Na wstępie chce podziękować za 40 000 wyświetleń. Fajnie wiedzieć, że są osoby, które to czytają i ujawniają swoją obecość przez komentowanie. Największe podziękowania należą się Gosi, Żabce, Alcji i Paulinie.
A więc przejdźmy do miniaturki. Zanim zaczniecie czytać, uprzedzam, że wydarzenia będą umiejscowione w czasie 4 lata później, więc wniosek jest taki, że Ola i Jacek są małżeństwem i mają czteroletnią córkę Joannę. ;) Miłego czytania
*****************************************
-Mamusiu, mamusiu- Ola usłyszała swoją córkę, a po chwili poczuła, jak się wpycha na ich łóżko.
-Daj mi chwilę pospać- jęknęła tylko i delikatnie się przesunęła w stronę Jacka, żeby zrobić miejsce córeczce. Przykryła ją swoją kołdrą i przytuliła ją. Już przysypiała, ale Asia jej nie dała.
-Mamo, a pojedziemy dzisiaj do babci i dziadka?
-Tak, pojedziemy, a teraz śpij, bo jest jeszcze wcześnie- powiedziała i znowu próbowała usnąć. Rzeczywiście, było bardzo wcześnie, bo dopiero 5.30. Jednak dla Asi nie robiło to wielkiej różnicy czy była 5.30 czy 10. Asia zaczęła się wiercić.
-Mamo, a może poukładamy puzzle?- zaproponowała mamie, a mama co? Oczywiście powiedziała, żeby poszła je rozłożyć i zaraz przyjdzie. Podniosła się z łóżka.
-Ola, gdzie idziesz?- zapytał Jacek, obudzony przez córkę.
-Układać puzzle- powiedziała i już miała zakładać szlafrok, gdy jej mąż ją złapał.
-Połóż się, ja pójdę, a ty się wyśpij- rzekł Jacek. Ola, gdy tylko Jacek zszedł rozłożyła się na całym łóżku i zasnęła.
***
-A gdzie mama?- zapytała Asia, widząc ojca. Jacek tylko usiadł przy małej i zaczęli wspólnie układać puzzle, dopóki Ola nie wstała, a wstała bardzo późno. Potrzebowała snu, bo ostatnimi czasy jej córka nie dawała jej chwili na odpoczynek. Weszła do pokoju córki.
-Co zjecie na śniadanie?
-Jajeczko- odpowiedziała Asia. Ola spojrzała na Jacka, a on kiwnięciem głowy się zgodził. Aleksandra poszła do kuchni szykować śniadanie. Po 20 minutach zawołała córkę i męża, że jest już gotowe. Postawiła talerze na stole i zaczęli jeść. Gdy skończyli, Jacek powkładał wszystko do zmywarki, a Ola zaczęła szykować się do wizyty u swoich teściów. Zajęło im to sporo czasu, ale odkąd mieli dziecko, przyzwyczaili się do tego, bo każde wyjście wyglądało tak samo. Już wychodzili do auta, kiedy Ola upadła.
-Kochanie, co się stało?
-Jacek, nie mogę w ogóle ruszyć nogami- powiedziała ze łzami w oczach. Jacek wziął ją na ręce i zaniósł do samochodu. Asię upiął w foteliku i ruszyli w stronę szpitala. Tam ją natychmiast przyjęli na oddział neurologiczny.
-Tato, co się stało?- zapytała przestraszona Asia, widząc, że z jej mamą jest coś nie tak.
-Nie wiem córeczko. Nie wiem- powiedział i przytulił ją do siebie. Bał się bardzo o Olę. Zastanawiał się, dlaczego tak się stało, dlaczego Ola straciła czucie w nogach. Siedział z córką na korytarzu i czekał, aż się czegoś dowie.
***
W sali, gdzie była Ola
-Pani Aleksandro, czy zdażyło się już pani kiedyś coś takiego?- zapytał lekarz. Ola pokręciła przecząco głową.
-A może miała ostatnio pani wrażenie, że brakuje pani siły?
-Powiem tak, ja jestem policjantką. Ostatnio mieliśmy szkolenie na strzelnicy i rzeczywiście potem miałam wrażenie, że brakuje mi sił w rękach, ale to od trzymania pistoletu- tłumaczyła. Wiedziała, że lekarz pytając się o to, podejrzewa jakąś chorobę i te pytania dotyczą objawów, ale akurat na to miała wytłumaczenie. Jednak lekarza to nie satysfakcjonowało.
-Musimy jeszcze wykonać tomografię, ale mogę już teraz pani powiedzieć, że najprawdopodobniej ma pani stwardnienie zanikowe boczne. Ten paraliż oraz ten brak siły w mięśniach wszystko na to wskazuje.
-Czyli, że do końca życia będę zdana na kogoś?- Ola znała tą chorobę doskonale. Wiedziała jaki ma przebieg i do czego prowadzi. Jej przyjaciółka chorowała na to w liceum. Ola była przy niej, jak tylko było to możliwe. W wyniku choroby jeździła na wózku, nie mogła normalnie jeść, mówić. W końcu doszło do tego, że mięśnie, które były odpowiedzialne za to, żeby oddychać również zaczęły zanikać. Długo była podtrzymywana przy życiu, dzięki respiratorowi, ale w końcu lekarze postanowili ją od tego odłączyć, bo to nie miało sensu.
Ola się rozpłakała. Ona miała małe dziecko. Przed oczami pojawiła się jej scena: Mała Asia przybiega do niej do sypialni, prosi, żeby się z nią pobawić, a ona nie ma siły jej nawet nic powiedzieć. Okropna scena, ale wiedziała, że jeśli się potwierdzi, że to ALS, to tak właśnie będzie wyglądać jej życie.
-Pani Olu, z tego co po pani widzę, nie muszę nic pani tłumaczyć. Zaraz zabierzemy panią na tomografię- lekarz wyszedł z sali, a po chwili wbiegła mała Asia, która niezgrabnie wdrapała się na łóżko, na którym leżała jej mama.
-Mamusiu, dlaczego płaces?- zapytała dziewczynka. Ola nie wiedziała co jej odpowiedzieć. Po chwili pojawił się również Jacek.
-Ola, co się stało?- zapytał widząc, że jego żona ma łzy w oczach.
-Ja jestem nieuleczalnie chora. Mam stwardnienie zanikowe boczne. Wiesz co to znaczy? Że ja wkrótce umrę- Jacek słysząc nazwę choroby przypomniał sobie swojego dziadka, który również na to umarł. Domyślił się, co przeżywa teraz jego żona. Po dziesięciu minutach przyszedł lekarz, który zabrał Olę na badania, które niestety potwierdziły wszystko. Ola się załamała. Mała Asia nie bardzo wiedziała co się dzieje, dlaczego jej rodzice są tacy smutni, dlatego postanowiła ich trochę rozśmieszyć. Jak to dziecko. Zaczęła tańczyć, śpiewać, mówić wierszyki. Chciała pocieszyć jakoś mamę, ale jej to nie wyszło, bo Ola się bardziej rozpłakała, zdając sobie sprawę, że niedługo ich opuści. Po kilku dniach została wypisana do domu.
***
Trzy lata później
Z Aleksandrą z dnia na dzień było co raz gorzej. Nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Całymi dniami był przy niej ojciec oraz Jacek. No i Asia, która była na tyle duża, że rozumiała już, że jej mama w końcu umrze. Ola słabła w oczach. Była bardzo wychudzona. Nie miała siły na nic. Nawet, żeby wypowiedzieć słowa "Kocham was". Czuła się okropnie z tym, że ich zostawia. Codziennie wieczorem Asia przychodziła do mamy i opowiadała jej jak było w szkole. Potem obok nich siadał Jacek i opowiadał z kolei, jak było w pracy. Te ostatnie dni chcieli spędzić najlepiej, jak tylko mogli.
Któregoś dnia Ola znalazła się w szpitalu. Jej stan pogorszył się i to bardzo. Asia, w czasie gdy Jacek był przy Oli, przebywała u kuzynki Jacka. W szpitalu oprócz Jacka, byli jego rodzice oraz ojciec Aleksandry. Oli z każdą sekundą słabł oddech. Jacek bardzo płakał, błagał, żeby ich nie opuszczała, ona tylko wyszeptała "Kocham ciebie i Asię". To były ostatnie słowa Oli. Po czym przestała oddychać. Jacek bardzo się rozpłakał. Tak samo jak i Wysocki oraz teście zmarłej. Jacek wrócił do domu i rzucił się na tapczan, ale nie mógł usiedzieć. Wszystko przypominało mu Olę. Na półkach stały zdjęcia, na których byli taką szczęśliwą rodziną. Wiedział, że już nigdy tego nie dozna. Nie obudzi się obok słodko śpiącej żony. Asia już nie przyjdzie do sypialni i nie powie "Mamusiu, pobaw się ze mną", a on nie powstrzyma Oli i nie pozwoli jej pospać sobie, bo ona zasnęła na zawsze.
Po chwili usłyszał dzwonek do drzwi. Otworzył je i ujrzał Olgę z Asią. Od mamy Jacka się dowiedziała, że Ola nie żyje.
-Tato, czy mama umarła?- zapytała Asia. Dziewczynka był już przygotowana na to wszystko. Jacek przytulił dziewczynkę.
Dwa dni później odbył się pogrzeb Oli. Zjawili się na nim wszyscy bliscy Oli oraz sporo znajomych. Każdy był załamany. Jacek nie sądził, że tak szybko się pożegna z żoną. Z kolei Wysocki nigdy nie sądził, że będzie na pogrzebie własnej córki. Po tym wszystkim wszyscy rozeszli się do domów. Zostali tylko Jacek z Asią, Wyscoki i Nowakowie. Każdy był tym wstrząśnięty. Asia stała wtulona w kucającego Jacka.
***
Pół roku później
Najbliżsi dalej byli w żałobie. Jacek cały czas opłakiwał śmierć Aleksandrę. Asia od tego wydarzenia zamknęła się w sobie.
***
Rok później
Jacek stara się żyć normalnie. Chodzi z Asią do psychologa, która nie może poradzić sobie ze śmiercią matki. Nie może poradzić sobie w szkole. To wszystko tak wpłynęło na jej psychikę. Na Jacka też to bardzo wpłynęło. Ale nie może zapomnieć o Oli. Ona była, jest i będzie cząstką jego. Często wspominał ją i wszystkie zdarzenia związane z nią. Uzbierało się tego. Brakowało mu bardzo jej słodkich perfum, jej poczucia humoru, jej dystansu do życia, jej śmiechu, jej błękitnych oczu, jej śliczneho uśmiechu, jej głosiku, jej pocałunków. Całej jej mu brakowało. No, ale trzeba żyć dalej. Nigdy nie zapomni o niej, ale w jego sercu będzie na zawsze.
*****************************************
No i miniaturka na 40000 wyświetleń gotowa. Mam nadzieję, że wam się podobała. Dzisiaj wieczorem mam nadzieję, że pojawi się kolejne opowiadanie, ale wam tego nie obiecuję.
piątek, 20 listopada 2015
40 000 wyświetleń- miniaturka
środa, 18 listopada 2015
27.1
...i ujrzałam dwóch policjantów. Jednego z nich znałam bardzo dobrze, w końcu to był mój brat. Drugiego kojarzyłam tylko z widzenia i wiedziałam, że ma na imię Mieszko. Podeszli do nas. Zdenerwowałam się bardzo, chociaż wiedziałam, że skoro jest Krzysiek to nic nam nie zrobią, ale i tak nogi się pode mną uginały. Anka zachowywała jednak spokój.
-Cześć Ola- powiedział brat.
-Cześć brat- odpowiedziałam i zaczęłam uciekać wzrokiem od niego, co chyba najlepszym pomysłem nie było, bo on od razu wyczuł, że coś jest nie tak. W końcu był moim bratem i to bliźniakiem.
-Wszystko w porządku?
-Tak, tak- odpowiedziałam nerwowo.
-Na pewno?- zaczął dopytywać. Nie mogłam mu powiedzieć prawdy, bo byśmy miały krótko mówiąc przerąbane.
-No tak, a co ty taki dociekliwy?
-A ty co taka nieuprzejma?- odpowiedział mi pytaniem na pytanie. Nie nawidziłam tego, chociaż często sama to robiłam.
-Pytasz się, jakbyś nie wiedział.
-No wiem, sorry. A może byś dzisiaj do mnie przyszła?- zaproponował mi Krzysiek. Nie wiedziałam jednak, co mu odpowiedzieć. Nie chciałam do niego iść. On miał dziecko, a ja nie czułabym się komfortowo, patrząc na nich. Postanowiłam nie ukrywać przed nim prawdy, bo prędzej czy później by się domyślił.
-Przepraszam, ale nie chcę. Wiesz doskonale, że od tamtego czasu niechętnie...- nie musiałam kończyć, bo Krzysiek wiedział o co chodzi.
-Rozumiem siostra, jak już się z tym oswoisz, to zapraszam.
-Ok- uśmiechnęłam się, ale nieszczerze. On jednak chyba tego nie dostrzegł, bo się z nami pożegnał i wrócili na patrol. Ja usiadłam na trawie z ulgą. Zauważyłam, że Anka mi się dziwnie przygląda. Wiedziałam o co jej chodzi.
-Z tego co pamiętam nie masz brata.
-No to od tego czasu dużo się zmieniło. Krzysiek to mój brat bliźniak i mamy jeszcze przyrodnią siostrę- opowiedziałam jej całą historię. Zaskoczyłam ją tym.
Siedziałyśmy nad Odrą do siedemnastej. Potem ja niestety musiałam jechać do domu, bo Jacek miał wrócić do domu z pracy. Odwiozłam Anię do domu i miałam jechać do domu, ale stwierdziłam, że Jacek rano jechał tramwajem do pracy, to może go teraz odbiorę. Udałam się na komendę. Przed budynkiem zauważyłam jedną z moich koleżanek Emilię. Kłóciła się ze swoim ojcem. Postanowiłam zareagować, bo widziałam, że niewiele brakowało, a by ją uderzył.
-Panie Andrzeju, niech pan zostawi Emilkę w spokoju- powiedziałam spokojnie, ale on zaczął mną szarpać. Wytrącił mi torebkę i wysypały się wszystkie moje rzeczy. Po chwili przed komendą zjawił się Krzysiek z Mieszkiem, którzy go obezwładnili i zabrali na komendę. My z Emilią zaczęłyśmy zbierać zawartość mojej torebki. Nagle Emilka podniosła woreczek. Kompletnie zapomniałam o tym, że mam to w portfelu. Musiało się wysypać.
-Ola, czy to jest heroina?
-Oddaj, to moje- wyrwałam jej i dokończyłam pakować resztę sama. Podniosłam się, a Emilia dalej kucała i patrzyła na mnie.
-Olka, po co ci to?- zapytała ostrzej, jednak nie zrobiło to na mnie jakiegoś większego wrażenia.
-Nie twój interes. I lepiej dla ciebie będzie, jak udasz, że tego nie widziałaś- powiedziałam opryskliwie. W ogóle ostatnio dziwnie się zachowywałam i sama to zauważyłam, ale to wszystko przez stratę dziecka. Już miałam odejść do samochodu, kiedy poczułam, że Emilia złapała mnie za ręke.
-Olka, co się dzieje?- zapytała z troską w głosie. W końcu była moją przyjaciółką.
-Nieważne, mów lepiej co twój ojciec wymyślił- spróbowałam zmienić temat, ale na darmo. Emilia znała ten trik i nie dała się nabrać.
-Nie zmieniaj tematu. Nie rozmawiamy o mnie, tylko o tobie. Co ci strzeliło do głowy? Po co ci ta- Emilia rozejrzała się, czy nikt nas nie słucha- hera.
-Mam problem, z którym nie umiem sobie poradzić- powiedziałam to i się rozpłakałam. Emilia mnie mocno przytuliła.
-Ola, co się tobą dzieje?
-Ja...moje dziecko...- jąkałam się, ale Emilia domyśliła się, co jest grane.
-Nie kończ już.
Cały czas miałam w głowie moment, kiedy to lekarz mi powiedział o stracie dziecka, a potem o tej torbieli oraz operacji. To ciągle we mnie tkwiło, a ja byłam bezradna, nawet trochę zagubiona.
-Chodź Ola do mnie do samochodu- zaproponowała mi Emilia. Ja nie zaprzeczyłam i chwilę później obie siedziałyśmy w aucie. Tam mogłyśmy przynajmniej pogadać i nie bać się, że ktoś nas podsłucha.
-Wiesz, że cię nie wydam, ale ty nie możesz tego wziąć.
-To co ja mam zrobić?! Powiesz mi?!- wykrzyczałam to. Naprawdę byłam bezsilna.
-Na pewno nie brać tego. Pomyśl o czymś innym, a teraz daj mi tą herę- wyciągnęła dłoń, ale ja nie zamierzałam jej tego dać.
-No co ty Emilia, nie oddam ci tego.
-Mam iść do Jacka? Zostało mu chyba jeszcze 10 min- powiedziała i zaczęła wysiadać z auta, ale ja ją złapałam. Zaczynało do mnie docierać, że chyba źle robię, pakując się w te narkotyki, ale już załatwiłam sobie działkę i nie chciałam jej marnować.
-Zaczekaj, zawrzyjmy układ. To będzie mój ostatni raz.
-Rób jak chcesz Olka, ale zapamiętaj sobie moja słowa. Jeszcze będziesz błagała, żebyśmy cię z tego wyciągali- powiedziała, ale jakoś nie dotarły do mnie słowa Emilki. Chciałam jej jeszcze coś odpowiedzieć, ale w szybę zapukał Jacek.
~Jacek~
Gdy wyszedłem przed komendę byłem zaskoczony widokiem auta Oli pod komisariatem. Lekarz jej kazał odpoczywać po operacji, ale najwyraźniej nie mogła usiedzieć w domu, ale patrząc z drugiej strony, to dobrze, że nie chciała przesiedzieć tylko w domu. Po tym wszystkim Ola była bardzo małomówna i cieszyło mnie to, że ma odwagę rozmawiać z ludźmi. Zacząłem się za nią rozglądać i zauważyłem, że siedzi z Emilią w samochodzie. Podszedłem i zapukałem w szybę. Obie się na mnie spojrzały, jakby zobaczyła ducha. Emilia spuściła szybę od strony Oli.
-Już skończyłeś?- zapytała. To pytanie było bez sensu.
-No a nie widać? Fajnie, że po mnie przyjechałaś- powiedziałem. Ola wysiadła z auta, a ja dałem jej całusa na powitanie. Pożegnaliśmy się z Drawską i ruszyliśmy w stronę osiedla, na którym mieszkaliśmy. Podczas jazdy postanowiłem zapytać ją o jedną rzecz, która zaniepokoiła dzisiaj Krzyśka, gdy ją widział nad Odrą. Jednak nie chciałem pytać wprost, więc zacząłem od luźnych pytań.
-Jak ci minął dzień?
-A dobrze- znów to samo. Codziennie to samo, ale czego ja od niej oczekiwałem. Nie powiem, bo to w jakiś sposób na mnie też wpłynęło. Z resztą odbijało się to na pracy. Już miałem kilka pomyłek. Też mi było ciężko po stracie dziecka, bo to była też moja kruszynka. Owoc naszej miłości. No ale Ola mogła odpowiedzieć mi coś więcej, dlatego zacząłem ją delikatnie podpytywać.
-A słuchaj, co robiłaś dzisiaj nad Odrą? Krzysiek mi mówił, że byłaś z jakąś znajomą.
-Spotkałam się i co z tego?- odpowiedziała mi nieuprzejmie. Zaczynała mnie po mału denerwować.
-Olka, do jasnej cholery. Ja rozumiem, że ty to przeżywasz, ale chyba nie chcesz przez resztę życia odnosić się do mnie w taki sposób?!- pierwszy raz nakrzyczałem na Olkę. Moją Oleńkę. Może to nie był dobry pomysł, żeby tak reagować. Przecież to wszystko miało wpływ na jej zdrowie psychiczne. I może to dopiero tydzień, ale powinna była się wziąć w garść, bo zaczynała popadać w depresję i ja to widziałem. Nie chciałem tego bagatelizować i obiecałem sobie, że pójdziemy do psychologa bez pytania.
-Daj mi spokój Jacek.
-A z resztą nie chodziło mi o to spotkanie. Cieszę się, że się spotykasz ze znajomymi, ale Krzysiek mi powiedział, że zachowywałaś się jakoś nerwowo, gdy do was podszedł z Mieszkiem.
~Ola~
Czułam się jak na przesłuchaniu. Ta jego podejrzliwość mnie zaczynała wkurzać. Dopytywał mnie o wszystko. Nie chciałam mu mówić jednak tego, że potrzebowałam narkotyków. Bałam się, że mnie zostawi, a potem już nie pamiętam co się stało.
~
~Wojciech Wysocki~
Byłem na spacerze z Warsem. Co miałem innego do robienia? No jeszcze miałem do wyboru siedzenie w czterech ścianach sam. Wolałem jednak wziąć Warsa i udać się do mieszkania mojej córki i jej narzeczonego. Gdy znajdowaliśmy się zaledwie trzy ulice od osiedla, na którym mieszkała Ola, mój pies zaczął ujadać. Nie wiedziałem o co mu chodzi, ale jak doszliśmy do skrzyżowania, zauważyłem trzy karetki pogotowia, dwa radiowozy i nawet straż pożarną. Najwidoczniej doszło do jakiegoś zdarzenia drogowego. Jako, że ulica, na której był wypadek, prowadziła do osiedla, na które podążałem, postanowiłem się przyjrzeć bliżej. Podszedłem do jednego z policjantów, akurat z mojej komendy.
-Właśnie miałem do pana dzwonić- powiedział jakiś poddenerwowany.
-A co się stało?
-Zna pan numery DW *****?- jak to usłyszałem, to już domyśliłem się, że to moja córka miała wypadek. Nie potwierdzając tego od razu zapytałem.
-Gdzie jest Ola? Co z nią? Co z Jackiem?- zacząłem się denerwować. Z resztą niejeden ojciec by się zachował tak samo. Ona była po operacji.
-Z Olą i Jackiem nie jest tak źle, mimo że samochód wygląda jak wygląda. No w końcu samochód jadący z naprzeciwka musiał uderzyć z dużą siłą. Z kierowcą tego auta jest gorzej.
-Romek, oni są w karetkach?
-Tak, Ola jest w tej pierwszej, a Jacek w drugiej.
-Dzięki- poszedłem od razu, ale lekarze mi nie pozowolili do nich zajrzeć. Powiedzieli mi tylko, gdzie mam się udać. Zamówiłem taksówkę, która mnie odwiozła do domu, wziąłem kluczyki i swoim samochodem pojechałam do szpitala. Po 20 minutach byłem na miejscu. Pielęgniarka pokazała mi jak dojść do sali Oli. Wszedłem i zobaczyłem moją córkę oraz mojego przyszłego zięcia. Ola siedziała na krześle i trzymała go za rękę. Jacek był niestety nieprzytomny.
~Ola~
Siedziałam przy moim partnerze. Stan Jacka się pogorszył w trakcie transportu. Teraz czekał na operację. Ja nie mogłam powstrzymać łez. Nie dawno straciłam dziecko i nie chciałam stracić narzeczonego. Wtedy na pewno zaćpałabym się na śmierć.
-Córeczko- usłyszałam głos ojca- Nie powinnaś teraz leżeć?
-Jeśli on umrze, ja się zabiję.
-Nie mów tak nawet- objął mnie od tyłu- połóż się lepiej- posłuchałam się ojca i wróciłam na łóżko. Po pięciu minutach przyszli lekarze i zabrali go na salę operacyjną. Ja leżałam ze szklankami w oczach. Ojciec cały czas mnie głaskał i pocieszał, że wszystko będzie dobrze, chociaż ja wiedziałam, że nie. Zaczynałam siebie obwiniać za to wszystko. Gdybym pojechała do domu, a nie jechała po niego, to by do tego nie doszło. Nie wiedząc kiedy zasnęłam.
*****************************************
No i kolejny rozdział skończony. Jak myślicie, co będzie z Jackiem, a co z Olą. W ogóle co myślicie o zachowaniu Oli? No i ogólnie jak wrażenia po przeczytaniu?
poniedziałek, 16 listopada 2015
26.1
-Masz jeszcze kontakt z Anką lub Oskarem?
-Mam, a po co ci kontakt do nich? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że... Nie no, zwariowałaś Ola?
-Ale ja potrzebuję tego- nie chciałam jej mówić dlaczego, ale chciałam to.
-Olka, nie pozwolę ci się z nimi skontaktować- powiedziała stanowczo. Wiedziałam, że robi to dla mojego dobra, ale ja nie daławm za wygraną.
-No a co mi się takiego może stać?
-Nie i już. Chyba nie chcesz przechodzić jeszcze raz przez to samo- zachowywała się jakby była moją starszą siostrą. Nie wiedziałam z czym ona miała problem.
-W ogóle powiedz mi po co ci to? Przecież wiesz, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Wtedy może i ci się udało z tego jakoś wyjść, ale teraz może to się skończyć inaczej- zaczęła mnie pouczać, co mnie wkurzało- Ola, a jak ktoś u ciebie znajdzie te narkotyki?- wiedziałam, że o to zapyta, ale w sumie jakoś nie bardzo się tym przejęłam.
-No proszę cię, kto będzie szukał narkotyków w mieszkaniu, gdzie mieszka dwójka policjantów?
-Czyli Jacek jest policjantem?- zapytała, a ja potwierdziłam kiwnięciem głowy- A nie boisz się, że cię zostawi? A w ogóle możesz mi powiedzieć dlaczego chcesz wrócić do dawnego życia?- no i zadała "najbardziej" chciane pytanie.
-Nie to, że chce. Po prostu potrzebuję się wyluzować.
-To jedź w góry, albo nad morze- Zuza robiła wszystko, żeby mnie od tego odwieść. W sumie to zaczęłam jej ulegać, ale nie. Postawiłam sobie cel i zdobędę to. Jak ona mi nie pomoże, to poszukam na Facebooku jeszcze innych znajomych. Może oni pomogą.
-Nie chcesz mi pomagać, to nie. Ktoś inny mi załatwi działke.
-No właśnie chcę. I to bardzo, żebyś znowu w jakieś bagno się nie wpakowała. Weź się zastanów. A w ogóle jakie ty masz problemy, żeby znowu to robić. Chyba nie zmarł ci nikt z rodziny?- Zuza nie zdała sobie sprawy, jaki mi ból zadała tym ostanim pytaniem. Wstałam z sofy i podeszłam do okna, próbując powstrzymać łzy. Po chwili poczułam na ramieniu dłoń Zuzy.
-Przepraszam, nie chciałam.
-Spoko, skąd mogłaś wiedzieć.
-A w ogóle co się stało?- tego pytania chciałam uniknąć jak ogień wody. Postanowiłam jednak jej nic nie mówić.
-A możemy o tym nie gadać?
-Nie odpowiada się pytaniem na pytanie, ale jak nie chcesz to nie mów. Jak będziesz miała ochotę to mi powiesz- cała Zuza. Tego typu rozmowy zawsze wyglądały identycznie.
-To jak, dasz mi ten numer czy nie?- zapytałam. Ona wyjęła telefon, a ja podałam jej kartkę i długopis. Zapisała mi numer do Ani, Oskara i do samej siebie.
-Tylko uważaj, bo nie chce cię mieć na sumieniu- ja ją przytuliłam i szepnęłam "Dzięki".
-Wiesz co? Ja muszę już lecieć. Pogadamy kiedy indziej- wyszła na przedpokój i zaczęła zakładać buty. Pożegnałyśmy się i wyszła. Ja wróciłam do salonu i położyłam się na sofie. W telewizji leciały już ciekawsze, dlatego włączyłam serial na TV4 „Policjantki i policjanci". Lubiłam ten serial. Był trochę jakby o nas. Próba pogodzenia życia prywatnego z pracą. Gdy już się skończył, podniosłam się i zaczęłam szykować obiad. Zrobiłam spagetti, żeby Jacek mógł sobie odgrzać. Potem poszłam po telefon. Wzięłam do ręki kartkę z zapisanymi numerami. Zaczęłam się zastanawiać, czy zadzwonić do Anki czy do Oskara. Najpierw to w ogóle musiałam podjąć decyzję, czy chce do tego wrócić. W sumie, to potrzebowałam teraz odprężenia, ale myślałam też o słowach Zuzy. Może miała rację, że lepiej pojechać nad morze na przykład, chociaż chciałam tego. W końcu wybrałam numer Anki i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Dlaczego do Ani? Może dlatego, że była kobietą. Jeden sygnal, drugi, trzeci w końcu usłyszałam w słuchawce głos
-Anna Domańska słucham.
-Cześć, z tej strony Ola Wysocka- przywitałam się.
-Ola? Skąd masz mój numer?- zapytała zaskoczona tym, że dzwonię. No w sumie dawno ze sobą nie gadałyśmy. Nawet bardzo dawno.
-Od Zuzy. Słuchaj, mam do ciebie interes- powiedziałam. Nie chciałam owijać w bawełnę.
-Dajesz.
-Załawtisz mi działke?- zapytałam.
-Z tego co słyszałam, jesteś policjantką, ale jeśli potrzebujesz, to nie ma problemu.
-Wiem, ale proszę.
-No dobra, to gdzie się spotkamy?
-Kojarzysz to miejsce nad Odrą?
-Tak- potwierdziła.
-Może być tam?- zaproponowałam- Za godzinę, bo o 18 muszę być w domu.
-Nie ma problemu. Nie mogę się doczekać, aż cię zobaczę. Buźka- powiedziała Anna i się rozłączyłyśmy. Chyba cieszyła się na spotkanie ze mną. W sumie to ja na spotkanie z nią też. Fajnie jest odnowić stare znajomości. Ogarnęłam się trochę i nawet chciałam coś zjeść, ale nie mogłam nic przełknąć. Ubrałam bluzę z kapturem, rurki, adidasy, wyszłam do auta i udałam się w miejsce spotkania. Samochód zaparkowałam na parkingu, w razie gdyby nas ktoś zauważył i doniósł na policję. Dalej poszłam pieszo. Z daleka już zauważyłam, że moja dawna koleżanka na mnie czeka. Olka, w co ty się pakujesz? zapytałam samą siebie. Wiedziałam w co się pakuje, ale w sumie i tak mnie teraz nic nie obchodziło. Straciłam dziecko, największy skarb jaki można mieć, więc nie miała nic do stracenia. Zachowuje się jak nastolatka pomyślałam, ale było w tym trochę prawdy. Przyszła mi do głowy myśl, żeby się wycofać z tego wszystkiego, ale postanowiłam nie rezygnować z tego. Miało to być tylko jeden jedyny raz. Chciałam zapomnieć o tym wszystkim chociaż na chwilę. Gdy tylko byłam blisko, Anka zbliżyła się do mnie i przytuliłyśmy się na przywitanie.
-Ale się zmieniłaś przez te wszystkie lata Aleks- znowu to zdrobnienie przywołało te wspomnienia.
-Ty również- po chwili puściłyśmy się. Ania zaczęła się rozglądać, czy nikt nie widzi i podała mi woreczek. Ja go schowałam do portfela. No przecież Jacek nie będzie mi grzebał w portfelu.
-Dziękuję ci- tak mi tego brakowało.
-Spoko- powiedziała Anka. Po chwili zauważyłam, że moja towarzyszka patrzy się w jeden punkt. Spojrzałam w tym samym kierunku i ujrzałam...
*****************************************
Dzisiaj trochę krócej, ale mam nadzieję, że mimo to się Wam podoba. Spodziewaliście się takiej prośby? Myślicie, że Ola wpakuje się w jakieś większe problemy? Jak myślicie, kogo ujrzały Aleksandra i Anna?
I jeszcze jedno pytanie, wolicie dłuższe opowiadania 2-3 razy w tygodniu, czy krótsze, ale codziennie?
niedziela, 15 listopada 2015
25.1
Postanowiłam dzisiaj dodać rozdział, bo nie idę do szkoły. Postanowiłam również, że zmienię narrację z trzecioosobowej na pierwszoosobową. Mam nadzieję, że spodoba wam się opowiadanie w tej formie
*****************************************
~Jacek~
-Bo chodzi o to, że pańska narzeczona poroniła- usłyszałem od lekarza. Domyśliłem się tego, jak tylko zobaczyłem moją Olę płaczącą. Mnie również to załamało. Straciliśmy nasz największy skarb. Za około 7-8 miesięcy mieliśmy zostać rodzicami, z czego bardzo się cieszyliśmy, a teraz znowu będziemy musieli się postarać od dziecko. Usiadłem na krześle i schowałem twarz w dłoniach. Nie mogłem w to uwierzyć. Tak bardzo chciałem, żeby ciąża przebiegła bez komplikacji, a teraz dziecka już nie ma. No cóż, musiałem wziąć się w garść i być teraz przy Oli. Wziąłem głeboki oddech i wróciłem do niej, gdzie pocieszał ją Krzysiek. Ona dalej była w szoku i nie mogła nic powiedzieć. Poprosiłem Krzysztofa, żeby zostawił nas samych. Chciałem z nią porozmawiać sam na sam.
Gdy już byliśmy sami rozpocząłem rozmowę.
-Ola, możesz już nie płakać?- zapytałem, ocierając jej łzy.
-Jacek, nasze dziecko- złapała się za brzuch. Widziałem, że to dla niej trauma. Przytuliłem ją do siebie mocno, ale łzy dalej jej leciały. Zastanawiałem się, jak Ola się po tym wszystkim pozbiera.
~Ola~
Tego teraz właśnie potrzebowałam- bliskości Jacka. To co mi powiedział lekarz, to dla mnie ogromny cios. Straciłam naszą kruszynkę, którą kochałam ponad wszystko. Nie chciało mi się o niczym teraz gadać. Nie obchodził mnie w ogóle fakt, że ojciec zataił przede mną to, że Krzysiek jest moim bratem albo, że siostra Jacka to również moja siostra. Liczyło się dla mnie tylko moje maleństwo, którego już nie ma. Czułam się fatalnie. Najchętniej, to skoczyłabym z mostu, ale nie mogłam zrobić przecież tego Jackowi. Siedzieliśmy w zupełnej ciszy. Nie potrzebowałam rozmowy. Wystarczyło, że Jacek przy mnie był. No był również Krzysiek, mój brat. Boże, jakie to dziwne, nie dawno myślałam, że to tylko kolega z pracy, a teraz nas łączy więcej niż mi się wydawało. Jednak on stał i obserwował mnie i Jacka. W sumie to dobrze, bo nie miałam ochoty teraz na obecność kogo innego.
~
Nie wiem ile już siedzieliśmy, ale cały ten czas Jacek był przy mnie. Krzysiek musiał jechać do syna, więc zostaliśmy sami. Niestety nie na długo, bo po jakimś czasie do mojej sali wszedł ojciec. No tak, pewnie ciocia mu powiedziała.
-Ola, nic ci nie jest? Co się stało? Jak się czujesz? Z moim wnukiem wszystko ok?- zaczął zasypywać mnie pytaniami. Nie zauważył w ogóle, że nie jestem w formie. Jeszcze to pytanie o wnuka. Przybiłyo mnie kompletnie. Rozpłakałam się, a Jacek przytulił mnie mocniej. Mój ojciec popatrzył na nas zdezorientowany.
-Powiedziałem coś nie tak?
-A jak myślisz?- wykrzyczałam przez łzy. Naprawdę nie raz ciężko mu się było domyślić i jeszcze to jego głupie pytanie. Skoro płaczę, to musi coś być nie tak. Czy to tak trudno odebrać?
-Chyba nie chcecie mi powiedzieć, że...- mój tata nie skończył, bo mu przerwałam.
-Tak, tato. Poroniłam- odpowiedziałam już nie co spokojniej. W sumie to nie jego wina. Chociaż jakby się tak zastanowić? Nie, jednak nie. On niczemu nie zawinił, to nie jego wina, że nie było nam dane zostać rodzicami w takim czasie jak planowaliśmy razem z Jackiem.
-Córeczko, zobaczysz, że jeszcze wszystko się ułoży- powiedział i pogłaskał mnie po głowie. Przypomniało mi się, gdy mnie głaskał jak byłam małym dzieckiem. Uwielbiałam to. Nie raz przychodziłam do sypialni rodziców o drugiej w nocy tylko po to, żeby mnie pogłaskał. Jak sobie to przypomniałam to znowu wzięło mnie na płacz. Też chciałabym, żeby moje dziecko przychodziło do mnie o drugiej w nocy, tylko po to, żeby je pogłaskać. Teraz musiałam odłożyć to w czasie, bo lekarz powiedział, że z wynikami nie jest najlepiej i każda kolejna ciąża może skończyć się tak jak ta. Powiedział, że najlepiej będzie jak odczekamy pół roku. Pół roku, to przecież dużo czasu, a gdybyśmy się teraz postarali to byłabym w szóstym miesiącu ciąży, a gdyby nie to poronienie, to w siódmym- ósmym miesiącu. To wszystko mnie co raz bardziej przytłaczało. Do tego słowa lekarza "Pani wyniki nie są najlepsze". Zastanawiałam się, w jakim znaczeniu to powiedział. Że co, że jestem bezpłodna, a ta ciąża to cud, czy że jestem na coś chora? Zastanawiało mnie to bardzo.
-Jacek, myślisz, że będziemy jeszcze kiedyś mieli dziecko? Ja się tak boję, że to mogła być jedyna szansa- powiedziałam i się znowu rozpłakałam na myśl o tej Istotce, której już nie ma.
-Ola, zrobimy wszystko, żeby mieć dziecko. Na pewno się nam kiedyś uda- pocieszał mnie Jacek. To mi się w nim podobało, że umiał dobrać słowa odpowiednie do sytuacji. Miałam już odpowiedzieć coś Jackowi, ale przerwał mi lekarz, który wszedł z papierami w ręku.
-Pani Olu, chciałbym porozmawiać z panią na osobności- szczerze mówiąc przestraszyłam się tych słów. Nie wiedziałam, czego się podziewać. Popatrzyłam na Jacka, tak bardzo chciałam, żeby został. Ojciec niekoniecznie.
-A może być mój narzeczony przy tej rozmowie?- zapytałam. Lekarz popatrzył na Jacka i kiwnął twierdząco głową. Ojciec zauważył, że nie chce jego obecności, dlatego się ulotnił. Gdy drzwi się zamknęły, lekarz się do mnie zwrócił.
-Zrobiliśmy kilka badań, żeby zobaczyć co się dzieje i jaki był powód poronienia. Otóż, ma pani torbiel macicy. To przez to doszło do poronienia, ale nie ma obaw. Jest ona niegroźna. Wytniemy ją i za pół roku będzie mogła się pani postarać o dziecko- przełknęłam głośno ślinę i zadałam lekarzowi pytanie. Musiałam znać na to odpowiedź.
-A czy istnieje szansa, że po operacji nie będę mogła zajść w ciążę?
-Taka szansa zawsze istnieje, ale nie sądzę, że to jakoś wpłynie- posmutniałam na twarzy, a lekarz dodał widząc moją minę- Pani Olu, niech się pani nie martwi. Jeszcze będę odbierał pani poród- uśmiechnął się do mnie. Dał mi płomyk nadziei, że będzie wszystko dobrze. Wymusiłam uśmiech. Lekarz się z nami pożegnał. Powiedział, że zajrzy do mnie potem i ustalimy termin operacji. Tylko, że ja nie byłam tego taka pewna. Bałam się powikłań i tego, że już może nigdy nie zostanę matką. Jacek wyczuł moje rozterki i od razu się odezwał.
-Ola, nie masz się czym przejmować. Słyszałaś lekarza? Masz duże szanse na zostanie matką- pocieszał mnie, ale ja i tak zdawałam sobie sprawę z tego, że zawsze jest jeden procent, który może zrujnować mi życie. Mogłam się założyć, że Jacek też tak myślał, ale nie okazywał tego, bo nie chciał pokazywać się ze strony słabeusza. Wolał dodać mi otuchy niż dołować. Ceniłam to bardzo w nim. Nieważne jak bardzo byłby załamany, nie okazywał tego, bo widział, że ja byłabym jeszcze bardziej załamana.
~
~Jacek~
Zbliżała się dosyć późna godzina, bo 24. Ola już spała. Była bardzo zmęczona. Jeden dzień, a tyle się wydarzyło. Ja nie zamierzałem jej opuścić. Chciałem, żeby nie obudziła się zawiedziona, że nikogo nie ma przy niej. Potrzebowała teraz mnie. Siedziałem na tyle cicho, żeby jej nie obudzić. Po jakimś czasie zadzwonił telefon. No tak, nie wyciszyłem go i pewnie obudził Olę. Wyszedłem na korytarz, ale i tak zobaczyłem, że Ola ma otwarte oczy. Były całe czerwone od płaczu. Nie lubiłem tego widoku. Zdecydowanie wolałem uśmiech na jej twarzy oraz ten błysk radości w jej oczach. Zamyśliłem się, ale na ziemię sprowadził mnie dzwonek telefonu. Postanowiłem odebrać, żeby nie obudzić reszty pacjentów.
-Halo, mamo?- to była moja matka.
-Jacek, gdzie ty jesteś. Jest już po północy. Martwimy się z ojcem- westchnąłem tylko. Moja mama nie rozumiała, że mam już skończone osiemnaście lat. W sumie to jej się nie dziwiłem, że tak się martwi. Po tym nieszczęsnym wypadku na motocyklu już tak ma, ale mogłaby się trochę ograniczyć.
-Jestem u Oli- skłamałem. W sumie to nie skłamałem, tylko nie powiedziałem całej prawdy, ale nie chciałem lub bardziej nie mogłem. Nie mogłem ze względu na Olę. Gdybym im powiedział, od razu by się tu zjawili, a to by tylko dołożyło zmartwień mojej Oleńce, a nie mogłem na to teraz pozowlić.
-A kiedy masz zamiar wrócić?- zastanawiało mnie jedno w słowach mamy. Nie mówiła w liczbie mnogiej, tylko pojedynczej.
-Nie wiem, kiedy wrócimy- powiedziałem z naciskiem na ostatnie słowo, żeby mama zrozumiała o co mi chodzi.
-No to kiedy wrócicie?- zapytała, odczytując dobrze moją wskazówkę.
-Nie mam pojęcia, ale na razie nie mamy ochoty wracać. Może jak wy już pojedziecie do domu- powiedziałem i się rozłączyłem. Nie miałem ochoty widzieć się wtedy z rodzicami. Nie chodziło już o to, że się pokłóciliśmy przy kolacji, tylko bardziej o kwestię mojego ojca i mamy Oli oraz Magdy- naszej siostry. Nigdy nie przypuszczałem, że ja i moja narzeczona będziemy mieli tą samą siostrę. Spojrzałem na ukochaną i wszedłem z powrotem do sali.
-Z kim rozmawiałeś?- zapytała, gdy tylko obok niej usiadłem.
-Z mamą. Pytała się gdzie jesteśmy i kiedy będziemy- Ola spojrzała na mnie i od razu wyczułem co chce mi powiedzieć. Wyprzedziłem ją.
-Nie powiedziałem nic o tym, że jesteśmy w szpitalu, więc się nie martw.
-Masz szczęście. Jacek, mógłbyś mi przynieść wodę. Pić mi się bardzo chce- oczywiście zgodziłem się. Po chwili wróciłem z plastikowym kubeczkiem z wodą. Ola wypiła duszkiem wodę, po czym podała mi kubek i się położyła.
-Powiedz, dlaczego ja ciągle mam pecha?- spojrzała na mnie swoimi niebieskimi oczami.
~Ola~
Mogę się założyć, że nikogo nie spotkało tyle przykrości co mnie. Najpierw choroba mojej mamy, w wyniku której zmarła. Potem przez to wszystko popadłam w różne nałogi. Tak, nałogi. Pierwszego papierosa zapaliłam w wieku 12 lat. Następnie problemy z alkoholem i narkotykami. Cięłam się. To był dziwny czas, ale całe szczęście wszystko krótko trwało, bo się opamiętałam, po tym jak jeden ze znajomych zmarł w wyniku przedawkowania. Jeden ze znajomych? Nie, to był mój chłopak. To dlatego z tym wszystkim skończyłam. Nie chciałam skończyć tak jak on. Z resztą pamiętam jego ostatnie słowa. Skończ z tym kochanie, jeśli nie chcesz skończyć tak jak ja. W sumie dlatego się opamiętałam, a kilka lat później poszłam na studia, a potem do szkoły policyjnej. Nie obyło się bez terapii po tym wszystkim. Ale oprócz ojca nikt o tym nie wie. W między czasie zdażyło się też wiele innych sytuacji, które mi utkwią na zawsze w głowie, takie jak chłopak-stalker, to jak wylądowałam w szpitalu przez nierozwagę mojego brata (wtedy jeszcze kolegi), czy choćby to, jak mój ojciec walczył o życie i to przeze mnie, bo ja zamiast z nim zostać, wróciłam z koleżanką do radiowozu. No i jeszcze porwanie, a teraz na dodatek światło dzienne ujrzały różne tajemnice rodzinne. A i zapomniałam o poronieniu i operacji, która mnie czeka i istnieje szansa, że nigdy nie zostanę matką, chociaż lekarz mówi co innego.
Jacek złapał mnie za dłoń
-Ola, przecież doskonale wiesz, że takie coś spotkało o wiele więcej ludzi, niż tylko ciebie- powiedział do mnie, nieświadomy trochę tego, co się ze mną działo.
-Tak, ale to nie ty ćpałeś, ani nie piłeś, ani się nie ciąłeś- wyrzuciłam to z siebie w jednej chwili. Widziałam jego zaskoczenie, nigdy o tym nie wspominałam. Wolałam to zachować dla siebie, bo bałam się utraty pracy, a może po prostu wolałam zapomnieć. Teraz jednak on się o tym dowiedział, w sumie może to i dobrze. Przynajmniej nie będę musiała ukrywać prawdy przed nim.
-O...O....Ola, ty to naprawdę robiłaś?- zapytał z zakłopotaniem. W sumie to mu się nie dziwiłam. Nie każdy dowiaduje się, że jego dziewczyna była ćpunką w przeszłości. W sumie to bym się nie zdziwiła, gdyby wyszedł teraz bez słowa, ale on tego nie zrobił. Zbliżył się do mnie jeszcze bardziej i nawet nie zapytał o powód. Byłam mu za to bardzo wdzięczna. Szepnęłam mu do ucha tylko "Dziękuję".
~
~Jacek~
1,5 tygodnia później
Operacja powiodła się bez jakich kolwiek powikłań i za pół roku będziemy mogli się starać o dziecko. Dwa dni temu odebrałem Olę ze szpitala. Ojciec Oli, moi rodzice i Magda dowiedzieli się o naszym odkryciu i przyznali mi rację, dlaczego nie chcieli, żebym spotykał się z Olą, ale jednak zaakceptowali ten związek. Nie powiedzieliśmy im jednak o tym, że poroniła, bo moja ukochana się jeszcze nie osowoiła z tą myślą. W ogóle zauważyłem, że jest jakaś inna. Mało się odzywa, odpowiada tylko półsłówkami. Zaproponowałem jej również wizytę u psychologa, ale powiedziała tylko, że nie będzie się zwierzać obcym ludziom, więc nawet jej nie namawiałem, bo bałem się, że się zezłości, a zależało mi, żebyśmy jak najszybciej mogli postarać się o dziecko.
Siedziałem w kuchni, jadłem śniadanie i słuchałem radia. Ola jeszcze spała, a ja musiałem niestety iść do pracy. Niestety zastępca ojca Oli nie miał serca i całej komendzie go brakowało. Gdy już kończyłem, moja narzeczona weszła do kuchni. Stanęła przy blacie i nalała sobie soku.
~Ola~
Stałam w kuchni i piłam sok. Jacek jak tylko skończył jeść śniadanie, wstał i objął mnie od tyłu. Ja jednak nie miałam ochoty na żadne pieszczoty i się wyswobodziłam z jego objęcia.
-Idź już do pracy, bo się spóźnisz- powiedziałam i popatrzyłam przez okno, jednak szybko się odwróciłam, bo zauważyłam jak rodzice prowadzą swoje dzieci do szkoły. Wiem, że miałam jeszcze szanse na zostanie matką, ale się bałam. Zwyczajnie się bałam, że znowu poronię i znowu będę musiała przechodzić przez to samo.
-Kochanie, wychodzę- usłyszałam z przedpokoju. Wyszłam do Jacka, żeby go pocałować. Gdy wyszedł, poszłam do salonu. Włączyłam telewizor, ale nie bylo nic ciekawego, więc go wyłączyłam i zamiast tego włączyłam laptopa. Sama nie wiedziałam po co. Zalogowałam się na Facebooka. Miałam kilka powiadomień, nowych zaproszeń i wiadomości, ale nie miałam do tego głowy. Zaczęłam przeglądać posty, ale nie mogłam. Za dużo znajomych dodawało zdjęcia z dziećmi. Oni byli szczęśliwi, a ja opłakiwałam stratę mojego dzidziusia. Już miałam się wylogować, ale zauważyłam, że dostępna jest Zuza. Moja stara znajoma, którą ostatni raz rozmawiałam na pogrzebie Kuby. W sumie to miałam ochotę z nią odnowić kontakt, ale nie dlatego, że mi jej brakowało. Miałam po prostu intetes. Napisałam "Hej", ale nie wysłałam. Enter nacisnęłam po chwili zawahania. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.
Zuza: Hej Ola, co u ciebie słychać?
Ola: Ok, mam do ciebie prośbę. Czy mogłybyśmy się spotkać?
Z: A myślałam, że się stęskniłaś
Ta ironia, brakowało mi trochę tego.
O: Nawet nie wiesz jak, ale potrzebuję twojej pomocy. Przyszłabyś dzisiaj do mnie?
Z: Nie ma problemu. Będę za dwie godziny.
Wysłałam jej adres, po czym się wylogowałam. Ogarnęłam się, nie zjadłam śniadania i pojechałam na szybkie zakupy. Wróciłam po godzinie przez korki, ale miałam jeszcze czas na rozpakowanie siatek oraz posprzątanie. W końcu usłyszałam pukanie. Otworzyłam drzwi
-Hej- powiedziała Zuza.
-Hej, wejdź- zaprosiłam ją do środka. Ściągnęła buty i weszłyśmy do środka.
-Fajnie tu masz. Mieszkasz sama, czy z kimś?
-Z narzeczonym.
-A czemu w ogóle zaproponowałaś spotkanie u siebie?
-Bo tak- nie chciałam ciągnąć tematu i ona to zauważyła, bo zapytała po chwili.
-To co się stało, że sobie o mnie przypomniałaś Aleks- nie wierzę, ona naprawdę powiedziała do mnie Aleks. Od czasu kiedy zmarł Kuba, nie nawidziłam tego zdrobnienia, ale przeszłam do konkretów.
*****************************************
No i jak się podoba pierwsze opowiadanie w narracji 1-osobowej? Mam tak dalej pisać, czy powrócić do 3-osobowego?
A co do treści, to po co Ola spotkała się z Zuzą?
sobota, 14 listopada 2015
24.1
Wrocław, 21 X 1986
Droga Joanno
Piszę do ciebie, ponieważ u nas się dużo zmieniło. Nasza córeczka spodziewa się braciszka. Prawdopodobnie w maju. Musimy się kiedyś spotkać, jak już Bogusia urodzi. A u Was co słychać? Powiedziałaś w końcu Wojtkowi o Magdzie, czy dalej nie wie, że to Twoja córka? Ja nie będę zabiegał o to, aby się dowiedział, ale wydaje mi się, że musi się kiedyś o tym dowiedzieć. A pro po Madzi, ma się bardzo dobrze, rośnie jak na drożdżach. Wysyłam Ci dodatkowo zdjęcie.
Pozdrawiam,
Bogdan Nowak
Ola przeczytała to i nie mogła uwierzyć. Tak samo, jak jej narzeczony. Bogdan Nowak, to przecież ojciec Jacka. To było dla całej trójki szokiem.
-Czyli to były kwiaty od Magdy- powiedział Jacek.
-Najwyraźniej i to dlatego twój ojciec tak zareagował na ciążę. On był z moją matką- Ola przeczesała włosy palcami.
-Czyli, że mamy jeszcze siostrę?- zapytał zmieszany Krzysiek.
-Tak i to w dodatku w trójkę tą samą- potwierdził Jacek- Tylko ciekawe jak Magda się o tym dowiedziała.
-Nie wiem, ale myślę, że powinniśmy z nią porozmawiać, ale nie dzisiaj, bo naprawdę nie mam już na to wszystko siły- powiedziała Ola i zaczęła wszystko chować. Mężczyźni zaczęli jej pomagać. Po piętnastu minutach wszystko leżało na miejscu, poza listem i zdjęciem, które postanowiła zabrać ze sobą. Potem zeszli na dół. W kuchni pachniało obiadem. Krzysiek z Jackiem postanowili, że pójdą do salonu, a ona do kuchni, żeby pogadać z ciocią. Usiadła na krześle przy stole.
-Ciocia, możesz mi powiedzieć, co wiesz o Magdzie?- zapytała Ola prosto z mostu. Jej ciocia odłożyła nóż i odwróciła się w jej stronę. Kobietę zamurowało to pytanie.
-Czy mama zdradzała tatę?- zadała kolejne pytanie nie uzyskując odpowiedzi na poprzednie.
-Nie, mama by nigdy czegoś takiego nie zrobiła twojemu tacie- powiedziała, siadając przy stole, na przeciwko siostrzenicy- Mama urodziła Magdę w wieku szesnastu lat. Twojego taty jeszcze nie znała, więc nie mogła go zdradzić. Zaszła w ciążę przez wpadkę z o pięć lat starszym mężczyzną, który miał już żonę. Jako młoda matka, nie była w stanie jej wychować, do tego twój dziadek powiedział, że albo odda komuś to dziecko, albo do domu może nie wracać. Postanowili dogadać się z ojcem dziecka, że to on wychowa dziecko razem z żoną. No jego żona nie była zadowolona, ale się zgodziła i postanowili, że nikt się o tym nie dowie.
Ola siedziała i słuchała z niedowierzaniem. Chociaż ta historia brzmiała o wiele lepiej niż z tym, że oddali Krzyśka do adopcji. Mama ojca nie zdradziła, a dziecko wychowało się przy ojcu. Czuła jednak żal do rodziny, za tyle tajemnic.
-Ciociu, powiedz mi, że to są jedyne tajemnice, które były przede mną ukryte- powiedziała zawiedziona.
-Nie wiem, czy to wszystkie, ale jeśli nie, to sama musisz odkryć prawdę- powiedziała ciocia Oli i wróciła do czynności, która została jej przerwana. Ola siedziała jeszcze chwile, a potem poszła do brata i narzeczonego, którzy rozmawiali żywo o czymś z wujkiem. Siadła na sofie obok kuzynki, która wpatrywała się w telewizor, którego i tak nie było słychać, bo był zagłuszony rozmowami męskiej części grona. Gosia zauważyła, że jej kuzynka jest nie w humorze, dlatego postanowiła jej poprawić humor i zaczęła ją łaskotać. Gdy były nastolatkami, często nawzajem poprawiały sobie tym sposobem humor, jednak Oli to jakoś nie ruszyło, dlatego przestała.
-Powiedz mi, co byś ty zrobiła, gdybyś po latach dowiedziała się, że nie jesteś jedynaczką i masz dwójkę rodzeństwa?- zapytała kuzynki.
-Na pewno bym nie smutała, bo to nie jest powód do smutku, tylko do radości.
-Tak, bo uwierzę- powiedziała zamyślona- To, że nie powiedział mi o Magdzie to zniosę, bo pewnie sam nie miał pojęcia, ale o Krzyśku? Przecież doskonale wiedział o jego istnieniu. Do tego pracowaliśmy razem.
-Może jemu samemu było trudno. Ola, musisz go zrozumieć. Wiesz co? Mam pomysł. Chodźmy nad staw i pogadamy tam na spokojnie- zaproponowała, ale Ola nie miała jakoś ochoty. Po chwili poczuła silny ból, że aż krzyknęła. Jacek się zjawił w jednej chwili przy niej. Ola zwijała się z bólu. Nikt nie wiedział, co robić. Jacek szybko zadzwonił po karetkę, za to karetce dojazd zajął całą wieczność. Po piętnastu minutach załoga karetki zjawiła się w domu cioci Oli i zabrali ją do szpitala. Jacek niestety nie mógł jechać z nimi, dlatego on i Krzysiek zabrali wszystkie rzeczy Oli i udali się samochodem do szpitala. Byli tam po dwudziestu minutach. Weszli i od razu zapytali się o Olę. Pielęgniarka wskazała im oddział ginekologiczny, na który mężczyźni pobiegli. Gdy znaleźli salę, gdzie leżała Ola, był u niej lekarz. Kobieta leżała ze łzami w oczach. Gdy tylko doktor od niej odszedł, Jacek zjawił się przy niej.
-Co się stało Oleńko?- zapytał. Ola tak płakała, że nie była w stanie powiedzieć ani jednego słowa- No już, nie płacz. Wszystko będzie dobrze.
Aleksandrze było jednak trudno się uspokoić. To co usłyszała od lekarza przybiło ją totalnie.
-Ja...Ja...Jacek- wyjąkała- Powiedz mi, że to sen- powiedziała wtulona w narzeczonego.
-Ciii, uspokój się Oleńka. Nie płacz skarbie- dalej próbował ją uspokoić. Krzysiek stał przed drzwiami, ale widząc stan siostry, postanowił wejść.
-Co się stało?
-Ola nie jest nic w stanie powiedzieć- zwrócił się do przyszłego szwagra. Po chwili wrócił lekarz.
-Kim są panowie, dla pani Oli?
-Ja jestem narzeczonym, a to brat- powiedział Jacek.
-No to poproszę narzeczonego w takim razie- powiedział i wyszli, a przy Oli został brat.
Na korytarzu
-Proszę pana, wydaje mi się, że pańska narzeczona będzie potrzebowała psychologa- zwrócił się do Jacka lekarz.
-Ale dlaczego?- zapytał zdezorientowany.
-Niech pan zobaczy, w jakim ona jest stanie- pokazał na przytulające się rodzeństwo.
-A mogę w ogóle wiedzieć, co się stało?- zapytał Jacek, który nic nie wiedział, bo Ola nie była w stanie nic powiedzieć.
-Bo chodzi o to, że...
1)No i o co może chodzić?
2)Co sądzicie o odkryciu Oli, Jacka i Krzyśka?
3)Czy Ola wybaczy swojej rodzinie te tajemnice?
sobota, 7 listopada 2015
23.1
-Tylko proszę, żebyście nie przerywali mi. Wy jesteście bliźniakami. Mieliśmy wtedy trudną sytuację w domu. Zdecydowaliśmy z mamą, że lepiej będzie jak jedno z was oddamy do adopcji. Padło na Krzyśka. Razem z małżeństwem, które adoptowało Krzyśka ustaliliśmy, że nigdy się o tym nie dowiecie. Oni sześć lat później zginęli w wypadku samochodowym i Krzysiek trafił do domu dziecka. Dowiedzieliśmy się o tym trzy lata później. Chcieliśmy go nawet wziąć z domu dziecka, ale mama zachorowała i musieliśmy zrezygnować. Wiedziałem jaki ciężar na siebie biorę, gdy zaczynał pracę na naszej komendzie. Z dnia na dzień musiałem się zmagać z wyrzutami sumienia. Każda rozmowa z Krzyśkiem, każda odprawa to dla mnie był koszmar. Nie raz płakałem w swoim gabinecie. Krzysiek ze dwa tygodnie się o tym dowiedział. Przyszedł do mnie porozmawiać. Postanowiliśmy, że jak będziemy gotowi, to ci powiemy. A teraz możesz mi powiedzieć, jak się domyśliłaś?- Wysocki miał łzy w oczach po tym monologu. Skrzywdził własne dziecko, właściwie dzieci, bo Oli tym sposobem odebrał brata, a Krzyśkowi normalny dom, ale chcieli jak najlepiej dla nich obojga.
-Przepraszam, to nie na moje nerwy- powiedziała Ola i z płaczem wybiegła z mieszkania. Udała się nad Odrę, gdzie uwielbiała przesiadywać jako nastolatka. Musiała to wszystko sobie przemyśleć na spokojnie. Z jednej strony rozumiała rodziców. Trudna sytuacja, jeszcze ta choroba mamy. Ale żeby oddać własnego syna. Ona nigdy by się nie posunęła do czegoś takiego. Nie rozumiała tylko tego, dlaczego jej o tym nie powiedzieli wcześniej, tylko dowiaduje się teraz. Gdy tak siedziała, usłyszała jakiś szelest. Przestraszyła się trochę, ale po chwili ujrzała młodego, brodatego bruneta.
-Cześć Ola- powiedział mężczyzna.
-Krzysiek, co ty tutaj robisz?- zapytała Ola, widząc brata.
-Ojciec zadzwonił do mnie, żebym z tobą pogadał. Powiedział, że mogę cię tu znaleźć- odpowiedział, siadając na trawie obok Oli.
-Niepotrzebnie- rzekła Ola i odwróciła głowę w drugą stronę, żeby na niego nie patrzeć.
-Ola, możesz być zła na ojca, ale ja ci nic nie zrobiłem- odparł Krzysiek, widząc zachowanie siostry.
-Jak się dowiedziałeś?- zapytała Ola, dalej nie patrząc na mężczyznę.
-Pojechałem po dokumenty do urzędu. Potrzebowałem do paszportu. Gdy urzędniczka dała mi akt urodzenia, zdębiałem, jak zobaczyłem nazwisko. Udałem się do twojego, to znaczy naszego ojca z tym i na spokojnie z nim porozmawiałem. Ja nie mam mu tego za złe.
-Ale to nie chodzi o to, że cię oddali. Owszem, mogli to załatwić inaczej, ale zataili przede mną prawdę.
-No może masz rację, a ty jak się dowiedziałaś?
-Wczoraj, po akcji w mieszkaniu Jacka, poszliśmy do mnie. Tam uwagę Jacka zwróciła połówka zdjęcia z moich chrzcin. Powiedział mi, że jak był u ciebie, to też widział jakąś połówkę zdjęcia. Jeszcze jak dzisiaj pojechaliśmy z Jackiem na grób mamy, to leżały kwiatki z karteczką, na której było nspisane dla mamy- wtedy Krzysiek spojrzał na Olę z przymróżonymi oczami.
-Jakie kwiaty?- zapytał zaskoczony.
-Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że te kwiaty nie są od ciebie.
-Stawiałem znicz, ale nie kładłem żadnych kwiatów.
-Żartujesz sobie teraz ze mnie- powiedziała Ola, ale Krzysiek nie wyglądał na takiego co by żartował i kobieta spoważniała- One naprawdę nie są od ciebie?
-Naprawdę. Ja myślałem, że one są od ciebie, ale skoro nie ode mnie, ani nie od ciebie, to od kogo?
-Nie mam pojęcia, ale wiem jedno. Muszę się dowiedzieć tego i nawet wiem jak- powiedziała zdeterminowana Ola i się podniosła z trawnika i otrzepała spodnie.
-Jak?- zapytał zaskoczony Zapała.
-Z ojcem nie mam zamiaru rozmawiać, bo czuję się oszukana przez niego, ale możemy jechać do mojej cioci, która mieszka w domu po dziadkach. Tam na pewno są jakieś rzeczy mamy.
-Myślisz, że to dobry pomysł?
-Jak najbardziej. Jedziesz ze mną? Poznasz przy okazji ciotkę Dorotę. Siostrę naszej mamy- zaproponowała.
-W sumie możemy jechać- zgodził się.
-A moglibyśmy jechać twoim samochodem? Ja po swój musiałabym jechać do domu, a jakoś nie mam ochoty spotykać się z rodzicami Jacka.
-Nie ma problemu- Krzysiek uśmiechnął się i przytulił swoją siostrę. Poszli w stronę parkingu. W międzyczasie Ola zadzwoniła do Jacka i opowiedziała mu o wszystkim z grubsza. Umówili się przy samochodzie Krzyśka, bo Jacek również chciał jechać. Gdy dotarli na parking, Jacek już tam na nich czekał. Wsiedli do auta i ruszyli. Samochód prowadziła Ola, bo ona znała drogę najlepiej. W trakcie podróży rodzeństwo wyjaśniło wszystko Jackowi jeszcze raz, na spokojnie. Po pół godzinie byli na miejscu. Olę przywitała uśmiechnięta ciocia Dorota oraz jej kuzynka.
-Cześć Ola- powiedziała ciocia, przytulając ją- Co cię tu sprowadza?
-Ciociu poznaj mojego narzeczonego Jacka- wskazała na blondyna- A to jest Krzysiek- powiedziała, wskazując na bruneta- To jest mój brat.
Kobietę zamurowało. Nie myślała, że jeszcze zobaczy syna swojej siostry.
-Krzysiek? To naprawdę ty- rzekła z niedowierzaniem i go przytuliła.
-Wejdźcie do środka- zaprosiła ich Dorota- Kawy, herbaty?
-Ja dziękuję. Czy moglibyśmy poszperać w rzeczach mamy?
-A to dlaczego?- ciocia posterunkowej zaczęła się jej dziwnie przyglądać.
-No proszę- Ola spojrzała na ciocię tymi samymi słodkimi oczami, gdy przyjeżdżała i chciały o coś ubłagać.
-No dobra, ale posprzątajcie po sobie.
Ola pocałowała ciocię w policzek i w trójkę poszli na strych. Wszysytko było tam poukładane, posprzątane, nie było żadnych pajęczyn, zero kurzu. Widać było, że jej ciocia dba o porządek.
-To czego szukamy?- zapytał Jacek.
-Weźmy wszystkie pudła z napisem Joasia i szukajmy jakichś zdjęć, listów, może pamiętniki.
-Ola, ty nigdy tego nie przeglądałaś?- zapytał zaciekawiony Krzysiek.
-Po śmierci mamy jakoś nie chętnie wracam do przeszłości. Za każdym razem, gdy przychodziłam, wybiegałam z płaczem. Nie byłam w stanie, ale w sumie teraz jak sprawy się tak mają, to powstrzymam się jakoś.
Jacek z Krzyśkiem po mału ściągnęli kartony mamy Oli, usiedli w trójkę na ziemi i zaczęli przeglądać. Było tam mnóstwo zdjęć jak jej mama była młoda. Jakieś zapiski, pamiętniki, ale w nich nie było nic, co mówiłoby, że mają jakieś rodzeństwo. W końcu Jacek trafił na jakiś list, a do niego było dołączone zdjęcie. Jacek zaczął studiować tekst, po czym podał go Oli. Ola przeczytała go najpierw po cichu, a potem na głos.
No i rozdział skończony. Jak myślicie, co będzie napisane w liście? Jaka tajemnica została skryta przed Olą? Czy to są jedyne tajemnice, czy jeszcze zostało coś przed nią zatajone?
wtorek, 3 listopada 2015
Komentarz do 117 odcinka
Wzięło mnie na refleksje po wczorajszym odcinku, więc tak.
Polubiłam paring JacOla i to bardzo, ale z drugiej strony wiedziałam, że to się tak skończy. Ola z początku czuła coś do Jacka, ale w późniejszych odcinkach widać było, że nic do niego nie czuje i to tylko chwilowy związek. Ola od pierwszej serii czuła coś do Mikołaja, ale tłumaczyła sobie tym, że to tylko przyjaciel. W drugiej serii robiła wszystko, żeby być przy nim i nawet pokłóciła się o to z Emilią, a nawet śmiała twierdzić, że Emilia chce mu wskoczyć do łóżka. W trzeciej serii na jakiś czas jej serce zdobył Jacek, ale ich miłość była letnią miłością, taką na chwilę. "Wrzesień i październik- miesiące zwątpienia" dosłownie. Ola przez te miesiące miała mnóstwo wątpliwości co do związku z Jackiem. Postanowiła jednak zakończyć ten związek. Musi czuć coś do Mikołaja w takim razie i nie będę temu jakoś przeciwna, ale i tak wolę paring JacOla.
No i jeszcze kwestia samopoczucia Oli. Mdłości, różne humorki, zimno jej, różne zachcianki, typu brazylijka. Mam nadzieję, że będzie w ciąży, bo wtedy będą większe szanse dla JacOli. No chyba że Olce, a raczej scenarzystą się coś ubzdura, że Ola będzie sama wychowywać dziecko. No cóż, trzeba czekać.
A tym czasem ja i moje dwie przyjaciółki zapraszamy do lajkowania strony na fb https://m.facebook.com/Domagamy-si%C4%99-by-Ola-Wysocka-i-Jacek-Nowak-byli-razem-983144481745341/
Przekonajmy scenarzystów, żeby Ola i Jacek byli znowu razem. Zapraszajcie również znajomych do lajkowania. Im nas więcej, tym lepiej.