszeptała brunetka- Mieszkowi zalało mieszkanie, a że się pokłócił z mamą, to przyszedł do mnie. W ogóle co ci przyszło do głowy, że ja z nim? To mój szwagier i tyle.
-Ola, ja nie wiem co powiedzieć. Zaskoczyłaś mnie totalnie. Ja też cię kocham, tylko wiesz, że to skomplikowane u mnie.
-Wiem, rozumiem.
-Powiem tak, wniosek o rozwód już złożyłem. Jak tylko się rozwiodę, zamieszkamy razem. Co ty na to? Agata i tak zgnije w więzieniu za to co zrobiła.
-A co ty taki szybki?- zapytała Ola, widząc entuzjazm Nowaka.
-Bo cię kocham- odparł i wziął kobietę na ręce. Doszli do samochodu Jacka. On otworzył drzwi i wsadził Olę do środka.
-Ej, ja telefonu nie wzięłam ani nic z domu.
-Przynajmniej przeszkadzać ci nie będą. Napisz jedynie do Mieszka SMS-a, żeby się nie martwił- powiedział blondyn i podał jej swój telefon.
-A gdzie my w ogóle jedziemy?
-W moje jedno z ulubionych miejsc.
-Coś tak czuję, że dopiero na miejscu się dowiem- stwierdziła Ola. Jacek się tylko tajemniczo uśmiechnął. Po godzinie jazdy dotarli na miejsce. Wysocka pierwsza wysiadła z samochodu i się rozejrzała. Dookoła było pełno drzew, usłyszeć się dało szum strumyka. Było jeszcze jezioro i drewniany domek.
-No i jak?- zapytał Jacek, zamykając drzwi od auta.
-Tu jest przepięknie- odparła.
-No wiem- mężczyzna zaczął całować Olę i prowadzić do domku. Tam ją rozebrał i rzucił na łóżko.
Gdy byli już zmęczeni, zaczęli rozmawiać.
-Ja pierdole, co ja robię?- zapytał Jacek.
-Ale co?
-No bo zamiast się użalać nad tym, że straciłem ojca i nad tym, że moja żona jest jaka jest, to ja się zabawiam tutaj z tobą. Zachowuje się jak nastolatek- westchnął.
-W sumie też się jakoś dziwnie czuję z tym wszystkim. Wiesz, jeżeli potrzebujesz trochę czasu, to ja to zrozumiem.
-Nie o to mi chodzi. Owszem, śmierć ojca mną wstrząsnęła, ale taka kolej rzeczy, a Agaty dawno nie kocham. Nasze małżeństwo od dawna było fikcją, ale nie sądziłem, że ona coś takiego odwali. Moja żona, matka mojego dziecka, odebrała mi ojca, a mojej mamie męża- po policzkach Jacka zaczęły spływać łzy, gdy zaczął sobie wszystko uświadamiać.
-Jacek, nie płacz. Wiesz co jest teraz najważniejsze? Twój syn. Musisz o nim myśleć przede wszystkim. Nie możesz robić nic głupiego- powiedziała z troską w głosie.
-I ty- dodał, całując Olę w czoło. Na policzki kobiety wkradły się rumieńce
-Dlaczego nie spotkałem ciebie wcześniej? O ile moje życie byłoby teraz prostsze z taką kobietą jak ty.
-Ja też w swoim życiu przeszłam wiele. Nie mogę zapomnieć o Pawle i Kornelii. Co noc mi się śnią. Jeszcze mama i tata. Dlaczego wszystkie osoby, które kocham, mnie opuszczają? Niedługo zostanę sama na tym świecie.
-Weź tak nawet nie mów- Jacek mocno przytulił Olę do siebie. Tak też zasnęli.
***
Witam moich czytelników po bardzo długiej przerwie, spowodowanej szkołą. Wiem, że ten rozdział powinien być wow, ale jest trochę naciągany, bo nie miałam w ogóle przez ten czas weny, ale teraz wakacje, więc powinnam się postarać, żeby do końca sierpnia skończyć tą serię z mega zakończeniem.
środa, 10 maja 2017
Na konkurs Aniołeczka
Ja, moja dziewczyna Ola i jej przyjaciółka Karolina siedzieliśmy w domu Oli. Dziewczyny przygotowywały ciasto na gofry, a ja brzdękałem na gitarze. Byłem w trakcie pisania piosenki na konkurs.
-Jacek, a co byś powiedział, gdybyśmy pojechali do McDonalda?- zaproponowała Ola.
-Jedziemy moim autem!- wyrwała się Karolina, która od miesiąca miała prawo jazdy i wszędzie poruszała się samochodem.
-A co? Nie chce wam się tych gofrów robić?- spytałem. One się tylko uśmiechnęły do siebie- No spoko- przytaknąłem na ich propozycję. W sumie to nie miałem ochoty na ich gofry. Zawsze wychodziły oklapnięte, ale nie komentowałem tego głośno. Dziewczyny schowały ciasto do lodówki i zaczęły się szykować. Piętnaście minut później siedzieliśmy w srebrnej Toyocie Yaris Karoliny. Ola siadła z przodu, a ja z tyłu za nią. Zapięliśmy pasy i wyruszyliśmy w stronę Wrocławia. Z Bielan mieliśmy niedaleko. Gdy byliśmy jakieś cztery kilometry od Wrocka, z naprzeciwka wyjechał jakiś kierowca, który jechał naszym pasem. Karolina chcąc uniknąć zderzenia, odbiła w lewo i uderzyła w drzewo. Poczułem silny ból i po chwili staciłem przytomność.
***
Powoli zacząłem otwierać oczy. Światło mnie raziło. Po chwili zobaczyłem swoją siostrę Marylę i Karolinę ze złamaną ręką.
-Brachu, jak się czujesz?- zapytała moja siostra.
-Co z Olą?- to było pierwsze pytanie, jakie zrodziło się w mojej głowie. Maryla z Karolą spojrzały się na siebie- Co z moją Olą?!- poderwałem się i poczułem silny ból. Karolina wyszła bez słowa. Ja patrzyłem na siostrę rozpaczonym wzrokiem. Widziałem w jej spojrzeniu, że z Olą nie jest najlepiej. Rzuciłem się na łóżko.
-Ola żyje, ale na poważne uszkodzenie mózgu. Lekarze mówią, że jeśli się obudzi, to będzie cud. Karolina się strasznie obwinia o ten wypadek.
-Jeśli Ola z tego nie wyjdzie, to zabiję Karolinę a potem siebie- odparłem z nienawiścią.
-Przecież to nie jej wina, ani nie twoja, tylko tamtego kierowcy.
-A właśnie, że jej- wrzasnąłem.
-Jacek, uspokój się. Obwinianie Karoliny nic ci nie da.
-Ja muszę zobaczyć Olkę.
-Teraz to musisz odpoczywać. Śpij lepiej- powiedziała.
-Ale Maryla, ja muszę ją zobaczyć. Błagam.
-No dobra, pójdę po pielęgniarkę i zobaczę, co ona powie- zaproponowała, a ja przytaknąłem. Pięć minut później wróciła moja siostra z pielęgniarką i wózkiem. Siadłem na niego powoli, bo wszystko mnie bolało. Maryla zawiozła mnie na OIOM, gdzie leżała moja dziewczyna. Siedziała przy niej Karolina. Widziałem, że płakała. Wtedy dotarło do mnie, że nie mogę jej obwiniać. Weszliśmy do sali.
-Karolina, Maryla, możecie wyjść?- poprosiłem. One bez słowa opuściły salę.
-Oleńka, błagam cię walcz- wyszeptałem- Pamiętaj o tym, że jestem ja i poddać się nie możesz. Walczyć musisz dla mnie, bo kocham cię*- zacząłem nucić tekst ostatnio napisanej piosenki przeze mnie- Bardzo cię kocham- powiedziałem, patrząc na nieprzytomną Olę. Po chwili Maryla weszła i zabrała mnie na moją salę. Gdy dotarliśmy na miejsce, położyłem się na swoim łóżku. Maryla miała już wyjść, kiedy złapałem ją za dłoń, bo sobie przypomniałem o jednej rzeczy.
-A tata Oli wie o wszystkim?
-Tak, już jedzie z Warszawy.
-A rodzice?
-Dopiero za godzinę mają samolot do Polski.
-Siostra, proszę, zostań ze mną.
-No dobra- siadła na krzesełku. Po chwili zacząłem zasypiać.
Siedziałem w hospicjum razem moją obecną dziewczyną Karoliną przy Oli. Po tym jak zapadła w śpiączkę, nie mogłem się pozbierać, a Karolina mi pomogła. To nas zbliżyło do siebie i to bardzo.
-A co będzie, jeśli Ola się wybudzi z tej śpiączki? Co jej powiemy?- zapytała mnie Karola. Spojrzałem to na nią, to na Olę.
-Nie wiem, zależy w jakim stanie będzie. Jeśli będzie wszystko pamiętać, to powiemy prawdę- odparłem.
-Wciąż nie mogę sobie wybaczyć tego wypadku- powiedziała Karolina. Z jednej strony rozumiałem ją, ale z drugiej, to nie była jej wina, że tamten gościu wtedy jechał pijany i zjechał na nasz pas.
-Chodź, idziemy do domu kochanie- powiedziałem. Wstaliśmy z krzeseł i pojechaliśmy do naszego mieszkania, które znajdowało się piętnaście minut samochodem od hospicjum, gdzie była Ola. Po drodze zajechaliśmy do sklepu i kupiliśmy ryż i sos słodko kwaśny na obiad. Gdy byliśmy już na miejscu, Karola się położyła, a ja wziąłem się za szykowanie obiadu. Gdy skończyłem, poszedłem ją obudzić.
-Wstawaj, obiad gotowy- powiedziałem, delikatnie trząść ją za ramię,
-Już Jacuś, idę- odparła zaspanym głosem. Ja poszedłem do kuchni nałożyć. Po chwili zjawiła się Karolina. Siadła przy stole i przetarła oczy. Wzięła pałeczki i zaczęła dziubać ryż.
-Ej, skarbie, co jest?- zapytałem, widząc jej zachowanie.
-No bo czuję, że to nie fair, że jestem z tobą. W końcu gdyby nie ta tragedia byłbyś pewnie z Olą.
-A może to był jakiś znak, że powinienem być z tobą, a nie z nią? - posłałem uśmiech Karolinie.
-No tak, ale to dla mnie jakieś dziwne. Jeszcze rok temu byłeś z Olą, a teraz jesteś z jej najlepszą przyjaciółką.
-Karolina, ja ciebie naprawdę kocham- ukucnąłem przed nią i spojrzałem jej prosto w oczy, chociaż gdzieś w głębi, nie byłem przekonany do tego co mówię- Jedz- powiedziałem tylko i zasiadłem do stołu. Obiad zjedliśmy w ciszy. Ja pozmywałem naczynia, a Karolina położyła się spać.
-Panie Nowak, a pan o czymś nie zapomniał?- zwrócił się do mnie policjant, który wykładał nam o technikach przesłuchiwania.
-Przepraszam- odparłem i wyłączyłem telefon całkowicie, nie patrząc nawet na to, kto dzwonił, Nagle rozległ się dźwięk dzwonka policjanta, który miał z nami tego dnia zajęcia. Odebrał on telefon, a po chwili usłyszałem swoje nazwisko.
-Nowak, dzwonił młodszy inspektor Wysocki. Masz jechać do hospicjum na Karmelickiej- odparł. Ja nie mówiąc nic, zabrałem swoje wszystkie rzeczy i pobiegłem do samochodu. Jechałem najszybciej jak się da, starając się nie łamać przepisów. Nie wiedziałem, co mam sądzić o tym telefonie od Wysockiego. Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Bałem się, że Ola umarła, Na miejsce dotarłem po dwudziestu minutach. Znalazłem wolne miejsce i zamknąłem auto. Pobiegłem najszybciej jak się da do Oli. Tam przed pokojem Maryla i ojciec Oli.
-Co się dzieje?- zapytałem zaniepokojony.
-Ola się obudziła- powiedział ojciec Oli
-Poważnie?- zapytałam z niedowierzaniem.
-Tak. Lekarze mówią, że to cud.
-A w ogóle, gdzie Karolina?- zapytałem, orientując się dopiero, że jej nie ma.
-Dzwoniłam do niej i powiedziałam jej o wszystkim, a ona się rozłączyła i potem nie odbierała już telefonów- odparła Maryla.
-No dobra, trudno, a jak się Ola czuje? Gadał z nią ktoś?
-Jest u niej neurolog i psycholog. Zbyt wiele jeszcze nie wiemy, ale stan Oli jak na taką śpiączkę jest zadziwiająco dobry- odparł Wysocki.
-No to dobrze.
-Jacek, chodź na bok- poprosiła mnie siostra. Ja nie dyskutowałem, tylko poszedłem za nią- Jest jedna sprawa do omówienia. Wiesz, że jak Ola dojdzie do siebie, to będziesz jej musiał powiedzieć o wszystkim?
-No tak, wiem, ale kocham Karolinę i nie mam zamiaru z nią zrywać.
-Jacek, kogo jak kogo, ale mnie nie oszukasz. Widzę, że Karolina była dla ciebie pocieszeniem.
-Nie, mylisz się. To nieprawda- starałem się zaprzeczać. Przecież kocham Karolinę i Maryla mi nie wmówi, że jest inaczej.
-Czy tak czy siak, którejś z nich złamiesz serce, więc już dzisiaj zacznij się dobrze zastanawiać, którą wybierzesz- powiedziała i odeszła. Z tym, że złamie którejś serce miała rację i przede mną teraz był trudny wybór. Wiedziałem jednak, że i tak będę musiał Oli powiedzieć o związku moim i Karoliny. Postanowiłem, że pomyślę o tym później i wróciłem do siostry i Wysockiego. Akurat tata Oli gadał z lekarzem. Ze skrawka rozmowy usłyszałem, że teraz Ola będzie wymagała intensywnej rehabilitacji i ćwiczeń z logopedą. Zastanawiało mnie to, czy pamięta cokolwiek sprzed wypadku. Postanowiłem podejść i zapytać.
-Przepraszam, a czy Ola coś pamięta.
-Tak, o dziwo pamięta i pierwsze, co powiedziała po przebudzeniu, to Jacek, także chyba coś do pana czuje- odparł lekarz i odszedł. Ja bez słowa pojechałem do domu. Tam czekała na mnie Karolina. Zdziwiło mnie, bo w przedpokoju stały spakowane walizki. Moja dziewczyna siedziała na sofie.
-Kochanie, co się dzieje?- podszedłem do niej.
-No bo Ola się obudziła- powiedziała.
-No to co z tego, że się obudziła?- zapytałem.
- To to, że ja nie mogę z tobą być. Nie umiem tak. Musimy się rozstać. Wyprowadzam się- powiedziała i wstała z kanapy. Poszła w stronę przedpokoju. Ubrała się i chwyciła walizki.
-Po resztę przyjadę jutro- dodała i wyszła, a ja nawet jej nie zatrzymałem. Nie wiedziałem, czy dobrze robię tak postępując, ale nie miałem zamiaru jej zatrzymywać. W sumie to nawet mi ułatwiła, odchodząc ode mnie. Położyłem się spać, ale co chwilę w nocy się budziłem. Nie mogłem jakoś sobie znaleźć miejsca. W końcu o szóstej nad ranem zasnąłem porządnie.
Siedziałem i przyglądałem się Oli jak ćwiczy razem z rehabilitantką. Szło jej bardzo dobrze. Byłem szczęśliwy, że tak szybko wraca do formy. Myślałem, że będzie to trwało zdecydowanie dłużej, a Ola każdego dnia mnie zaskakiwała. Już świetnie radziła sobie z kulami i nie potrzebowała ani wózka ani balkonika.
-No, to na dzisiaj kończymy- usłyszałem głos pani Gosi. Podszedłem do Oli i ją ucałowałem.
-Twój tata zaraz po nas przyjedzie.
-A co ty na to, żeby go zaprosić na kolację do nas?- zaproponowała.
-To nie taki głupi pomysł- stwierdziłem i znowu ją pocałowałem.
-To ja idę się przebrać.
Po chwili zniknęła mi z oczu.
-Twoja dziewczyna jest bardzo wytrwała- stwierdziła rehabilitantka.
-Ma tak po ojcu. Jak jej tata się uprze, to nie ma zmiłuj się.
-Sama taka jestem. Smykaj już Jacek.
-Do widzenia.
-Do widzenia.
Po kwadransie Ola była już gotowa. Wziąłem jej torbę z dresami i wyszliśmy z ośrodka. Tam czekał na nas jej tata. Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy.
-Ola, jesteś gotowa?- krzyknąłem zniecierpiowolny. Stałem od piętnastu minut ubrany w kurtkę i czekałem na moją żonę, aż się uszykuje do pracy. Tak, tak, wzięliśmy z Olą ślub i od pięciu lat jesteśmy małżeństwem.
-Już możemy wychodzić- odparła, wkładając telefon i portfel do torebki. Wyszliśmy z naszego mieszkania i spacerem udaliśmy się do naszego miejsca pracy. Po piętnastu minutach spaceru byliśmy na komendzie miejskiej policji we Wrocławiu, gdzie szefem był ojciec Oli. Każde z nas udało się do swojej szatni, a za dziesięć ósma spotkaliśmy się w pokoju odpraw. Siedzieliśy na przeciwko siebie. Obserwowałem cały czas moją żonę i miałem wrażenie, że jest z nią coś nie tak, ale nie wiedziałem co. Była jakaś taka blada i nieobecna. Po odprawie razem ze swoim partnerem Białachem udała się na patrol, a mi komendant kazał poczekać.
-Jacek, słuchaj, zauważyłem, że Ola siedziała całą odprawę nieobecna i była blada.
-Też to widziałem.
-Lepiej doradź jej, żeby test ciążowy zrobiła. Jak jej mama była z nią w ciąży, zachowywała się bardzo podobnie.
-Myślisz, że to ciąża? Przecież się zabezpieczamy.
-Jacek, a co ty? Nastolatek jesteś?- mój pokręcił tylko głową i wyszedł z sali odpraw. Ja po chwili też ją opuściłem i udałem się do swojego królestwa. Około czternastej Ola wraz z Białachem zjechali na przerwę. Od razu poprosiłem Mikołaja, aby przyszedł do mnie sam.
-No co tam stary, co się dzieje?- zapytał, zamykając drzwi.
-Jak się czuje Ola?
-Się mnie o to pytasz? Jej się zapytaj.
-Ale ja chcę od ciebie wiedzieć. Nie zachowuje się jakoś dziwnie?- próbowałem wyciągnąć od kolegi.
-No może trochę za ostro zareagowała podczas jednej z interwencji i trochę blada jest, ale nic poza tym.
-A nie zatrzymywaliście się gdzieś, bo jej było niedobrze?
-Jacek, czy ty myślisz, że ona jest w ciąży?
-No może- przyznałem racje- Tylko nic jej nie mów.
-No wiadomo, ale jeśli masz jakieś wątpliwości, to tylko szczera rozmowa może je rozwiać. Ja lecę do bufetu coś zjeść- powiedział Mikołaj i się ze mną pożegnał. Ja zająłem się swoją pracą. O godzinie dwudziestej skończyłem służbę. Postanowiłem pójść do biura Oli i Mikołaja. Siedzieli oboje i wypełniali raporty.
wtorek, 18 kwietnia 2017
Miniaturka
To był mój pierwszy dzień w nowym liceum, gdzie przeniosłam się po bardzo nieprzyjemnej sprawie. Byłam bardzo, ale to bardzo zdenerwowana. Spakowałam książki do plecaka, założyłam czarne trampki i wyszłam do szkoły. Co prawda miałam trochę dalej niż do swojej starej szkoły, ale nie było tragedii. Na miejsce dotarłam dziesięć minut przed dzwonkiem. Bez problemu znalazłam salę, gdzie odbyć się miała pierwsza lekcja. Stanęłam z boku i przyglądałam się nowej klasie.
-Cześć, ty jesteś Ola?- podeszła do mnie grupka dziewcząt.
-Tak- odpowiedziałam.
-Ja jestem Karolina, a to jest Gosia, Nikola, Emilka i Klaudia. Witaj w naszej klasie. Jak będziesz chciała, żeby ci pokazać szkołę, to chętnie cię oprawadzimy.
-Dziękuję- powiedziałam i się uśmiechnęłam. Po chwili zadzwonił dzwonek. Ustawiliśmy się przy ścianie i weszliśmy do klasy. Lekcje minęły mi nawet szybko. Po zajęciach z nowymi koleżankami poszłyśmy na pizzę.
-W ogóle zauważyłam, że Jacek ci się przyglądał Olka- odezwała się Gosia.
-Który to był?- spytałam z ciekawości.
-Taki blondyn z klasy mundurowej. Siedział przy stoliku obok dzisiaj na stołówce.
-Chyba kojarzę.
-A w ogóle czemu przepisałaś się do naszej szkoły?- no i padło pytanie z ust Emilki, którego nie chciałam słyszeć. Spuściłam wzrok.
-Jeśli nie chcesz, to nie odpowiadaj- powiedziała Gosia.
-No to nie będę mówiła.
-Ale wiedz, że możesz na nas liczyć.
-Dziękuję.
Po chwili przynieśli nasze zamówienie i wzięliśmy się za jedzenie. Gdy skończyłyśmy, zebrałyśmy się i opuściłyśmy pizzerię. Po Gosię przyjechał jej chłopak Eryk, a ja z resztą dziewczyn poszłyśmy na przystanek. Tam się rozstałyśmy, ponieważ każda z nas mieszkała w innej części Wrocławia. Wróciłam do domu zadowolona. Nie było aż tak strasznie w tej szkole. Opowiedziałam wszystko ojcu, a potem wzięłam się za odrabianie lekcji. Myślałam, że będę miała zaległości, ale oni są trochę do tyłu z materiałem, więc na chwilę obecną miałam luzy. Gdy już skończyłam, położyłam się i zaczęłam myśleć o tym, co powiedziały dziewczyny o Jacku. On był bardzo przystojny i mógł mieć każdą. W końcu przysnęło mi się.
-Ej, idźcie, ja do was dołączę- powiedziałem, zauważając, że dziewczyna, która mi się od dłuższego czasu podobała, siedzi sama. Wiedziałem, że jej koleżanki pojechały na wycieczkę szkolną do Czech. Postanowiłem podejść do niej i zagadać. Siadłem obok brunetki.
-Cześć, jestem Jacek.
-Cześć, jestem Ola- odpowiedziała, a ja dostrzegłem, że się rumieni.
-Co tak sama siedzisz?
-Dziewczyny do Czech pojechały, a z innymi z klasy nie mam tak dobrego kontaktu jak z nimi, a więcej osób nie znam- odparła.
-A co robisz dzisiaj po szkole? Może skoczymy na kebaba albo pizzę?- Ola zaczęła się robić jeszcze bardziej czerwona na buzi. Rumieńce dodawały jej uroku.
-Z miłą chęcią.
-To o której kończysz lekcje?
-Dzisiaj o trzynastej piętnaście.
-To super, ja też. Spotkamy się przed szkołą, a ja lecę, bo się na lekcje spóźnię- wstałem i poszedłem pod klasę, gdzie stali moi przyjaciele. Byłem szczęśliwy, że mi się udało umówić z Aleksandrą. Nie mogłem się doczekać. Lekcje strasznie mi się dłużyły. W końcu się skończyły. Pożegnałem się z kolegami i wyszedłem przed szkołę. Tam czekała już na mnie Ola. Podszedłem do niej i poszliśmy w stronę pizzerii. Po zjedzonej pizzy poszliśmy na spacer do parku.
-W ogóle czemu się przeniosłaś do naszej szkoły?
-Przez pewien incydent w mojej szkole, ale nie chcę o tym mówić.
-Spoko, rozumiem. Też nie mam w życiu łatwo. Moja mama nie żyje, a tata jest alkoholikiem- powiedziałem. Nie wiem czemu z taką łatwością mi to przyszło.
-Przykro mi. Moja mama też nie żyje, więc cię rozumiem po części, ale całe szczęście mój ojciec nie pije.
- Tata nie będzie się o Ciebie martwić? - Spytał Jacek.
- Nie. - Odrzekła krótko dziewczyna.
*Ola*
Nagle dwóch dobrze zbudowanych facetów zaszło nam drogę. Nie ukrywam, przestraszyłam się.
- No proszę Nowak z jakąś suczką. - Odezwał się jeden z nich
- Suczką to ty jesteś. - Syknął Jacek.
- Chyba nie chcesz, żebyśmy jej poszerzyli uśmiech. - Tym razem głos zabrał drugi z mężczyzn.
- Ola uciekaj. - Szepnął Jacek.
Szybko odwróciłam się i uciekłam. Było mi głupio, że tak postąpiłam, więc po przejściu bezpiecznej odległości schowałam się za drzewem, skąd wszystko obserwowałam. Nie minęła chwila, a ci goście bili Jacka. Chciałam już interweniować, ale bałam się. Dlatego szybko wyjęłam telefon i zadzwoniłam na policję. Radiowóz przyjechał po kilku minutach. Policjanci szybko zakuli mężczyzn i wezwali pogotowie do nieprzytomnego Jacka.
Uparłam się, że pojadę z Jackiem i postawiłam na swoim.
Czekałam na szpitalnym korytarzu. W końcu z sali Jacka wyszedł lekarz, a ja natychmiast się poderwałam.
- Co z nim?
- A jesteś kimś z rodziny lub kimś bliskim? - Zapytał lekarz.
- To mój kolega ze szkoły. - Oznajmiłam.
-W takim razie nie mogę udzielić Ci żadnych informacji. - Oznajmił lekarz.
W tym momencie zjawił się mój ojciec.
- Tato mój kolega tam leży, a ten pan nie chce mi powiedzieć co z nim.
- Zaraz to załatwię. - Rzekł.
- Dzień dobry panu. Inspektor Wojciech Wysocki komenda miejska policji co z tym chłopakiem?
- Ma on połamanych kilka żeber i siniaki, ale wyjdzie z tego. - Oznajmił lekarz.
- A możemy tam wejść? - Spytałam.
- Tak. - Oznajmił lekarz. Wbiegłam do sali. Jacek leżał na łóżku taki blady. Był podłączony do kroplówki. Podeszłam bliżej i złapałam go za rękę, a on otworzył oczy. Posłałam mu uśmiech. Zauważyłam, że podniósł kąciki ust lekko do góry.
-Hej, martwiłam się o ciebie- rzekłam.
-Poważnie?- spytał zaskoczony. Ja kiwnęłam jedynie twierdząco głową.
-Jak się czujesz?- zapytałam.
-W miarę, chociaż żebra mnie bolą- odpowiedział.
-Będzie dobrze, a teraz odpoczywaj. Jutro do ciebie wpadnę.
-Ola, tylko proszę, nie mów nikomu w szkole o tym incydencie.
-No spoko, nie ma problemu- puściłam mu oczko- Do jutra.
Opuściłam salę i razem z tatą udaliśmy się do domu. Tam się wykąpałam, odrobiłam lekcje, trochę popisałam z dziewczynami, obejrzałam swój serial i poszłam spać.
Od kilku miesięcy jesteśmy z Jackiem parą. Jest nam ze sobą bardzo dobrze. Ostatnio miałam mdłości, więc zrobiłam test i wyszło mi, że jestem w ciąży. Wczoraj Jacek mi powiedział, że musimy się spotkać. Dobrze się złożyło, bo chciałam mu powiedzieć o tej nowinie. Założyłam swoją czarną sukienkę, do tego baleriny w tym samym kolorze z jasną kokardką. Wzięłam torebkę i wyszłam z domu. Udałam się do parku, gdzie się umówiłam z Jackiem. On już czekał na mnie w miejscu, gdzie pierwszy raz się pocałowaliśmy.
-Ola, muszę ci coś powiedzieć. Nie chcę przeciągać. Wyjeżdżam do mojej ciotki do Gdańska. Taki wyrok orzekł sąd rodzinny.
-Ale jak to, kiedy?- zapytałam zdezorientowana.
-Jutro z rana mamy pociąg- powiedział, a oczy mi się zaszkliły. Nie mówiąc nic wstałam z ławki i zaczęłam iść w stronę swojego domu. Po chwili Jacek mnie dogonił i złapał za rękę. Ja się mu wyrwałam.
-Nie odzywaj się do mnie!!!- wrzasnęłam.
-Zrozum, muszę jechać- powiedział opanowany- Kocham cię, ale jeszcze nie mam osiemnastu lat. Z resztą wiesz jaka jest sytuacja.
-Wiem, kocham cię. Mam nadzieję, że wkrótce się zobaczymy- odparłam trochę uspokojona i go pocałowałam. Odeszłam od niego. Wróciłam do domu zapłakana. Zamknęłam się w swoim pokoju i rzuciłam się na łóżko.
Razem z moją przyjaciółką Gosią i jej mężem jechaliśmy do pracy, czyli na komendę policji, gdzie pracowałam od dwunastu lat. Całą drogę męczyło mnie jedno pytanie: "Z kim będę jeździła teraz w patrolu?" Mój poprzedni partner ze służby a za razem wieloletni przyjaciel odszedł na emeryturę. Komendantka nie wiem czemu, ale nie chciała mi wyjawić nazwiska policjanta, z którym będę jeździła. Dotarliśmy na miejsce pół godziny przed odprawą. Ja z Gosią udałyśmy się do naszej szatni i tam przebrałyśmy się w nasze mundury. Wszyscy spotkaliśmy się w sali odpraw. Brakowało tylko młodszej inspektor Renaty Jaskowskiej i nowego policjanta. W końcu się zjawili. Gdy ujrzałam blondyna o niebieskich oczach, moje serce mocniej zabiło i czułam, że się rumienie. Jednak przeszło mi, gdy komendant przedstawiła nam go.
-Poznajcie nowego kolegę, starszego aspiranta Jacka Nowaka. Będzie on jeździł z młodszą aspirant Wysocką- słysząc to, myślałam, że eksploduje, ale nie chciałam robić cyrku w tym momencie. Widziałam, że Gośka też się powstrzymuje od głupiego komentarza. Po odprawie wyszłam wściekła z sali i bez słowa udałam się do radiowozu. Długo nie musiałam czekać na Jacka. Zjawił się po pięciu minutach.
-Cały czas miałem nadzieje, że się w końcu spotkamy- powiedział, a ja myślałam, że padnę ze śmiechu.
-A ja miałam nadzieję, że już więcej się nie zobaczymy- odparłam, starając się być oschła, ale w głębi duszy chciało mi się płakać. Zostawił mnie samą z dzieckiem. Nie umiałam mu tego wybaczyć. Z resztą zerwał kontakt zaraz po wyjeździe. Kiedy ja już zaczęłam sobie układać życie od nowa z innym facetem, on się tak nagle zjawił, a najgorsze było to, że dalej coś do niego czułam.
-Co u ciebie?- zapytał. Ja spojrzałam tylko przez okno, bo czułam, że mi zaraz łzy zaczną lecieć. Nic nie odpowiedziałam- Ok, rozumiem, nie chcesz gadać, to się może udajmy na patrol- powiedział. Byłam wdzięczna, że na to wpadł. Marzyłam, żeby mieć dzisiaj jak najwięcej zgłoszeń. Moje błagania zostały wysłuchane, bo co kończyliśmy jedną interwencje, to dostawaliśmy kolejną i tak cały dzień. Całe szczęście, bo przynajmniej nie było czasu na rozmowy prywatne, a nie miałam na to ochoty. Po tym jak skończyłam już definitywnie służbę, udałam się do pani komendant.
-Dzień dobry, możemy porozmawiać?- zapytałam niepewnie.
-No jasne, wchodź, ja też chciałam pogadać. Jak ci się pracuje z Nowakiem?
-Jacek to dobry policjant,- stwierdziłam fakt- ale ja z nim nie mogę pracować.
-Czemu?
-Po prostu nie jestem w stanie pracować z Nowakiem.
-No ale podaj mi jakiś konkretny powód- Jaskowska ciągnęła mnie za język. Ja tylko westchnęłam.
-No bo ja mam z nim dziecko- wydusiłam z siebie, a pani inspektor zrobiła wielkie oczy.
-I jak się nie mylę nie macie ze sobą dobrych relacji?
-No nie- przyznałam.
-No dobra, to pomyślę, co z tym zrobić. Gdybym wiedziała, że tak jest, to nigdy bym nie przydzieliła go do twojego teamu. Jutro się z nim jeszcze pomęczysz, ale pojutrze zmienię ci partnera. Ok?
-No ok. Nie ma problemu- odparłam- Do widzenia.
Opuściłam komendę, a tam czekali na mnie moja pasierbica, mój syn ze swoją żoną i moim partnerem.
Stałem przed komendą i czekałem na Olę. Chciałem z nią porozmawiać na spokojnie. Gdy zauważyłem, że wychodzi z komisariatu, ruszyłem w jej stronę, ale szybko się wycofałem, jak tylko zobaczyłem, że bierze na ręce na oko pięcioletnią dziewczynkę. Potem przytula się do niej chłopak i dziewczyna, a potem całuje ją mężczyzna. Nie mogłem znieść tego widoku.
-No no, widzę, że zazdrość cię zżera- usłyszałem głos Gosi. Odwróciłem się w jej stronę.
-Ja pierdziele, jaki ja byłem głupi, że nie odpisywałem na jej listy, że nie przyjechałem tu jak skończyłem osiemnaście lat. Ten chłopak jest do mnie taki podobny.
-Bo to twój syn- powiedziała.
-Ona mi wtedy chciała powiedzieć, że jest w ciąży- westchnąłem, przypominając sobie w dzień, w którym oznajmiłem Oli, że wyjeżdżam Gdańska.
-No raczej. Chcesz ją odzyskać? Mogę ci powiedzieć, że nie ma ślubu z tym gościem, a ta dziewczynka nie jest córką Oli. Ta młoda dziewczyna to twoja synowa.
-Dlaczego mi to mówisz?- zaskoczyło mnie, że Gośka stanęła po mojej stronie.
-Bo wiem, że Ola nadal cię kocha. Jak się postarasz, to może i ci się ją uda odzyskać- odparła. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Poważnie?
-Wiem, że tobie zależy na Oli a Ola nadal ciebie kocha. Nie mogę patrzeć jak ona cierpi. Jest niby z tym profesorkiem Krzyśkiem, jest niby ok, ale to nie jest to samo. Jej ciebie brakuje- stwierdziła- Chodź, mam pewien pomysł.
Gosia razem z Erykiem zabrali mnie do galerii, a tam do Apartu. Wybraliśmy złoty pierścionek z oczkiem diamentowym. Gosia zadzwoniła też do jakiegoś kolegi, ale nie chciała mi powiedzieć co z nim uzgodniła, a kolejnego dnia rano kazała mi kupić bukiet dwudziestu róż. No tak, dwadzieścia lat. Posłuchałem jej. Potem Gosia z Erykiem odwieźli mnie do domu.
Wstałam jak zwykle o szóstej. Obok mnie leżał Krzysiek. W kuchni słyszałam, że krzątała się moja synowa. Podniosłam się z łóżka i zeszłam na dół.
-O, dzień dobry mamo, akurat zrobiłam śniadanie.
-Dziękuję Martuś. Bartek jeszcze śpi?
-Tak, ma dzisiaj staż i idzie dopiero na trzynastą- odpowiedziała dziewczyna.
-Ok, a zawieziesz Lenkę do przedszkola? Krzysztof mnie prosił, ale chcę być dzisiaj wcześniej w pracy.
-No pewnie, mi i tak jest po drodze.
Po zjedzonym śniadaniu i przygotowaniu Lenki do przedszkola, razem z synową wyszłyśmy z domu. Przełożyłyśmy fotelik do auta Marty i każda z nas udała się w swoją stronę. Dzisiaj jechałam swoim autem, bo Gosia z Erykiem musieli coś załatwić. Gdy tylko podjechałam na komendę, zauważyłam jakieś zamieszanie. Widziałam, że są jakieś samochody z telewizji i tłum przy zachodniej ścianie budynku komendy. Postanowiłam sprawdzić, co się dzieje. Podeszłam bliżej i ujrzałam wielki plakat ze zdjęciem, na którym byłam ja z Jackiem jeszcze w liceum. Gdzieś w tłumie wyhaczyłam Gosię i Eryka. Podeszłam bliżej nich, kiedy poczułam, że ktoś mnie ciągnie za rękę. Po chwili stałam pod plakatem.
-Olu, ja chyba całkowicie zwariowałem. Po pierwsze to chciałbym cię za to wszystko przeprosić, że cię zostawiłem samą, kiedy mnie potrzebowałaś, że się tyle nie odzywałem. Po drugie wiem, że masz partnera, ale chciałbym, żebyś wiedziała, że nadal cię kocham- odparł i podszedł do mnie z bukietem róż i czerwonym pudełeczkiem, a ja nadal stałam w osłupieniu. Jacek miał prawie czterdzieści lat, a zachowywał się jak nastolatek- To nie mają być oświadczyny, ale chciałbym cię szczerze przeprosić, Olu. Kocham cię- wykrzyczał, a mi się chciało płakać. Płakać ze szczęścia. Nie wiem, co ja w nim widziałam, ale czułam, że uczucie do Jacka nie osłabło. Dalej go kochałam jak kiedyś. Teraz to się biłam z myślami, czy mu wybaczyć, ale z kolei miałam Krzysztofa i go też kochałam i nawet byłam z nim szczęśliwa. Nie wiem, co mnie ciągnęło do Jacka. Chociaż jak to mówią, stara miłość nie rdzewieje. No ale jednak mnie zostawił. Długo się biłam z myślami.
-Ja ciebie też kocham- powiedziałam jak najciszej. Nie wiem czemu to wypłynęło z moich ust. Nagle się do niego przytuliłam- Wariat- szepnęłam mu do ucha.
-Od zawsze. Nie wiedziałaś?
-No fakt. Daj mi ten mikrofon- odparłam- Proszę o rozejście się- krzyknęłam i zabrałam Jacka z mini sceny, która tam była. Gdy tylko weszliśmy na komendę, przy wejściu stała Jaskowska.
-Nowak, Wysocka, jak tylko skończy się odprawa, macie przyjść do mnie do gabinetu- powiedziała surowym głosem, a gdy tylko odeszła z Jackiem wybuchnęliśmy śmiechem. No ale po odprawie wykonaliśmy polecenie służbowe.
-Nowak, co to za szopka miała być?
-Ale pani komendant...- zaczął. Ja stałam przerażona, spoglądając to na Jacka, to na szefową.
-Nie ma żadnego ale. Przesadziłeś Jacek. Jeszcze gdyby nie ta telewizja. Wiesz ile teraz mam telefonów. Już komenda główna do mnie dzwoniła.
-Nie wiedziałem, że to tak wyjdzie, ale zrozumiem jeśli mnie pani teraz wywali.
-Nie, przez najbliższe trzy miesiące nie będzie premii i jeszcze odnotuje w aktach, że przeprowadziłam rozmowę dyscyplinującą. Zrozumiano? Wysocka nie ponosi żadnych konsekwencji, bo domyślam się, że nie miała nic wspólnego z tym.
-Tak- przytaknął.
-No to odmaszerować na służbę- wyszliśmy z gabinetu. Ja zmroziłam tylko Jacka wzrokiem, a po chwili zaczęliśmy się śmiać. Służba minęła nam w miłej atmosferze. Było kilka poważnych tematów, ale poza tym dobrze się ze sobą czuliśmy. Po służbie pojechałam do domu, gdzie czekała mnie poważna rozmowa z moim partnerem i synem przede wszystkim. Gdy przyjechałam, w domu była tylko Marta. Dziwne było to, że nie było Krzyśka i Lenki. Po chwili się wszystko wyjaśniło.
wtorek, 21 marca 2017
III.16
-Co się stało?- zapytała Gosia.
-Ania się obudziła- krzyknęła z radości, mocno ściskając Olę.
-Zaraz mnie udusisz- stwierdziła kobieta.
-Sorki Ola, ale nawet nie wiesz jak ja się cieszę.
-Domyślam się. Chodź, skończymy szybko obiad i jedziemy do szpitala.
Pół godziny później były już na miejscu. Dominika od razu pobiegła na oddział, na którym znajdowała się jej siostra. Ola i Gosia postanowiły się nie śpieszyć. Chciały dać dziewczynie czas, żeby mogła się na cieszyć swoją siostrą. Wolnym krokiem dotarły na oddział i szły korytarzem, rozglądając się. W końcu dostrzegły sale, gdzie leżała córka Białacha. Stanęły obok i przez szybę przyglądały się szczęściu rodziny. Po chwili wyszła do nich Kamila.
-Ola, czemu nie wejdziesz? Chodź
-Nie chcę przeszkadzać.
-Idź, ja pójdę się przewietrzyć- Gosia pchnęła swoją ciocię w stronę sali.
-No dobra- Ola weszła do pomieszczenia, a dziewczyna poszła na dwór.
-Ania, ja ciebie tak kocham- powiedziała Dominika. Nie odrywała się od swojej siostry.
-Hej Ania- odezwała się Ola.
-Cześć- odpowiedziała słabym, zachrypniętym głosem- Dominika, boli.
-Przepraszam- dziewczyna odsunęła się od Ani i posłała jej ciepły uśmiech.
-Siostra, wiesz jak ja się martwiłam? Nie rób nam więcej takich numerów.
-Dominika, mama, kocham was- odezwała się Ania.
-Hej, wszystko w porządku?- zapytała. Chłopak po mału podniósł się z ziemi.
-Będę żył- odparł i przetarł nos, z którego leciała mu krew.
-Lekarz powinien to obejrzeć- stwierdziła dziewczyna- Chodź może do szpitala. Dasz radę iść?
-Nie potrzebuję lekarza- powiedział pewnym głosem, ale nagle zakręciło mu się w głowę i oparł się o Gosię.
-O nie, idziesz do szpitala.
-A pani jest kimś z rodziny, czy kimś bliskim?
-Nie, ale to ja znalazłam tego chłopaka w tym parku.
-No to zapraszam ze mną- lekarz skierował się w stronę sali, gdzie leżał chłopak- Muszę ci powiedzieć moja droga, że uratowałaś mu życie.
-Nie mogłam się inaczej zachować- odparła i weszli do sali. Na łóżku leżał już przytomny blondyn. Spojrzał się na nich swoimi błękitnymi oczami.
-Uratowałaś mi życie- odparł słabym jeszcze głosem. Siedemnastolatka się uśmiechnęła
-Gosia jestem- przedstawiła się.
-Eryk, miło mi.
-Gośka, tu jesteś- do sali Eryka wpadła nagle Aleksandra- Szukałam cię wszędzie.
-Przepraszam ciocia.
-Nic się nie stało, ale włącz sobie telefon. Idziemy do domu?- zapytała Ola.
niedziela, 5 marca 2017
III.15
Tydzień później
Jacek stał, przytulając swoją mamę i syna. Byli właśnie po pogrzebie jego ojca. Jacek dalej był w szoku, po tym, co się stało, jednak starał się być silny dla mamy i Dawida. Ola stała z boku, przyglądając się zrozpłaczonej rodzinie ze współczuciem. W końcu sama wiedziała, jak to jest stracić bliską osobę. Po jakimś czasie odważyła się dopiero podejść do Nowaków.
-Jacek, tak mi przykro.
-Wciąż nie wierzę, że to przez Agatę. Równie dobrze to Dawid mógł być.
-Ale nie był.
-I tak jeszcze wciąż nie wiadomo, co z Anią. Jak rozmawiałem z Mikołajem ostatnio, to mówił, że dalej jest w śpiączce. A moi rodzice chcieli tylko zabrać dzieciaki, żeby sobie pozwiedzały- westchnął Jacek- Ola, mogłabyś zabrać Dawida ze sobą? Ja potem po niego przyjadę.
-No pewnie. Chodź młody- Ola złapała chłopca za rękę i opuścili cmentarz. Udali się do mieszkania Oli, gdzie były Gosia i Dominika. Dziewczyny siedziały i oglądały film. Dawid od razu podleciał do Dominiki i się w nią wtulił.
-Moja mama dzwoniła. Chciała z tobą gadać- odparła córka kuzynki Oli.
-Ale ja nie mam zamiaru gadać z nią- powiedziała stanowczo Ola.
-Tylko ci mówię. Przecież wiem jak jest. W ogóle i tak mnie nadal dziwi fakt, że pozwoliła mi u ciebie zamieszkać- stwierdziła Gosia.
-No tak, to jest dziwne, ale ja nie wnikam- Ola tylko wzruszyła ramionami i spojrzała na Dominikę i Dawida- Ej, a ty gadałaś z rodzicami?
-Tak. Już dzisiaj mają przetransportować helikopterem Anię do Wrocławia. Na wieczór ma być, a tata pojutrze wychodzi ze szpitala. Jego kuzyn dzisiaj już pojechał do Choszczna.
-No to same wspaniałe wiadomości- Ola posłała Dominice uśmiech.
-Czy ja wiem? I tak dalej nie wiadomo, czy Ania kiedykolwiek się obudzi?
-Obudzi, obudzi. Twoi rodzice nigdy się nie poddają, ty się nie poddajesz, to czemu Ania miałaby się poddać?
-No tak, a w ogóle jak tam wujek Jacek się trzyma?
-Tata jest cały czas smutny- odezwał się malec. Ola już miała coś powiedzieć, ale zaczął dzwonić telefon Gosi. To była Tamara, jej mama. Dziewczyna odebrała niechętnie. Po krótkiej rozmowie rozłączyła się i wybiegła z płaczem z pokoju. Ola pobiegła za dziewczyną, znalazła ją w innym pokoju, leżała na łóżku i płakała.
- Gosia co się stało? - Spytała delikatnym głosem.
- Matka znowu zaczęła mnie wyzywać od dziwek.- Wychlipała dziewczyna.
- Nie płacz wiesz, że pomogę Ci i zawsze możesz na mnie liczyć. - Ola przytulia Gosię.
- Dzięki Ola.
Wtedy do pokoju weszła Dominika.
- Ola idź do Dawida bo pyta o ciebie, ja zostanę z Gosia. - Powiedziała Dominika.
Ola wyszła a Dominika usiadła obok Gosi.
- Wiem, że to trudne, ale jak to było z twoją ciążą i rodzicami? - Spytała Dominika.
-Wpadłam na wycieczce klasowej z chłopakiem. A niedawno ze sobą zerwaliśmy, jak chciał, żebym usunęła. Cała historia.
-Też jestem w ciąży- ręka Dominiki powędrowała na brzuch.
-A co na to ojciec dziecka?
-Jest szczęśliwy, chyba. Zanim urodzę, planujemy też wziąć ślub, a jak się nie uda, to po urodzeniu razem z chrzcinami- dziewczyna się uśmiechnęła- Ale najpierw Ania musi wybudzić się ze śpiączki.
-Domyślam się, a który to tydzień u ciebie?
-Jedenasty, a ty Gosia?
-Siedemnasty już. Za miesiąc będę wiedziała już czy będę miała córeczkę, czy synka.
-A co byś wolała?
-Córkę, a mój ojciec się nastawił na wnuka- odpowiedziała Dominika.
-Dziwisz się mu? Ma sam babiniec w domu- zaśmiała się Gosia. Wiedziała już nieco o swojej nowej koleżance.
-Ma siostrzeńca, wystarczy mu.
-Ale to nie to samo.
-Tak naprawdę, to wszystko jedno, jak dla mnie. Byleby zdrowe było.
-Dziewczyny, jadę odwieź Dawida, jedziecie ze mną?- rozmowę nastolatkom przerwała Ola.
-Jedź sama- powiedziała pewnie Dominika. Wpadła na pewien pomysł i dobrze, że udało jej się pozbyć Oli na jakiś czas.
Godzinę później
Ola zajechała pod rodzinny dom Jacka. Zaparkowała na podjeździe. Gdy tylko wysiadła, na podwórku pojawił się policjant. Ola otworzyła drzwi Dawidowi, a chłopiec wybiegł z auta i przytulił się do ojca.
-Dziękuję ci- mężczyzna zwrócił się do kobiety, która siedziała na masce samochodu.
-Dajecie radę?
-Jakoś dajemy- odparł Nowak- Może wejdziesz na kawę albo herbatę.
-Nie chcę wam przeszkadzać. Teraz powinieneś zająć się mamą i Dawidem. Poza tym pewnie Dominika będzie chciała jeszcze dzisiaj jechać do szpitala jak Anie przywiozą. Leć do mamy.
-No dobra. Dzięki za przypilnowanie Dawida.
-Spoko, polecam się na przyszłość. Trzymajcie się- Ola przytuliła odruchowo Jacka- Do zobaczenia- dodała jeszcze i odeszła od Nowaka. Wsiadła do auta.
-Kocham cię Ola- wyszeptał Jacek a ona odjechała. Zawołał swojego syna, który bawił się z psem i weszli do domu. Mama Jacka siedziała na sofie ze zdjęciem swojego męża.
-Mamo, może się prześpisz? Wyglądasz na bardzo zmęczoną. Ja tu ogarnę trochę.
-Nie trzeba Jacek, ja sama to zrobię. Muszę się czymś zająć- kobieta wstała z sofy i wzięła do ręki kubek. Ręka jednak jej się tak trzęsła, że go upuściła i się potłuk.
-Mamo, zostaw. Ja się naprawdę zajmę tym. Idź się prześpij.
Kobieta posłuchała się syna i udała się do sypialni. Jacek sprzątnął bałagan. Dawid mu pomógł na tyle, ile mógł i po pół godzinie ojciec z synem siedli na kanapie.
-Tato, a mogę się ciebie o coś zapytać?
-No pewnie.
-A mama już do nas nie wróci?- Jacka zatkało. Pierwszy usłyszał od syna to pytanie. Jakoś wcześniej o tym nie rozmawiali. Jackowi przez natłok spraw nawet nie przyszło do głowy wytłumaczyć dziecku wszystkiego.
-Synku, bo widzisz. Mama zrobiła bardzo złą rzecz. No i teraz dostała musi wykonać karę.
-Będzie w więzieniu?
-Tak, będzie w więzieniu, ale nie we Wrocławiu, tylko w Warszawie, więc nawet jeśli, to nie będziemy jej mogli odwiedzić.
-Aha.
Tym czasem Ola po drobnych zakupac wróciła do domu. Na stole czekał na nią ciepły obiad, który przygotowały Gosia z Dominiką.
-Dziewczyny, ale nie musiałyście, ja bym coś zrobiła- powiedziała Ola, mile zaskoczona.
-No wiemy, ale mieszkamy obie tu u ciebie i jakoś odwdzięczyć się chciałyśmy.
-To miło z waszej strony. To ja idę umyć ręce i możemy siadać.
-Ok. W ogóle Ania jest już z mamą we Wrocławiu. Pojedziemy, jak zjemy?
-No pewnie- krzyknęła Ola z łazienki i po chwili wróciła do kuchni. Kiedy jadły one ten obiad w ciszy, zadzwonił telefon Dominiki. Poderwała się, żeby odebrać. Po paru minutach do kuchni dobiegł krzyk nastolatki. Ola najpierw spojrzała na Gosię, a potem obie się poderwały, żeby sprawdzić, co się dzieje.
***
No hejka.
Skończyłam nareszcie, ale powiem, że masakra. Mam nadzieję, że się podoba.
Ps. Ostatnie opowiadanie pisałam z Małą Malinką, którą serdecznie pozdrawiam i życzę powodzenia na konkursie, który ma jutro. Trzymajmy wszyscy kciuki.