wtorek, 21 marca 2017

III.16

Dziewczyna skakała z radości, a widząc w drzwiach Olę, rzuciła się na nią.
-Co się stało?- zapytała Gosia.
-Ania się obudziła- krzyknęła z radości, mocno ściskając Olę.
-Zaraz mnie udusisz- stwierdziła kobieta.
-Sorki Ola, ale nawet nie wiesz jak ja się cieszę.
-Domyślam się. Chodź, skończymy szybko obiad i jedziemy do szpitala.
Pół godziny później były już na miejscu. Dominika od razu pobiegła na oddział, na którym znajdowała się jej siostra. Ola i Gosia postanowiły się nie śpieszyć. Chciały dać dziewczynie czas, żeby mogła się na cieszyć swoją siostrą. Wolnym krokiem dotarły na oddział i szły korytarzem, rozglądając się. W końcu dostrzegły sale, gdzie leżała córka Białacha. Stanęły obok i przez szybę przyglądały się szczęściu rodziny. Po chwili wyszła do nich Kamila.
-Ola, czemu nie wejdziesz? Chodź
-Nie chcę przeszkadzać.
-Idź, ja pójdę się przewietrzyć- Gosia pchnęła swoją ciocię w stronę sali.
-No dobra- Ola weszła do pomieszczenia, a dziewczyna poszła na dwór.
-Ania, ja ciebie tak kocham- powiedziała Dominika. Nie odrywała się od swojej siostry.
-Hej Ania- odezwała się Ola.
-Cześć- odpowiedziała słabym, zachrypniętym głosem- Dominika, boli.
-Przepraszam- dziewczyna odsunęła się od Ani i posłała jej ciepły uśmiech.
-Siostra, wiesz jak ja się martwiłam? Nie rób nam więcej takich numerów.
-Dominika, mama, kocham was- odezwała się Ania.
W czasie, kiedy Ola była z rodziną swojego przyjaciela, Gosia spacerowała po parku, znajdującym się przy szpitalu. Nagle zauważyła, że jakichś dwóch napakowanych gości, okłada trzeciego. Nie co słabszego, ale za to bardzo przystojnego. Gosia miała podejść, ale bała się o dziecko. Schowała się więc za drzewem i dopiero, gdy poszli sobie, udała się na miejsce bójki. Zobaczyła chłopaka, który był bity.
-Hej, wszystko w porządku?- zapytała. Chłopak po mału podniósł się z ziemi.
-Będę żył- odparł i przetarł nos, z którego leciała mu krew.
-Lekarz powinien to obejrzeć- stwierdziła dziewczyna- Chodź może do szpitala. Dasz radę iść?
-Nie potrzebuję lekarza- powiedział pewnym głosem, ale nagle zakręciło mu się w głowę i oparł się o Gosię.
-O nie, idziesz do szpitala.
-Ale ja nie chce mieć problemów. Zostaw mnie lepiej- prawie krzyknął. Gosia odeszła zawiedziona. Po przejściu kilku metrów, obróciła się jeszcze i wtedy zobaczyła, że chłopak leży na ziemi. Pobiegła po ratowników i po chwili wrócili z noszami. Zabrali go do szpitala. Dziewczyna udała się razem z nimi. Gosia postanowiła poczekać aż wykonają wszystkie badania. 
-Co z nim?- nastolatka się poderwała, gdy wyszedł lekarz.
-A pani jest kimś z rodziny, czy kimś bliskim?
-Nie, ale to ja znalazłam tego chłopaka w tym parku.
-No to zapraszam ze mną- lekarz skierował się w stronę sali, gdzie leżał chłopak- Muszę ci powiedzieć moja droga, że uratowałaś mu życie.
-Nie mogłam się inaczej zachować- odparła i weszli do sali. Na łóżku leżał już przytomny blondyn. Spojrzał się na nich swoimi błękitnymi oczami.
-Uratowałaś mi życie- odparł słabym jeszcze głosem. Siedemnastolatka się uśmiechnęła
-Gosia jestem- przedstawiła się.
-Eryk, miło mi.
-Gośka, tu jesteś- do sali Eryka wpadła nagle Aleksandra- Szukałam cię wszędzie.
-Przepraszam ciocia.
-Nic się nie stało, ale włącz sobie telefon. Idziemy do domu?- zapytała Ola.
-Jasne- Gosia się podniosła. 
-Ej- Eryk złapał nową koleżankę za rękę- Przyjdziesz jutro do mnie?
-Pomyślę, a teraz lecę do domu. Cześć- Ola razem z córką swojej kuzynki opuściły szpital i udały się do mieszkania Wysockiej. Gdy wchodziły do klatki, zauważyły na schodach mężczyznę. Blondyna, którego Ola dobrze znała. Miał przy sobie torbę podróżna.
-A co ty tutaj robisz?- spytała zaskoczona Ola.
-Cześć Ola. Jest sprawa.
-No dajesz szwagier.
-Mogę u ciebie przenocować kilka nocy?
-A co się stało?
-No bo mieszkanie mi sąsiad zalał, a do matki nie chcę jechać, bo się pokłóciliśmy ostatnio- odparł mężczyzna.
-Tylko, że u mnie to nie ma gdzie spać ci powiem. Co prawda Dominika jest w szpitalu, ale jest jeszcze Gosia i ona zajmuje sofę w salonie. Nie wiem jak ty to sobie wyobrażasz.
-No a Gosia nie może spać z tobą? Masz duże łóżko.
-Chodź, pomyśimy coś.
Cała trójka weszła do mieszkania pani sierżant. Siedli na sofie. Ola głośno westchnęła.
-No i co ja mam zrobić?- zapytała, patrząc to na Gosię, to na Mieszka. Oni tylko wzruszyli ramionami- Dobra. Ty Gosia śpisz ze mną, a Mieszko na sofie.
-Spoko.
-Mi tam pasi taki układ.
-No to jesteśmy dogadani, ale Mieszko szykuje kolacje- powiedziała Ola.
-Ale- Mieszko chciał już zaprzeczyć, ale wiedział, że nie ma szans- Naleśniki mogą być?
-Oczywiście- odparły Ola i Gosia. One włączyły telewizor, a Mieszko poszedł do kuchni. Nagle znowu zadzwonił dzwonek. Mieszko zaoferował się, że otworzy drzwi. Przekręcił klucz, nacisnął klamkę i ujrzał...

CDN.
Wiem, że długo czekaliście na rozdział, ale nauczyciele nie mają w ogóle litości. Jeszcze miałam konkurs z historii i trzeba było się mocno do niego przyłożyć. Na święta na pewno napiszę jakąś miniaturkę.
Pozdrawiam was serdecznie





niedziela, 5 marca 2017

III.15

Tydzień później
Jacek stał, przytulając swoją mamę i syna. Byli właśnie po pogrzebie jego ojca. Jacek dalej był w szoku, po tym, co się stało, jednak starał się być silny dla mamy i Dawida. Ola stała z boku, przyglądając się zrozpłaczonej rodzinie ze współczuciem. W końcu sama wiedziała, jak to jest stracić bliską osobę. Po jakimś czasie odważyła się dopiero podejść do Nowaków.
-Jacek, tak mi przykro.
-Wciąż nie wierzę, że to przez Agatę. Równie dobrze to Dawid mógł być.
-Ale nie był.
-I tak jeszcze wciąż nie wiadomo, co z Anią. Jak rozmawiałem z Mikołajem ostatnio, to mówił, że dalej jest w śpiączce. A moi rodzice chcieli tylko zabrać dzieciaki, żeby sobie pozwiedzały- westchnął Jacek- Ola, mogłabyś zabrać Dawida ze sobą? Ja potem po niego przyjadę.
-No pewnie. Chodź młody- Ola złapała chłopca za rękę i opuścili cmentarz. Udali się do mieszkania Oli, gdzie były Gosia i Dominika. Dziewczyny siedziały i oglądały film. Dawid od razu podleciał do Dominiki i się w nią wtulił.
-Moja mama dzwoniła. Chciała z tobą gadać- odparła córka kuzynki Oli.
-Ale ja nie mam zamiaru gadać z nią- powiedziała stanowczo Ola.
-Tylko ci mówię. Przecież wiem jak jest. W ogóle i tak mnie nadal dziwi fakt, że pozwoliła mi u ciebie zamieszkać- stwierdziła Gosia.
-No tak, to jest dziwne, ale ja nie wnikam- Ola tylko wzruszyła ramionami i spojrzała na Dominikę i Dawida- Ej, a ty gadałaś z rodzicami?
-Tak. Już dzisiaj mają przetransportować helikopterem Anię do Wrocławia. Na wieczór ma być, a tata pojutrze wychodzi ze szpitala. Jego kuzyn dzisiaj już pojechał do Choszczna.
-No to same wspaniałe wiadomości- Ola posłała Dominice uśmiech.
-Czy ja wiem? I tak dalej nie wiadomo, czy Ania kiedykolwiek się obudzi?
-Obudzi, obudzi. Twoi rodzice nigdy się nie poddają, ty się nie poddajesz, to czemu Ania miałaby się poddać?
-No tak, a w ogóle jak tam wujek Jacek się trzyma?
-Tata jest cały czas smutny- odezwał się malec. Ola już miała coś powiedzieć, ale zaczął dzwonić telefon Gosi. To była Tamara, jej mama. Dziewczyna odebrała niechętnie. Po krótkiej rozmowie rozłączyła się i wybiegła z płaczem z pokoju. Ola pobiegła za dziewczyną, znalazła ją w innym pokoju, leżała na łóżku i płakała.
- Gosia co się stało? - Spytała delikatnym głosem.
- Matka znowu zaczęła mnie wyzywać od dziwek.- Wychlipała dziewczyna.
- Nie płacz wiesz, że pomogę Ci i zawsze możesz na mnie liczyć. - Ola przytulia Gosię.
- Dzięki Ola.
Wtedy do pokoju weszła Dominika.
- Ola idź do Dawida bo pyta o ciebie, ja zostanę z Gosia. - Powiedziała Dominika.
Ola wyszła a Dominika usiadła obok Gosi.
- Wiem, że to trudne, ale jak to było z twoją ciążą i rodzicami? - Spytała Dominika.
-Wpadłam na wycieczce klasowej z chłopakiem. A niedawno ze sobą zerwaliśmy, jak chciał, żebym usunęła. Cała historia.
-Też jestem w ciąży- ręka Dominiki powędrowała na brzuch.
-A co na to ojciec dziecka?
-Jest szczęśliwy, chyba. Zanim urodzę, planujemy też wziąć ślub, a jak się nie uda, to po urodzeniu razem z chrzcinami- dziewczyna się uśmiechnęła- Ale najpierw Ania musi wybudzić się ze śpiączki.
-Domyślam się, a który to tydzień u ciebie?
-Jedenasty, a ty Gosia?
-Siedemnasty już. Za miesiąc będę wiedziała już czy będę miała córeczkę, czy synka.
-A co byś wolała?
-Córkę, a mój ojciec się nastawił na wnuka- odpowiedziała Dominika.
-Dziwisz się mu? Ma sam babiniec w domu- zaśmiała się Gosia. Wiedziała już nieco o swojej nowej koleżance.
-Ma siostrzeńca, wystarczy mu.
-Ale to nie to samo.
-Tak naprawdę, to wszystko jedno, jak dla mnie. Byleby zdrowe było.
-Dziewczyny, jadę odwieź Dawida, jedziecie ze mną?- rozmowę nastolatkom przerwała Ola.
-Jedź sama- powiedziała pewnie Dominika. Wpadła na pewien pomysł i dobrze, że udało jej się pozbyć Oli na jakiś czas.

Godzinę później
Ola zajechała pod rodzinny dom Jacka. Zaparkowała na podjeździe. Gdy tylko wysiadła, na podwórku pojawił się policjant. Ola otworzyła drzwi Dawidowi, a chłopiec wybiegł z auta i przytulił się do ojca. 
-Dziękuję ci- mężczyzna zwrócił się do kobiety, która siedziała na masce samochodu.
-Dajecie radę?
-Jakoś dajemy- odparł Nowak- Może wejdziesz na kawę albo herbatę.
-Nie chcę wam przeszkadzać. Teraz powinieneś zająć się mamą i Dawidem. Poza tym pewnie Dominika będzie chciała jeszcze dzisiaj jechać do szpitala jak Anie przywiozą. Leć do mamy.
-No dobra. Dzięki za przypilnowanie Dawida.
-Spoko, polecam się na przyszłość. Trzymajcie się- Ola przytuliła odruchowo Jacka- Do zobaczenia- dodała jeszcze i odeszła od Nowaka. Wsiadła do auta.
-Kocham cię Ola- wyszeptał Jacek a ona odjechała. Zawołał swojego syna, który bawił się z psem i weszli do domu. Mama Jacka siedziała na sofie ze zdjęciem swojego męża.
-Mamo, może się prześpisz? Wyglądasz na bardzo zmęczoną. Ja tu ogarnę trochę.
-Nie trzeba Jacek, ja sama to zrobię. Muszę się czymś zająć- kobieta wstała z sofy i wzięła do ręki kubek. Ręka jednak jej się tak trzęsła, że go upuściła i się potłuk.
-Mamo, zostaw. Ja się naprawdę zajmę tym. Idź się prześpij.
Kobieta posłuchała się syna i udała się do sypialni. Jacek sprzątnął bałagan. Dawid mu pomógł na tyle, ile mógł i po pół godzinie ojciec z synem siedli na kanapie.
-Tato, a mogę się ciebie o coś zapytać?
-No pewnie.
-A mama już do nas nie wróci?- Jacka zatkało. Pierwszy usłyszał od syna to pytanie. Jakoś wcześniej o tym nie rozmawiali. Jackowi przez natłok spraw nawet nie przyszło do głowy wytłumaczyć dziecku wszystkiego.
-Synku, bo widzisz. Mama zrobiła bardzo złą rzecz. No i teraz dostała musi wykonać karę.
-Będzie w więzieniu?
-Tak, będzie w więzieniu, ale nie we Wrocławiu, tylko w Warszawie, więc nawet jeśli, to nie będziemy jej mogli odwiedzić.
-Aha.

Tym czasem Ola po drobnych zakupac wróciła do domu. Na stole czekał na nią ciepły obiad, który przygotowały Gosia z Dominiką.
-Dziewczyny, ale nie musiałyście, ja bym coś zrobiła- powiedziała Ola, mile zaskoczona.
-No wiemy, ale mieszkamy obie tu u ciebie i jakoś odwdzięczyć się chciałyśmy.
-To miło z waszej strony. To ja idę umyć ręce i możemy siadać.
-Ok. W ogóle Ania jest już z mamą we Wrocławiu. Pojedziemy, jak zjemy?
-No pewnie- krzyknęła Ola z łazienki i po chwili wróciła do kuchni. Kiedy jadły one ten obiad w ciszy, zadzwonił telefon Dominiki. Poderwała się, żeby odebrać. Po paru minutach do kuchni dobiegł krzyk nastolatki. Ola najpierw spojrzała na Gosię, a potem obie się poderwały, żeby sprawdzić, co się dzieje.

***
No hejka.
Skończyłam nareszcie, ale powiem, że masakra. Mam nadzieję, że się podoba.
Ps. Ostatnie opowiadanie pisałam z Małą Malinką, którą serdecznie pozdrawiam i życzę powodzenia na konkursie, który ma jutro. Trzymajmy wszyscy kciuki.

sobota, 25 lutego 2017

III.14

-Udało nam się ustabilizować stan Ani- zwrócił się do mamy dziewczynki. Wszyscy odetchnęli z ulgą- Ale może wejść do niej tylko jedna osoba.
-To my z Olą zaczekamy- odparła Dominika. Kamila weszła do córki, a dziewczyny udały się do Jacka.
Mężczyzna siedział w ciszy ze swoim synem i swoją mamą.Malec usnął na kolanach ojca. Ola poczuła ukucie w sercu. Przecież przez to doniesienie na Agatę być może odbierze Dawidowi matkę. Dominika zauważyła, że cos nie tak.
- Ola co jest? - Dziewczyna spojrzała na kobietę.
- Nic. - Rzekła krótko Ola i podeszła do Jacka i jego syna.
- Przepraszam, że wam przerywam. - Zaczęła mówić dyplomatycznie.
- Jesteś już zmęczony, mały prawie zasypia jedźcie do mieszkania Mai. - Dokończyła na jednym wydechu. Jacek wziął syna na ręce i podszedł do Oli
- Tu masz kluczę. - Wręczyła mu metalowe przedmioty.
- Dzięki, a ty masz gdzie spać?
- Przyjadę do was, ale później.
- Traficie?- zapytała.
-Spokojnie, weźmiemy taksówkę- odparł i Jacek wraz z rodziną opuścił szpital. Ola usiadła na wcześniejsze miejsce Jacka i głośno westchnęła.
-Co ja zrobiłam?- schowała twarz w dłoniach. Dominika siadła obok Oli.
-Zrobiłaś to, co każdy pożądny obywatel zrobiłby na twoim miejscu.
-Wpakowałam siostrę twojego taty do pierdla i to być może na długie lata, a Dawidowi odbiorę mamę- powiedziała.
-Ojciec wiesz jaki ma stosunek do ciotki, a co do Dawida, to może i racja, ale w końcu Jacek ma ciebie- Dominika poklepała przyjaciółkę ojca po plecach o wstała- Ja idę do mamy, a ty może jedź już, prześpij się, bo chyba dosyć długo nie spałaś, co?
-Masz rację- Ola wyjęła telefon z kieszeni i zadzwoniła po taksówkę. Pół godziny później była w domu Mai. Drzwi otworzyła jej mama Jacka. Jacek spał z synem na sofie, a mama mężczyzny w pokoju gościnnym. Oli nie zostało nic innego, jak iść do sypialni swojej koleżanki. Rzuciła się na łóżko i zasnęła w ubraniu.

***
Teraz powinnam się rozkręcić z opowiadaniami, o ile uda mi się szkołę pogodzić z prowadzeniem bloga.

Ps. Wiem, że krótkie, ale w tej chwili nie stać mnie na nic lepszego.

czwartek, 23 lutego 2017

III.13

-Jacek, proszę cię, przestań płakać i chodź do swojej mamy, bo ona teraz tego potrzebuje- powiedziała Ola, schodząc z kamienia. Wyciągnęła rękę w stronę Jacka. Pomogła mu zejść i wrócili do matki i syna mężczyzny. Jacek ze swoją rodzicielską poszedł się pożegnać z ojcem, a Ola została na korytarzu z Dawidem. Jacek po chwili wybiegł z sali z płaczem.
-Co się stało tacie?- zapytał chłopiec. Ola nic nie odpowiedziała. Do Dawida wyszła babcia, a ona poszła szukać Jacka. Znalazła go dopiero w łazience. Siedział oparty o ścianę z żyletką w ręcę.
-Jacek, weź się ogarnij. Jesteś dorosłym mężczyzną. Chcesz się ciąć? Poważnie? Przecież to robią małolaty- kobieta wyrwała koledze ostry przedmiot. Jacek się rozpłakał jak dziecko.
-Ja go Ola kochałem.
-Ja też swoich rodziców kochałam i może po śmierci mamy się cięłam, ale wtedy byłam nastolatką, a teraz jesteśmy dorosłymi ludźmi, więc weź się ogarnij i nie zachowuj się jak pieprzony gówniarz- brunetka prawie krzyknęła na mężczyznę. On nic nie powiedział, tylko wstał z kafelków, przemył twarz zimną wodą i ruszył w stronę bufetu, gdzie przebywała jego matka. Zdziwił się, gdy wszedł do środka i zobaczył swoją żonę, która przytulała płaczącą kobietę. Olę, która szła za nim, również zamurowało. Postanowiła się wycofać. Nie chciała mieć do czynienia z Agatą. Jacek jednak złapał ją za rękę i pociągnął za sobą.
-Agata, co ty tutaj robisz?
-Kochanie, Jacuś, tak mi przykro- żona mężczyzny podeszła do niego i mocno go przytuliła. On się jednak wyrwał z jej objęć.
-Kto ci powiedział, co się stało?
-Mikołaj zadzwonił do mamy, a ja akurat u niej byłam. Nie mogłam nie przyjechać, tym bardziej, że są tutaj moje siostrzenice- powiedziała, głaszcząc go po policzku.
-To są jakieś żarty. Od kiedy cię to tak interesuje?- zapytał zdeorientowany.
-Jacek, naprawdę myślisz, że jestem podłą suką?
-Tak, dokładnie tak myślę, aż zastanawiam się nad tym, jakim cudem ty i Mikołaj jesteście rodzeństwem.
-Jacek, przestań, to przecież twoja żona- do rozmowy wtrąciła się pani Nowak.
-Ciekawe, jak długo jeszcze- mężczyzna wyminął kobiety, zabrał syna i poszedł do parku. Musiał trochę ochłonąć. Aleksandra postanowiła iść i zobaczyć jak się czuję Dominika. Gdy weszła na salę, ujrzała, że dziewczyna stoi przy oknie i wpatruje się w jeden punkt. Kobieta spojrzała w tą stronę i zauważyła, że córka jej przyjaciela przygląda się czarnemu, sportowemu BMW.
-Widzisz to auto?- nastolatka pokazała palcem pojazd.
-Widzę, no i?
-Jakiś facet przywiózł ciocię Agatę tym samochodem. Tego samego mężczyznę widziałam na miejscu wypadku i ktoś tym samym autem po niego przyjechał, ale nie widziałam kierowcy- odparła Dominika. Ola domyśliła się, co chce przez to powiedzieć i domyśliła się też, czego oczekuje od niej dziewczyna.
-Rozumiem, że mam teraz jechać na komisariat i powiedzieć o twoich spostrzeżeniach?
-A mogłabyś?
-Mam kilka koleżanek w policji tutaj. Może z którąś z nich uda mi się skontaktować- kobieta puściła oczko. Dominika się na nią rzuciła i mocno przytuliła. Wtedy w sali zjawiła się matka Dominiki i Ani. Ola ze starszą z sióstr stały jak słup soli.
-Ma ma?- wydukała córka czterdziestolatki.
-Myślałam, że ucieszysz się na mój widok- powiedziała Kamila.
-Jak widać nie sprawiłaś mi radości, zjawiając się tutaj. Później się nie dało?
-Przepraszam, że wam się wtrące, ale chyba nie powinniście się kłócić w szpitalu- weszła im w słowo Ola.
-A ty co tu robisz szmato jedna?
-Przestań obrażać Olę.
-Dominika, lepiej będę jak już pójdę. Załatwię, to co mam załatwić i ci potem zadzwonię- kobieta zostawiła matkę z córkami. Poszła powiedzieć potem tylko Jackowi, że ma coś do załatwienia i opuściła szpital. Zadzwoniła do jednej z koleżanek, pracującej na jednym z warszawskich komisariatów i upewniła się, że jest ona w pracy.
Pół godziny później znajdowała się na komendzie. Dowiedziawszy, się od recepcjonistki, gdzie może znaleźć koleżankę, poszła na spotkanie.
-Olka, jak fajnie cię widzieć- Maja oderwała się od biurka i rzuciła na znajomą.
-Ciebie też Majka, ale muszę cię rozczarować, to nie jest kumpelskie spotkanie. Mam do ciebie interes.
-Siadaj i opowiadaj.
-Słyszałaś o tym ostatnim wypadku dziesięć kilometrów za Warszawą?
-Żebym tylko słyszała. Byłam na miejscu zdarzenia, a co?
-Wydaje mi się, że to było z premedytacją wszystko- powiedziała prosto z mostu Ola.
-Interesuje cię ten wypadek?- zdziwiła się Majka.
-Tak. Kierowcą jednego z aut był ojciec mojego kolegi, który zmarł w szpitalu, a bratanica jego żony leży nieprzytomna w szpitalu.
-A więc tak się sprawy mają. No dobra, co chcesz wiedzieć?
-To znaczy mam informacje, które mogą wnieść coś do sprawy.
-O, no to słucham.
-A więc...- Ola zaczęła opowiadać to, co powiedziała jej Dominika. Maja słuchała uważnie, notujc wszystko, co jakiś czas przerywając jej pytaniami o szczegóły.
-To wiele zmienia. Dobra Olka, biorę swojego partnera i jedziemy do tego szpitala.
-To ja czekam przed komendą- Ola wstała i wyszła przed budynek. Chwilę potem troje policjantów jechało w stronę szpitala. Gdy dotarli, trwała tam głośna awantura z udziałem Jacka, Agaty i Kamili.
-Co się tutaj dzieje?!- partner Mai, Adam, od razu zaczął uspokajać rozwcieczonych ludzi- Która to pani Agata Nowak?
Wszystkie spojrzenia zostały skierowane na żonę Jacka.
-Pojedzie pani z nami. Jest pani podejrzewana o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym- odparła Maja.
-Że co? Ten wypadek to twoja wina?- Jacek chciał się rzucić na swoją żonę, ale Ola go powstrzymała.
-Ty Jacek nic nie rozumiesz.
-Wiesz co? Nic już lepiej nie mów. Zabierzcie ją z moich oczów.
Policjanci wykonali prośbę kolegi po fachu. Jacek nie mógł w to wszystko uwierzyć. Ta cała sytuacja go przerastała.
-Olka, błagam, zabierz mnie stąd.
-Chodź, pojedziemy i wynajmiemy jakiś pokój w hotelu.
-Mam inny pomysł- odezwała się Maja- Ja dzisiaj jadę i tak do mamy, więc trzymajcie- kobieta wręczyła Oli klucz do swojego mieszkania- Wyśle ci zaraz sms-em adres.
-Dziękuję ci Maja.
-Spoko, nie ma za co. Jak przyjadę kiedyś do Wrocka, to ty mnie przenocujesz, a teraz lecę.
-Cześć- odparła Ola.
Postanowiła przejść się do sali Ani. Jednak nie tylko ona miała to w planach, bo Kamila również.
-Ola, zaczekaj- zawołała ją kobieta. Ola była już przygotowana na atak kobiety. Było jednak inaczej.
-Ola, przepraszam cię.
-Ty mnie przepraszasz? Chyba się przesłyszałam.
-Nie przesłyszałaś się. Dotarło do mnie, że Agata prawie zabiła moje córki i wnuka albo wnuczkę, a tak to przynajmniej pójdzie siedzieć i to dzięki tobie.
-Nie dzięki mnie, tylko Dominice. Ja tylko przekazałam im to, co powiedziała mi Dominika.
-Ale i tak przepraszam. Niepotrzebnie tak na ciebie naskoczyłam. W końcu ty nic nie zawiniłaś.
-Dobra, przeprosiny przyjęte- Ola posłała uśmiech Kamili. Udały się na salę córki kobiety. Gdy dotarły, ujrzały Dominikę, która siedziała na korytarzu zapłakana i ogólne zamieszanie.
-Córcia, co się dzieje?- Kamila natychmiast do niej podeszła.
-Ania, ona, ona umiera.
-Ale Dominika, nie mów tak- skarciła ją Ola.
-Jak to umiera? Powiedz coś więcej.
-Siedziałam, mówiłam do niej, a nagle te wszystkie urządzenia zaczęły piszczeć. Zbiegli się lekarze, a mnie wyprosili z sali- odparła nastolatka, a jej matce zakręciło się w głowie.
-Kamila, wszystko w porządku?
-Nic nie jest w porządku!- wrzasnęła i uderzyła dłonią w ścianę. Dominika wstała z krzesła i przytuliła matkę.
Po jakimś czasie wyszedł lekarz.
***
No i moje plany legły w gruzach ogólnie, ale dzisiaj wstawiam opowiadanie i mam nadzieję, że w sobotę mi się uda jakiś krótki rozdzialik napisać ;)

sobota, 11 lutego 2017

Miniaturka walentynkowa

Ola siedziała razem ze swoją siedemnastoletnią córką Nikolą w kuchni i lepiły razem pierogim. Osiemnastoletnia córka Oli Karolina z kolei siedziała u siebie w pokoju i rozmawiała ze swoim chłopakiem przez telefon. Mąż Oli około siedemnastej wrócił zadowolony z pracy.
-Cześć wszystkim- krzyknął z przedpokoju.
-Cześć kochanie- Ola wyszła z kuchni i pocałowała swojego męża w usta- A ty co taki zadowolony?
-Niech dziewczyny zejdą do salonu.
-To może idź do kuchni, bo z Nikolą lepimy pierogi, a ja pójdę po Karolinę- zaproponowała Ola. Pięć minut później wszyscy siedzieli przy kuchennym stole.
-To co takiego się stało, że musiałam przerwać rozmowę?- zapytała niezadowolona Karolina. Nikola ją szturchnęła, a matka posłała jej ostrzegawcze spojrzenie. Karola tylko przewróciła oczami.
-Otóż ja, Krzysiek i jeszcze kilku chłopaków z komendy jedziemy w Himalaje- odparł z entuzjazmem. Myślał, że Ola i jego córki też go podzielą. Jednak było inaczej. 
-Zwariowałeś tato?- Karola z Niką krzyknęły jednocześnie.
-Ty chyba Jacek nie mówisz poważnie?
-Ja nie żartuję. Wszystko jest już załatwione.
-Ty tato jesteś nienormalny?! Chcesz zginąć tak jak mama Zosi?!- wrzasnęła Karolina i wyszła z kuchni.
-Jacek, błagam, nie rób tego- po policzkach Oli zaczęły płynąć łzy. Położyła swoje dłonie na dłoniach męża- Ja nie chcę ciebie stracić.
-Ola, jeśli mnie kochasz to pozwól mi jechać.
-Chcesz mnie szantażować?
-Myślałam tato, że masz więcej oleju w głowie- teraz to Nikola opuściła kuchnie i udała się do pokoju swojej siostry.
-Lecimy jutro do Katmandu- odparł ściszonym głosem.
-Że co? I dopiero teraz mi to mówisz?
-Nie chciałem cię wcześniej denerwować. -Nie odzywaj się do mnie- Ola wstała od stołu przewracając krzesło i poszła do córek. Jacek został sam w kuchni. Mimo sprzeciwu córek i żony nie miał zamiaru zrezygnować z wyprawy.

-Karola, a może byś powiedziała no wiesz o czym?- zaproponowała Nikola.
-O czym Karolina ma powiedzieć?
-Mama?- osiemnastolatka spojrzała w stronę drzwi.
-Stało się coś?- Ola siadła obok córki.
-Mamo, ale nie będziesz zła?
-Jeśli uda ci się powstrzymać ojca, to nie.
-Jesteś pewna tego, co mówisz?
-No nie, ale postaram się nie być zła. W końcu jesteś dorosła córuś.
-Zostaniecie dziadkami- Karolina podniosła się z łóżka, wyjęła z szafki zdjęcie USG, a następnie podała je Aleksandrze.
-Kochanie, nawet nie wiesz jak się cieszę. A teraz idź to ojcu powiedz.
-Nie musi- w drzwiach stanął Jacek- I tak decyzji nie zmienię.
-Fajnie, że ci zależy na naszej rodzinie- Ola podeszła do Jacka i przywaliła mu z liścia, nie zwracając uwagi na obecność córek- Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę.
-Gratulacje- Nikola podeszła do ojca i wypchnęła go z pokoju siostry, a następnie zamknęła drzwi. Karolina się rozpłakała. Nie dość, że ojciec naraża się na śmierć, to jeszcze hormony jej buzowały. Nikola przytuliła swoją siostrę.
-Ja jadę do Arka, nie mam zamiaru dłużej tutaj siedzieć. Jedziesz ze mną? Weźmiemy jeszcze rzeczy mamy i zabierzemy ją z cmentarza.
-No spoko. To idę się pakować.

Godzinę później
-Dzięki Arek, że nas przygarnąłeś- Karolina wtuliła się w swojego chłopaka.
-Spoko. Rodzice akurat są w delegacji, więc chata wolna. Zaraz pokażę, gdzie kto będzie spał.
-Jeszcze raz dzięki- Karola dała ukochanemu całusa. Potem zjedli kolację i postanowili obejrzeć film dla rozluźnienia. Ręka Arka co chwila lądowała na brzuchu Karoliny. Aleksandra patrzyła ze wzruszeniem na to wszystko. Około północy wszyscy poszli spać.
Następnego dnia były walentynki. Oli było smutno, że jej mąż tego dnia miał wyjechać do Azji. Zawsze w ten dzień chodzili do knajpki, gdzie byli na pierwszej randce. Tego dnia miało być inaczej. Przynajmniej tak myślała. Kiedy wszyscy siedzieli rano w kuchni i jedli śniadanie, zadzwonił ktoś do drzwi. Jako że Ola siedziała na wylocie, to ona poszła otworzyć drzwi. Ujrzała wielki bukiet róż. Nagle mężczyzna, który się za nimi schował opuścił kwiaty i ukazał się Jacek.
-Nie jadę w Himalaje- oznajmił. Ola uradowana rzuciła się na niego.
-Co się tutaj dzieje?- w przedpokoju zjawiła się młodzież.
-Tato?
-Nie jadę w Himalaje- Jacek podszedł do  córek i je przytulił. Następnie podszedł do Arka i uścisnął jego dłoń- Gratuluję. Masz się opiekować moją córką i wnuczką lub wnukiem.
-Oczywiście. W ogóle to miałem to zrobić inaczej, ale skoro taka sytuacja już zaistniała, to Karolino Nowak, zostaniesz moją żoną?
-No pewnie- Karolina rzuciła się na swojego narzeczonego i go wycałowała. Wszyscy zaczęli im gratulować.

Roku później odbył się ślub Karoliny i Arkadiusza oraz chrzciny ich synka Wojtka.
Jacek nigdy nie wspomniał o wyprawie w Himalaje. Odpuścił po tym, jak jeden z jego kolegów zginął.

***
Wiem, miniaturka krótka, ale przynajmniej się coś pojawiło od dłuższego czasu. W tym tygodniu planuje jeszcze ze dwa opowiadania, gdyż nareszcie ferie i mam trochę czasu.

środa, 9 listopada 2016

III.12+ akcja stop hejtom+ załamanie

-Dzwoniła moja mama, że wracali do Wrocławia i dziesięć kilometrów za Warszawą mieli wypadek. Jej, Dawidowi i Dominice nic nie jest, ale ojciec i Ania są w ciężkim stanie. Mikołaj to mnie chyba zabije- odparł Jacek. Ola objęła go ręką, a on położył głowę na jej ramieniu- Jeżeli oni umrą to ja sobie tego nie wybaczę.
-Jacek, nie mów tak. Chcesz jechać do Warszawy? Pojadę z tobą. Ja wypisuję się na żądanie, im zostawiamy auto, a my jedziemy pociągiem. Co ty na to?- zaproponowała Ola. Jacek kiwnął głową.
-A co powiemy Mikołajowi?- zapytał.
-No jak to co? Prawdę i tylko prawdę. Jeśli chcesz to...
-Nie, sam muszę to zrobić- Jacek podniósł się z podłogi i wszedł na salę. Ola zrobiła to samo.
-Mikołaj, bo muszę ci coś powiedzieć. Ania...- Jacek się kompletnie zaciął i nie wiedział, co ma robić dalej. Bał się reakcji kolegi. W końcu chodziło o jedną z jego córek, a córki dla Mikołaja były najważniejsze w życiu.
-Co Ania?
-Nie, ja nie dam rady. Olka, ty to zrób.
-Co jest z Anią?- zapytał Mikołaj na tyle podniesionym jak mógł.
-Tylko się nie denerwuj. Rodzice Jacka wracali dzisiaj do Wrocławia i mieli wypadek. Dominice i dziecku nic nie jest. Tak samo jak mamie Jacka i Dawidowi, ale Ania jest w stanie krytycznym jak i jego ojciec- powiedziała najdelikatniej jak umiała, a Mikołaj zemdlał. Spodziewali się wszystkiego po nim, ale nie tego.
Po dwudziestu minutach doszedł do siebie. Ola z Jackiem powiedzieli mu, co zamierzają, na co Mikołaj przystał. Cztery godziny później siedzieli w pociągu do Warszawy. Ola właśnie skończyła rozmawiać z Gosią. Wytłumaczyła jej całą sytuację. Dziewczyna przyjęła to całe szczęście z pokorą. Kobieta spojrzała na przygnębionego kolegę, który skończył rozmawiać z mamą.
-Wiadomo coś więcej?
-Ania już jest po operacji i leży na OIOM-ie, a ojca cały czas operują.
-Musisz wierzyć, że będzie dobrze- powiedziała. Wiedziała, że to są jedyne odpowiednie słowa adekwatne do tej sytuacji. Nie chciała go zapewniać, że będzie dobrze, bo nie miała takiej pewności.
-Ola- zaczął dosyć nieśmiało Jacek- Dziękuję ci, że jesteś tu ze mną. Sam bym nie dał rady.
-Na mnie zawsze możesz liczyć- uśmiechnęła się do niego i oparła głowę o jego ramię.
-Wiem to- również się uśmiechnął. Zapadła cisza. Byli sami w przedziale, więc nikt im nie przeszkadzał. Było jedynie słychać szum pędzącego pociągu. Jednak jak to bywa, cisza zawsze musi zostać przerwana. Był to telefon Jacka. Mężczyzna spojrzał na wyświetlacz. Była to jego teściowa. Po chwili zastanowienia, odebrał telefon.
-No co tam mamo?- zapytał. Słyszał tylko szloch kobiety- Halo, co się dzieje?
-Jacek, ja nie wiem, co robić. Agata wpadła do mnie kompletnie pijana, zaczęła się wydzierać, żebym jej syna oddała. Nie docierały do niej żadne argumenty.
-A gdzie teraz jesteś?
-W łazience. Co ja mam zrobić.
-Jedyne wyjście jakie mi przychodzi do głowy, to takie, żebyś na policję zadzwoniła, ale to twoja córka, więc zrób to, co uważasz za stosowne. Zadzwonię później.
-Ok, pa Jacek- mężczyzna się rozłączył. Zauważył, że Ola zasnęła na jego kolanach. Pomyślał sobie, że wygląda ona uroczo, gdy śpi. Zaczął ją delikatnie głaskać po głowie. Ona się uśmiechnęła przez sen. Jacek po chwili też zasnął. Obudził ich dopiero budzik Jacka, który miał nastawiony, żeby się nie okazało, że miną swoją stację. Godzinę później siedzieli już w tramwaju i jechali w stronę szpitala. Jacek był bardzo zdenerwowany, a Ola starała się go uspokajać. Pół godziny później stali na szpitalnym korytarzu przy rejestracji, czekając na swoją kolej. Gdy już się dowiedzieli co i jak, pobiegli pod salę operacyjną, gdzie siedziała matka Nowaka z jego synem, który spał na jej kolanach.
-Mamo- Jacek ją przytulił z całych sił- Cały czas go operują?- zapytał.
-Tak, cholernie się o niego boję.
-A gdzie Dominika?
-Siedzi przy Ani.
-To ja może pójdę zobaczyć, gdzie one są- zaproponowała Ola i gdy dowiedziała się, gdzie są dziewczyny, od razu do nich poszła, zostawiając kolegę z matką i synem.
Po kilku minutach Ola odnalazła salę, którą wskazała jej pani Nowak. Weszła po cichu, żeby nie wystraszyć Dominiki. Nastolatka siedziała i trzymała za dłoń swoją młodszą siostrę, bez której nie wyobrażała sobie życia.
-Aniu, obudź się proszę.
-Dominika- Aleksandra położyła dłoń na ramieniu córki swojego przyjaciela.
-Ola, jak dobrze, że jesteś- dziewczyna gwałtownie wstała i wtuliła się w kobietę- Ja nie mogę jej stracić.
-Ciiii, uspokój się- brunetka jeździła dłonią góra dół po plecach Dominiki. Ona cały czas płakała. Dopiero po jakimś czasie się uspokoiła. Wtedy Ola postanowiła pójść dowiedzieć się, co z ojcem Jacka. Nie zdążyła jeszcze dobrze opuścić sali, a Jacek ją minął bez żadnego słowa. Wyglądał na bardzo zdenerwowanego. Kobieta pobiegła za nim. Dotarła do parku i tam zgubiła Jacka. Dopiero po jakimś czasie go dojrzała. Siedział na jednym z kamieni i trzymał w ręku papierosa. Brunetka podeszła do niego bliżej. Po jego oczach mogła odczytać, co się stało. Przepełniał je smutek i żal.
-Jacek- wypowiedziała tylko imię, a ten się obrócił plecami do niej.
-Chcę być teraz sam- odparł i zaciągnął się, a po chwili wypuścił dym z ust. Ola nie miała go jednak zostawić.
-A moim zdaniem kto teraz przy tobie powinien być- położyła swoją dłoń na jego ramię. Jacek spojrzał na nią smutnym wzrokiem.
-On nie żyje- rzucił papierosa na ziemię i się skulił. Dwudziestoośmiolatka siadła obok niego.
-Wiem, co teraz czujesz, ale musisz pokazać, że jesteś silnym facetem i nie wolno się załamać tobie, bo twoja mama nie tego teraz potrzebuje.
-On był dla mnie najważniejszy- wyszeptał i rozpłakał się jak małe dziecko. Ola bez zastanowienia go przytuliła.
***
Jako, że moje koleżanki-blogerki miały przykry incydent, ruszyła akcja.

Stop! Nikt nie ma prawa obrażać mnie ani innych osób piszących blogi dotyczące serialu "policjantki i policjanci" pragniemy aby każdy czuł się jednakowo. To że piszesz blog oznacza że jesteś bardzo utalentowany i odwarzny. Jeśli ktoś wyśmiewa cię ponieważ piszesz takie cudowne opowiadania zgłoś się do mnie! Pomogę! ♥♡♥
***

Jestem załamana faktem tego, że Mieszko umrze, a Wy?
Ps. Kiedy wybieracie się po zapas chusteczek na odcinek, kiedy Mieszko umrze?
***

Kolejne opowi niebawem :)

wtorek, 8 listopada 2016

III.11

-Za dwa, góra trzy miesiące, możecie mu urządzić imprezę powitalną w pracy- oznajmił lekarz, a na twarzy policjantów zagościła radość i ulga, że Mikołaj tak bardzo nie ucierpiał. Ola z Alą postanowiły wrócić na salę. Kiedy szły, Aleksandra na korytarzu ujrzała siedemnastoletnią córkę kuzynki, która siedziała załamana. Było po niej widać, że jest w ciąży. Kobieta siadła, koło nastolatki.
-Cześć Gosia- powiedziała i dziewczyna spojrzała na dobrze znaną jej sylwetkę.
-Jeny, ciocia Ola, jak dobrze cię widzieć- Gosia od razu się rzuciła na nią i mocno przytuliła.
-To może ja was zostawię- wtrąciła Alicja i się ulotniła.
-Co tu robisz w ogóle? Przecież Wrocław jest kawał drogi stąd.
-Sprawy służbowe, ale to teraz nieważne. Mów lepiej, czemu płaczesz?- Ola szybko zmieniła temat. Wiedziała, że dziewczyna chce uciec od tematu, ale nie mogła na to pozwolić. Musiała dowiedzieć, co się dzieje.
-A nie widać? Mam siedemnaście lat i będę matką.
-Wiesz co? Mam pomysł. Chodźmy do mojej sali. Tam będzie spokojniej- odparła i obie udały się we wskazane przez policjantkę miejsce. Ala leżała i słuchała muzyki na słuchawkach dosyć głośno, więc i tak ich raczej nie słyszała.
-Pojechaliśmy na wycieczkę z klasą mojego chłopaka. No i specjalnie ja z przyjaciółką wzięłyśmy dwójkę, a Sebastian z jej chłopakiem. W nocy się zamieniliśmy. No i stało się, wpadłam, a rodzice nie chcą mnie znać. Błagam ciociu, zabierz mnie do Wrocławia.
-Gosia, ja nie mam nic przeciwko, ale przecież tu masz szkołę, znajomych, a poza tym twoja matka by mnie chyba zabiła. Poza tym wiesz, że ona nie przepada za mną- odparła Ola, przypominając sobie czasy dzieciństwa.
-Ale wiesz, że ja cię zawsze lubiłam i lubię mimo jej zdania. Ciocia, błagam, pozwól mi z tobą jechać do tego Wrocławia- Gosia nalegała. Nie miała zamiaru dłużej zostawać w Choszcznie.
-A co z ojcem dziecka?- zapytała Ola.
-Sebastian chciał mi dać na skrobankę, ale ja nie chcę usuwać tego dziecka.
-No i mądrze. Wiesz co? Ja jeszcze z Choszczna nie wyjeżdżam. Zastanowię się i dam ci odpowiedź.
-Tylko błagam, nawet nie mów nic mojej mamie. Będzie wściekła.
-Nie powiem, spokojnie- powiedziała Ola i nagle do sali wpadła jakaś dziewczyna na oko w wieku Gosi i rzeczywiście miała tyle lat, bo okazała się być jej koleżanką.
-Dziewczyno, wszędzie cię szukam. Myślałam już, że stało ci się coś.
-Spokojnie, żyję. Nic mi nie jest. Ciocia, to moja przyjaciółka Karolina, Karolina, to moja ciocia Ola- nastolatka przedstawiła je sobie.
-Dzień dobry. Pani jest policjantką, prawda?
-Widzę, że Gosia o mnie wspominała.
-No raczej. Jesteś najlepszą ciocią. Ja już będę szła. Jak się zdecydujesz, to zadzwoń. Pa- Gosia przytuliła na do widzenia Olę i opuściła salę z przyjaciółką. Kobieta rzuciła się na łóżko i głęboko westchnęła. Ala zdjęła słuchawki i spojrzała na koleżankę.
-Może mogę jakoś pomóc?- zaoferowała się.
-To miło z twojej strony. Nie wiem, co zrobić. Przecież jak zabiorę Gośkę ze sobą do Wrocławia, to moja ukochana- wymawiając to słowo, Ola zrobiła cudzysłów w powietrzu- kuzynka mnie zabije.
-A nie możesz z nią pogadać?
-Wiesz jakby się to skończyło? Któraś z nas by na izbie przyjęć wylądowała.
-To może lepiej nie, ale musi być jakieś inne rozwiązanie. A ojciec Gosi? Z nim też się nie dogadujesz?
-Jego wręcz nienawidzę. Powiem ci coś, ale obiecaj, że nikomu nie powiesz- odparła Ola i przesiadła się na łóżko koleżanki.
-No dobra.
Ola zaczęła mówić tak, żeby nikt tego nie usłyszał. Czuła, że może zaufać Alicji mimo, że długo się nie znały, ale dogadywały się świetnie.
-To było pięć lat temu, po pogrzebie mojego męża i mojej córki. Tamara z Gosią pojechały zrobić zakupy, a ja sama zostałam z jej mężem Darkiem. On wtedy zaczął się do mnie dobierać. Gdy dziewczyny weszły, Darek całą winę zwalił na mnie, a moja wersja się w ogóle nie liczyła. Jedynie Mieszko, który jest bratem Pawła, mojego męża dla jasności, mi wierzył. Od tego czasu nie odzywamy się do siebie. Jedynie z Gosią utrzymujemy kontakt. Z resztą może zmieńmy temat, nie chcę o tym rozmawiać- poprosiła Ola. Ala się zgodziła. Pół godziny później zjawili się Jacek z Krzyśkiem i oznajmili, że Mikołaj się obudził. Dziewczyny zerwały się z łóżek i razem z chłopakami pobiegli pod salę Białacha. Kamień im spadł z serca. Co prawda obrażenia sprawiły, że Mikołaj musiał przejść długą rekonwalescencję, ale to i tak była ulga. Niestety na salę mogły wejść tylko dwie osoby. Była to Ola i był to Jacek.
-Tak się Mikołaj o ciebie bałam- odparła brunetka, siadając na łóżku. Blondyn stanął za nią i położył ręce na jej ramiona, co ją trochę speszyło.
-Jak się czujesz stary?
-Bardzo mnie boli głowa i klatka.
-Jak cię zobaczyłam jak cię wywożą z tej sali, takiego nieprzytomnego, pod tą całą aparaturą, to myślałam, że mi serce pęknie. Już miałam przed oczami jak z Jackiem mówimy Dominice i Ani, że nie żyjesz.
-A właśnie, co z dziewczynami? Gdzie one są?
-Pojechali z moimi rodzicami do Warszawy- odparł Jacek.
-No a szkoła?
-Wyobrażasz sobie je w szkole, jeśli niewiadomo co z tobą się dzieje?- zadała pytanie Ola.
-No nie- przyznał jej rację.
-A w ogóle czego chcieli ci mężczyźni od ciebie?- zapytał Jacek.
-Mówili coś, że zapłacę za błędy mojej siostry, że ma jakieś powiązania z mafią- odpowiedział i spojrzał na szwagra, pytającym wzrokiem.
-Przysięgam ci, że nic nie wiem, chyba, że- Jackowi w tym momencie przyszła jeszcze jedna myśl do głowy. Spojrzał się na kolegów, którzy dali mu znak, że może kontynuować- Chyba że to o Jaskowską chodziło.
-Nie rozumiem?
-Próbowaliśmy znaleźć jakiś punkt zaczepienia i poszperaliśmy trochę. Znaleźliśmy dokumenty, które mówią o tym, że nasza komendantka jest twoją siostrą- tym razem odezwał się Krzysiek. Zapadła chwilowa cisza, którą przerwał telefon Jacka. On przeprosił i wyszedł na korytarz. Dosyć długo nie wracał, więc Ola postanowiła sprawdzić, co się dzieje. Wyszła z sali i zobaczyła Jacka, który siedział pod ścianą i płakał. Ona się dosiadła.
-Co się dzieje?

***
No, nareszcie skończyłam. Od następnego rozdziału będzie zdecydowanie więcej JacOla, bo mogę powiedzieć, że to co się wydarzy, zbliży ich i to bardzo do siebie.